wyrazy obce

 
Znajdziesz tu informacje o pisowni, wymowie, znaczeniu lub pochodzeniu słów, które zostały zapożyczone do polszczyzny. Dowiesz się, czy dane słowo weszło już do naszego języka, albo dlaczego wejść do niego nie może. Poznasz kalki językowe i sposoby zapożyczeń.
  • proktor
    15.05.2015
    Szanowni Państwo,
    czytam powieść rozgrywającą się w XIX-wiecznym Paryżu, m.in. w Liceum Ludwika Wielkiego. W skład kadry tej szkoły wchodzi nie tylko dyrektor, profesorowie i wychowawcy, ale także proktor. Domyślam się, że chodzi o odpowiednik stanowiska prorektora na uczelni, ale ciekawi mnie, dlaczego nigdzie nie znajduję śladu tego słowa. Słowniki i Sieć zgodnie milczą w tej sprawie, wspominając jedynie o urządzeniu z przemysłu tytoniowego.
    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Zajrzałem do kilku starszych słowników polszczyzny – bezskutecznie. Słowo jest niewątpliwie zapożyczeniem: czy współczesnym (z angielskiego proctor, co podobno skrótem od procurator), czy dawnym, trudno powiedzieć bez wiedzy, o jaką powieść chodzi. W angielskim proctor ma kilka znaczeń, z nich jedno (lub dwa, zależnie od słownika) odnosi się do realiów uniwersyteckich. Ponieważ jednak realia te są w różnych krajach różne, proctor (proktor) nie upowszechnił się w polszczyźnie.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • nasze swojskie gate
    3.05.2015
    Szanowni Państwo,
    od pewnego czasu na warszawskich lotniskach obserwuję modę na słowo gate. W Modlinie pasażerowie przechodzą przez gate. Na Okęciu „(...) gate zamykany jest na 15 minut przed planowaną godziną odlotu. Niezgłoszenie się do gate'u w tym terminie (...)”.
    Rozumiem, że takie oznaczenie bramek jest ułatwieniem dla obcokrajowców, ale czy użycie tego słowa w komunikacie sformułowanym w całości w języku polskim nie jest przesadą?
    Z poważaniem
    Sońka Gałka
    Nie zwróciłem uwagi na takie komunikaty, jeszcze całkiem niedawno na Okęciu słyszałem, że „pasażer XY jest proszony o jak najszybsze udanie się do wyjścia numer Z” (albo tak jakoś, ale na pewno bez gate). Może nie jest tak źle, jak się Pani wydaje? Czekając na rozwój wydarzeń, uczmy się już odmieniać gate: idziemy do gate'u, przypatrujemy się gate'owi, umawiamy się pod gate'em i spotykamy się... w gacie. Słowo obce, ale ta ostatnia forma znajoma.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • continuum czy kontinuum?
    29.04.2015
    Szanowny Panie Profesorze,
    piszę artykuł na temat modeli zarządzania dokumentacją: records life cycle i records continuum. Terminy te tłumaczę jako model cyklu życia dokumentacji i model continuum dokumentacji. Czy powinienem używać formy continuum, czy raczej kontinuum? W NKJP przeważa kontinuum (113 : 55), lecz w zastosowaniach naukowych częstsza jest chyba forma pierwsza (np. hipoteza continuum czy continuum czasoprzestrzenne).
    Serdecznie pozdrawiam ze słonecznego Wiednia i ukłony łączę
    Warianty o obcej pisowni często sugerują specjalistyczną wiedzę i wyższe kompetencje. Widać w tym pewną harmonię między formą a treścią: obca forma jest percepcyjnie trudniejsza, co odpowiada trudnościom, jakie musi pokonać specjalista zmagający się z jakimś problemem lub laik, który próbuje mu dorównać. Poza tym obce formy często dowartościowują nadawcę, ponieważ brzmią bardziej prestiżowo. W artykule naukowym continuum będzie więc jak najbardziej na miejscu.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • Joomla
    27.03.2015
    Witam Szanowny skład Poradni Językowej.
    Słowo Joomla – czy jest to forma męska czy żeńska? Jaka zasadą należałoby się kierować w poprawnej pisowni. Przykłady w zdaniu:
    a) Joomla jest elastyczna, wszystko zależy od tego, jaki chcesz osiągnąć efekt końcowy.
    b) System Joomla jest elastyczny, wszystko zależy od tego, jaki chcesz osiągać efekt końcowy.
    Jak ustosunkować się do samej wymowy Joomla, czy można użyć formy spolszczonej fonetycznie?
    Pozdrawiam serdecznie
    Postać graficzna tego wyrazu każe traktować go jako rzeczownik żeński i odmieniać jak drumla. Niezależnie od tego, czy wymawiać będziemy [dżumla] (tak w różnojęzycznych wersjach Wikipedii), czy literowo (co mało prawdopodobne), czy wreszcie kompromisowo [jumla] – wskazany wyżej wzorzec odmiany pozostaje aktualny. Słowo to jest znane w Polsce przede wszystkim informatykom, którzy angielszczyznę znają chyba lepiej niż przeciętny użytkownik polszczyzny, więc przypuszczam, że wymawiają je [dżumla] i jeśli jakaś wymowa się upowszechni, to pewnie właśnie ta.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • merchandising
    24.03.2015
    Szanowni Państwo,
    jestem doktorantką w Instytucie Architektury i Urbanistyki Politechniki Łódzkiej. Moja praca poświęcona jest genezie wizualnego merchandisingu. Słowo to pojawia się w tytule mojej dysertacji, co budzi sprzeciw wielu osób uznających, że powinnam poszukać polskiego odpowiednika. Rzecz w tym, że określenia typu wizualna promocja znacznie zawężają to pojęcie. Czy Państwa zdaniem mogę uznać, że merchandising nie ma polskiego odpowiednika i może być stosowany w oryginale?
    Moim zdaniem żadne obce słowo nie ma dokładnego polskiego odpowiednika, jeśli oczekujemy odpowiedniości obejmującej nie tylko znaczenie referencyjne, ale też inne elementy szeroko rozumianego znaczenia. Różnica formy pociąga za sobą różnicę treści, nawet w wypadku wyrazów takich jak helikopter i śmigłowiec czy kartofel i ziemniak.
    Jeśli chodzi o merchandising, to słownik wyrazów obcych PWN w jego treść wpisuje nie tylko sposób prezentacji towaru lub usługi, lecz także urządzenie wnętrz, promocję i techniki sprzedaży. Nawet więc laik w zakresie ekonomii widzi, że merchandising to nie tylko wizualna promocja.
    Decyzja oczywiście należy do Pani. Jest dobry powód, żeby nie używać wymienionego słowa w tytule pracy: mianowicie gdyby groziło to jej zdyskwalifikowaniem przez recenzentów. Mam nadzieję jednak, że nie ma takiego zagrożenia.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • skalp
    27.02.2015
    Dzień dobry,
    razi mnie używanie na portalach kosmetycznych słowa skalp do określenia skóry głowy. Na przykład zdanie „Nie polecam tego zabiegu, jeśli macie wrażliwy skalp” brzmi nieco makabrycznie. Czy słowo skalp rozszerzyło swoje znaczenie także na żywą skórę głowy?
    Takie użycie słowa skalp jest prawdopodobnie bezmyślnym tłumaczeniem z angielskiego, gdzie scalp oznacza skórę głowy. Być może jednowyrazowa nazwa o tym znaczeniu by się polszczyźnie przydała, ale zgadzam się z Panią, że skalp – ze względu na inne, utrwalone znaczenie – nie jest dobrym kandydatem.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • backcountry
    25.02.2015
    Czy słowo backcountry należy pisać razem, czy osobno? Kwerenda internetowa nie przyniosła jednoznacznej odpowiedzi. Osobiście skłaniam się ku pisowni łącznej. Wyjaśnię, że chodzi o rodzaj narciarstwa, polegający na wędrówkach poza przygotowanymi trasami (nie jest to jednak synonim skiturów). Jak nazwać osobę, która chodzi na backcountry? Backountrowicz czy backountrowiec? Ze względów stylistycznych przydałoby się czasem zastąpić innym określeniem narciarza backcountry.
    Polska Wikipedia tłumaczy backcountry jako narciarstwo przełajowe. Jego amatorzy to zatem przełajowcy. Z kontekstu będzie wynikać, że biegają na nartach, a nie jeżdżą na rowerze.
    Nazwa backcountry – od angielskiego backcountry skiing, dosłownie 'jazda na nartach na odludziu' – jest słabo przyswojona. Wymawiamy ją po angielsku (na tyle, na ile polska fonetyka pozwala), piszemy po angielsku (z pominięciem drugiego członu, co typowe, por. ang. camping site, pol. camping lub kemping), nie odmieniamy jej, a oba wyrazy pochodne wymienione przez Panią tworzone są okazjonalnie. W zasadzie tylko przymiotnik backcountrowy częściej się spotyka i nic dziwnego: w angielskim odpowiada mu słowo backcountry w prepozycji innego rzeczownika, np. backcountry ski area, w polskim wygodniej używać wyrazu o morfologicznych cechach przymiotnika.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • Polska Hokej Liga
    31.01.2015
    Polska Hokej Liga. Tym koszmarkiem językowym jacyś spece od marketingu (jak podejrzewam) przechrzcili w 2013 roku Polską Ligę Hokejową. Rozumiem, że w zamyśle miało być to nawiązanie do amerykańskiej ligi NHL (polska liga – PHL). Niemniej w takiej postaci nie brzmi to ani po angielsku (musiałoby być - Polish Hockey League), ani tym bardziej po polsku (cóż to w ogóle za konstrukcja?). Chciałbym tylko zapytać czy Pana również irytuje ta (i inne podobne) koszmarna konstrukcja językowa?
    Ciekawy przykład, przypomina mi Sopot Festiwal, który w przeciwieństwie do Sopot Festivalu też nie jest polski ani angielski. Czy mnie irytuje Polska Hokej Liga? Staram się nie irytować, ale oczywiście takich konstrukcji nie pochwalam. Wielokrotnie wypowiadałem się w obronie zapożyczeń, czasem nawet narażając się czytelnikom (moja porada pod tytułem absmak spotkała się kiedyś z gwałtowną reakcją korespondenta, który oczekiwał innej odpowiedzi). Czym innym jednak celowe sięganie po wyraz obcy jako bardziej ekspresywny niż przerabianie polskiej składni na wzór angielskiej.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • jastrzębi polityk?
    23.01.2015
    W słowniku Oxford-PWN słowo hawkish przetłumaczone jest jako jastrzębi (z kwalifikatorem POL – polityka), jednak w słowniku języka polskiego jastrzębi odnosi się tylko do wzroku. Co po polsku znaczy jastrzębi, gdy jest tłumaczeniem hawkish politician? Agresywny, doskonały, przewidujący, dalekowzroczny?
    Hawkish politician to po polsku po prostu jastrząb – słowo takie z definicją „wojowniczy, agresywny polityk” oraz kwalifikatorem publ. przen. znalazło się w Uniwersalnym słowniku języka polskiego PWN.
    Napisałem wyżej „po polsku”, choć ów jastrząb to oczywiście zapożyczenie semantyczne z angielskiego hawk. Kalki semantyczne nie epatują obcością (są to wyrazy obce w przebraniu), jeśli jednak jastrząb wydaje się Pani zbyt angielski, to chyba agresywny polityk lub wojowniczy polityk będą lepsze.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • okazja przedsiębiorcza?
    18.01.2015
    Szanowni Państwo,
    moje pytanie wiąże się z potrzebą znalezienia polskiego odpowiednika określenia entrepreneurial opportunity. Entrepreneurial opportunity odnosi się do sytuacji, w której możliwość zaspokojenia popytu na towar lub usługę stanowi impuls do założenia firmy. Określenie to bywa tłumaczone jako okazja przedsiębiorcza lub sposobność przedsiębiorcza. Które z tłumaczeń uznać należy za właściwsze? W mojej ocenie okazja jest określeniem bardziej naturalnym i mniej udziwnionym.
    Mnie się żadne z tych określeń nie podoba, może dlatego, że słowo przedsiębiorczy w polszczyźnie odnosi się głównie do osób, rzadko do czyichś działań lub okazji. Tłumacząc doraźnie, powiedziałbym okazja dla przedsiębiorcy, ale możliwe, że nie w każdym kontekście takie tłumaczenie byłoby odpowiednie.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • Pożyczać, nie pożyczać?
    13.01.2015
    Szanowni Państwo,
    moje pytanie dotyczy zapożyczeń z języka angielskiego. Czy poprawne jest zapożyczanie wyrazów takich, jak: copywriter, freelancer itp.? Wiem, że utrwaliły się one w polszczyźnie i weszły do słowników, ale mimo wszystko nie zostały spolszczone, ich wymowa jest obca. Czy z punktu widzenia językoznawców takie pożyczki są poprawne? Przecież np. copywriter nie kojarzy się nawet z żadnym polskim słowem, podobnie bloger, chociaż w ostatnim wypadku polska jest chociaż wymowa.
    Trudno byłoby znaleźć język bez zapożyczeń. W słowniku języka polskiego mniej więcej co czwarty wyraz ma obce korzenie. Obcości wielu z nich nie dostrzegamy, tak dobrze zostały przyswojone, ale wiele jest też pożyczek kilkusetletnich, których obcy – zwykle łaciński lub francuski rodowód – jest wciąż widoczny nawet dla niespecjalistów. Ani jednych, ani drugich nie chcielibyśmy się wyrzec.
    Nie mogę się zgodzić, że copywriter i freelancer mają obcą wymowę. Chyba chciała Pani napisać, że ich pisownia jest obca, po polsku byłby pisane kopirajter i frilanser. Być może kiedyś taka pisownia się upowszechni, pełne przyswojenie wyrazu wymaga czasu. Na razie osiągnęliśmy tyle, że oba wyrazy się odmieniają, nie są więc całkiem obce. Oba stały się podstawą rodzimych procesów słowotwórczych, por. copywriterka i freelancerka. W połączeniu z tym, że spolszczona jest ich wymowa, oba można uznać za zadomowione w polszczyźnie.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • theremin czy teremin?
    13.01.2015
    Theremin – nazwa instrumentu muzycznego – jest odnotowana w takiej formie w wielu źródłach. W Internecie można jednak znaleźć uproszczoną pisownię teremin (np. fraza na thereminie występuje ledwie dwukrotnie częściej niż na tereminie). Czy taka kwerenda daje podstawy, by teremin bez h uznać za wariant oboczny, czy raczej należy mówić o błędzie?
    Nie znałem tego wyrazu ani instrumentu przezeń oznaczanego. Z Wikipedii można się dowiedzieć, że nazwa pochodzi do nazwiska wynalazcy, Rosjanina Lwa Termena, który Anglosasom, Francuzom i Niemcom znany jest jako Theremin (jego rodzina miała francuskie i niemieckie korzenie). Uproszczenie inicjalnego th- do t- jest właściwe innym wyrazom obcym przyswojonym polszczyźnie, por. dawne theatrum, potem teatrum, dziś teatr, także thesaurus, z czego tezaurus i in. Z językowego punktu widzenia nie ma więc nic złego w tym, żeby nazwę instrumentu theremin przyswoić graficznie jako teremin, obawiam się jednak, że samo kryterium frekwencyjne nie wystarczy do oceny tej drugiej formy. Po pierwsze, obie są rzadkie w internecie, po drugie, decyduje nie tylko liczba użyć, ale i ich dystrybucja, a tymczasem pierwsza jest w Wikipedii i na YouTubie, co zapewnia jej większą popularność. Ponadto warianty o obcej pisowni często kojarzą się z większym profesjonalizmem, więc grający na thereminie mogą sięgać po tę właśnie formę jako bardziej prestiżową. Mnie bardziej sympatyczny wydaje się teremin, ale podkreślam: nigdy nie miałem go w ręku.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • owamyje
    30.12.2014
    W XIX księdze Tytusa, Romka i A'tomka bohaterowie i odgrywają teatr uliczny a jeden z nich wciela się w rolę Żyda i woła w pewnym momencie aj waj, owamyje!. Czy wykrzyknik owamyje był faktycznie używany przez polskich Żydów, czy jest tylko wytworem fantazji autora, Henryka Jerzego Chmielewskiego?
    Nie znam oczywiście wszystkich slangowych wykrzykników Żydów polskich, ale forma owamyje ani pod względem semantycznym ani morfotaktycznym nie przypomina niczego sensownego ani w języku jidysz, ani hebrajskim (w jego wymowie aszkenazyjskiej). Skłaniałabym się zatem ku przypuszczeniu, że jest to inwencja autora Tytusa Tomka i Atomka, być może inspirowana takim autentykiem żydowskim jak mecyje (z hebrajskiego mec'a 'rzecz znaleziona; okazja'), z czego ironicznie w polskim (z pluralizacją) „Wielkie mi mecyje” w znaczeniu 'też mi coś, wielka rzecz!'.
    Ewa Geller, prof., Uniwersytet Warszawski
    1. 30.12.2014
      Szanowni Państwo,
      udało mi się dotrzeć do oryginalnego wydania XIX księgi przygód Tytusa... W dołączonym słowniczku autor wyjaśnia, że owamyje znaczy tyle, co 'o, bólu mój'. O ile moja skromna znajomość jidysz pozwala mi stwierdzić, że etymologia ta brzmi sensownie, o tyle nigdzie nie znalazłem informacji, czy taki zwrot (zresztą przytoczony w formie chyba mocno zniekształconej) faktycznie funkcjonował wśród Żydów.
      Z wyrazami szacunku
      Piotr Michałowski
    2. 30.12.2014
      O bólu mój to ew. etymologia dotycząca jedynie pierwszej części cytowanego zwrotu, tj. aj waj (owamyje), która jest rzeczywiscie wykrzyknikiem w jidysz i pochodzi bezposredno od niemieckiego Oh Weh, gdzie Weh znaczy ból. W niemieckim używane lokalnie do dziś jako wykrzyknik, w znaczeniu 'o rany!'.
      Ewa Geller, prof., Uniwersytet Warszawski
  • koordynaty
    27.12.2014
    Szanowni Państwo,
    odkąd mój brat zaczął grać w gry komputerowe, często słyszę o koordynatach. Rozumiem, że zapożyczenia bywają potrzebne, że nie należy ich pochopnie potępiać itd., ale czy naprawdę słowo to wnosi cokolwiek więcej niż dobrze zadomowione współrzędne?
    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Mnie się wydaje, że koordynaty nic nie wnoszą prócz wrażenia pewnej obcości i potencjalnie kojarzonej z nią fachowości i elitarności. Może jednak brat ma swoje powody, aby tego słowa używać: proszę go zapytać. Ciekawe, czy mówi o koordynatach tylko dlatego, że zapomniał o współrzędnych, czy np. po to, aby zaznaczyć swoją przynależność do amatorów gier komputerowych i odrębność tej grupy wobec innych ludzi.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • ewenementalny
    22.12.2014
    Zwracam się z prośbą o udzielenie odpowiedzi na pytanie, czy dopuszczalne jest używanie (zwłaszcza w języku oficjalnym) przymiotnika ewenementalny, którego nie notują żadne słowniki. Według Google słowo to użyte zostało 233 razy, zawsze w tym samym znaczeniu – na określenie czegoś stanowiącego ewenement.
    To bardzo „mądre” słowo pochodzi zapewne z francuskiego przymiotnika événementiel. Używają go chyba osoby, którym żaden jego synonim nie odpowiada albo które nie zadały sobie trudu, aby pomyśleć nad synonimem. Tymczasem jest z czego wybierać, por.:
    niebywały, niecodzienny, niepamiętny, niepowszedni, niepowtarzalny, niesłychany, niespotykany, nietypowy, niezwyczajny, osobliwy, rzadki, unikalny, unikatowy, wyjątkowy, zadziwiający, zastanawiający, zdumiewający
    Na razie słowo ewenementalny jest samo ewenementalne w polszczyźnie. Kto go używa, na pewno zwraca na siebie uwagę. Jednocześnie jednak może narazić się na oskarżenia o niekompetencję albo zły gust i snobizm.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • obce i spolszczone nazwy miast
    11.12.2014
    Szanowni Państwo,
    czy obowiązkowym jest używanie spolszczonych nazw zagranicznych miast w przypadku, kiedy mogą one być niezrozumiałe dla współczesnego odbiory? Takimi miastami mogą być na przykład Akwizgran i Ratyzbona w Niemczech. Intuicja podpowiada mi, że użycie tradycyjnych, spolszczonych nazw jest uzasadnione w kontekście historycznym, natomiast w kasie raczej poprosiłabym o bilet to Aachen niż do Akwizgranu. Czy mam rację?
    Z poważaniem,
    Ksenia Prądzyńska
    Obawiam się, że w kasie nie sprzedano by Pani biletu do Akwizgranu, nawet gdyby Pani o takie poprosiła. A ściślej biorąc – że niezależnie od dobrej woli kasjerki na bilecie figurowałaby nazwa Aachen.
    Sytuacja przy kasie to jedno, a pośpieszne kopiowanie przez dziennikarzy obcych nazw w sytuacji, gdy należałoby użyć ich polskich odpowiedników, to druga rzecz. Jeśli dziennikarz relacjonuje konferencję, która odbywa się w Akwizgranie, to tej właśnie nazwy powinien użyć, mimo że kontekst jest współczesny, a nie historyczny.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • kompromitacją serwerów
    18.11.2014
    Natrafiłem ostatnio na broszurę z konferencji poświęconej bezpieczeństwu systemów IT. Ze zdumieniem przeczytałem o sposobach walki z kompromitacją serwerów. W języku angielskim czasownik compromise ma dodatkowe znaczenie, którego odpowiednika nie widzę w języku polskim – ulec atakowi, jednak bezpośredni przekład wydaje mi się niewłaściwy. Czy można prosić o komentarz? Mam wrażenie, że obecnie zbyt wygodnie dokonuje się tłumaczeń, z dość przykrym efektem końcowym (lokowanie produktu, łamiąca wiadomość...).
    Znaczenie, o którym Pan pisze, musi być specjalistyczne, nie znajduję go w ogólnych słownikach języka angielskiego. Kompromitacja serwerów po polsku brzmi niefortunnie, może być przyczyną nieporozumień lub mimowolnych śmieszności. Lokowanie produktu jest już rozpowszechnione, producentom i emitentom zależy na tej nazwie, nie będzie łatwo ją zmienić i nie wiem, czy warto się starać. Natomiast łamiąca wiadomość (ang. breaking news) może przyprawić o łamanie w kościach. Po polsku – najświeższe wiadomości lub wiadomości z ostatniej chwili.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • Polszczyć imiona władców?
    18.11.2014
    Szanowni Państwo,
    czy istnieją jakieś reguły dotyczące spolszczania imion monarszych? Jeżeli tak – jakie? W szczególności interesuje mnie kwestia obecnego władcy Liechtensteinu, Jana Adama II (czy może raczej Hansa Adama II). Czy w uproszczeniu przyjąć można, że należy spolszczać imiona tych monarchów, którzy są powszechnie Polakom znani (więc Elżbieta II, ale Hans Adam II), czy jednak istnieją pewne imiona, które z założenia spolszczać należy (np. właśnie Hans)?
    Z wyrazami szacunku
    N.S.
    Imiona królów i książąt polszczymy, jeśli tylko znamy rodzime odpowiedniki imion. Mamy więc w polskiej tradycji językowej np. Ryszarda Lwie Serce, Ludwika Świętego, Izabelę Katolicką (jak pokazują przykłady, polonizacja dotyczy też przydomków).
    Jedyne znane mi odstępstwa od tej zasady dotyczą królów i książąt współczesnych, były król Hiszpanii bywa więc nazywany Juanem Carlosem, choć liczne źródła, w tym encyklopedie i słowniki WN PWN, używają imion Jan Karol jako podstawowej formy.
    Inne odstępstwa dotyczą synów księżnej Diany i księcia Karola, którzy – za sprawą tabloidów zapewne – nazywani są imionami Harry i William, choć powinno być Henryk i Wilhelm, a żona drugiego z nich jest nazywana księżną Kate, co jest już wręcz infantylne.
    Konkludując: obecnego księcia Liechtensteinu nazywać należy imionami Jan Adam.
    Jan Grzenia
  • tajemnicza enchillada
    10.11.2014
    Pytanie dotyczy słowa enchillada [wym. enczijada, encziljada], zob.: http://sjp.pwn.pl/sjp/enchillada;2556693.html. Skoro po hiszpańsku jest enchilada (zob. http://es.wikipedia.org/wiki/Enchilada), to skąd w polszczyźnie mamy formę pisaną przez podwojone l i do tego jak hiszpańskie ll wymawiane?
    Rzeczywiście, dziwna ta forma, może hiperpoprawna, tzn. pisana tak, jak się rodakom wydaje, że powinny być pisane wyrazy cudzoziemskie. A może utworzona przez analogię do słowa ballada?
    Przykład ten przypomniał mi o torreadorze, swoiście polskiej formacji, bardziej hiszpańskiej niż dawne hiszpańskie toreador (obecnie torero). Podwojenie spółgłoski [r] zwiększa ekspresję tego słowa, sprawia, że desygnat wydaje się odważniejszy lub może bezwzględniejszy, prawdopodobne jest też oddziaływanie innych wyrazów, w których rr jest etymologicznie uzasadnione, np. horror i terror.
    Ciekawe, że do mylnej pisowni hiszpańskiego placka dostosowano w słowniku wymowę (i to nie tylko w słowniku internetowym, przywołanym w pytaniu, ale też w słowniku wyrazów obcych pod moją redakcją!). Na pocieszenie mamy, że także Hiszpanie piszą czasami enchillada: kwerenda na hiszpańskojęzycznych stronach WWW przynosi kilka tysięcy wyników, parokroć mniej niż w wypadu enchilady, ale też sporo.
    Myślę, że ten przypadek nie jest odosobniony i że w polskich kartach dań, a także w słownikach jest więcej potraw, których pisownia została „poprawiona”. Zgodna z włoską pisownią jest np. caffè latte, ale w Polsce spotyka się też pisownię caffé latte, która jest skrzyżowaniem włoskiej i francuskiej.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski
  • kolumnista
    10.11.2014
    Witam serdecznie,
    ostatnio spotkałem się z wyrazem kolumnista, oznaczającym osobę, która zarządza kolumną w gazecie. Czy jest ono poprawne? Nigdy nie zetknąłem się z takim rzeczownikiem, mój słownik także milczy na ten temat.
    Pozdrawiam
    W angielskim jest słowo columnist, odnoszące się do dziennikarza, który ma swoją kolumnę w gazecie, czyli systematycznie dostarcza materiału. Polski kolumnista jest prawdopodobnie anglicyzmem, ale nie śpieszyłbym się w wnioskiem, że całkiem nowym. W języku dziennikarzy słowo to mogło występować już dawniej, trzeba by zrobić wywiad wśród dziennikarzy, aby to sprawdzić. Jeśli są czytelnikami naszej poradni, może się sami odezwą.
    Kolumnista jest na razie rzadki w polszczyźnie, a jeszcze rzadszy jest kalumnista – dziennikarz lub inna osoba rzucająca kalumnie, czyli oszczerstwa. Dawniej ktoś taki nazywał się u nas kalumniator, w słowniku Doroszewskiego są cytaty ilustrujące użycie tego słowa, wraz z jego łacińskim źródłem. Dzisiejszy kalumnista ma też odległe źródło w łacinie, ale bezpośrednio wywodzi się z angielskiego, gdzie powstał chyba jako żartobliwa kontaminacja słów columnist i calumny.
    Rozpisałem się o tym, gdyż moje pierwsze skojarzenie, gdy zapytał Pan o kolumnistę, było z kalumnistą. Może to ostudzi zapał czytelników, którzy by chcieli kolumnistę umieścić na czele listy swoich słów ulubionych.
    Mirosław Bańko, Uniwersytet Warszawski