Typ tekstu: Książka
Autor: Szpotański Janusz
Tytuł: Zebrane utwory poetyckie
Rok wydania: 1990
Lata powstania: 1951-1989
że Simona
pod stołem jej wsunęła kopa.
Niech pani zmilczy! - zasyczała -
To Francji chluba jest i chwała:
wielki filozof Levy-Stoss!
A Bonja znów na cały głos:
Jeden sztos więcej, jeden mniej!
O, Boże, chciej wybaczyć jej!
Zresztą w kompletnym była błędzie,
bowiem zrządzeniem dziwnym losu
Levy niezdolny był do sztosów.
Intelekt siadł mu na popędzie,
całkiem przydusił mu libido,
lecz - żeby całą prawdę rzec -
chociaż mu brakło męskich zalet,
baby marzyły mu się stale.
Szczególnie, ach!, blondyna rosła,
która by - z dupą jak wierzeje -
przed sobą cyc ogromny niosła
jak średnia dynia, gdy dojrzeje!
Śnił taką niezliczone noce,
a rankiem
że Simona<br>pod stołem jej wsunęła kopa.<br>Niech pani zmilczy! - zasyczała -<br>To Francji chluba jest i chwała:<br>wielki filozof Levy-Stoss!<br>A Bonja znów na cały głos:<br>Jeden sztos więcej, jeden mniej!<br>O, Boże, chciej wybaczyć jej!<br>Zresztą w kompletnym była błędzie,<br>bowiem zrządzeniem dziwnym losu<br>Levy niezdolny był do sztosów.<br>Intelekt siadł mu na popędzie,<br>całkiem przydusił mu libido,<br>lecz - żeby całą prawdę rzec -<br>chociaż mu brakło męskich zalet,<br>baby marzyły mu się stale.<br>Szczególnie, ach!, blondyna rosła,<br>która by - z dupą jak wierzeje -<br>przed sobą cyc ogromny niosła<br>jak średnia dynia, gdy dojrzeje!<br>Śnił taką niezliczone noce,<br>a rankiem
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego