frazeologia

 
W tym miejscu dowiesz się wszystkiego o polskich związkach frazeologicznych: skąd się wzięły, co znaczą, jaką mają postać, czy można je odmieniać lub w jakich kontekstach mogą być użyte.
  • Trudno (nie) oprzeć się wrażeniu
    20.06.2017
    Chciałbym zapytać o często stosowane wyrażenia trudno nie oprzeć się wrażeniu i trudno oprzeć się wrażeniu. Z czego to wynika, że są stosowane zamiennie, a sens wypowiedzi pozostaje ten sam, chociaż powinien być zupełnie inny?
    Jeśli chcemy wyrazić myśl, że jakieś wrażenia, spostrzeżenia nasuwają się nam jako naturalne, oczywiste, to mówimy: Trudno oprzeć się wrażeniu, że… – wrażenie porównujemy tu do siły, której ulegamy.
    Zdanie Trudno nie oprzeć się wrażeniu, że… raczej w tym kontekście nie ma sensu. Można sądzić, że jeśli jest używane, to bezwiednie, bezrefleksyjnie (może zamiast: Trudno nie ulec wrażeniu, że…?).
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Miasto statutarne
    20.06.2017
    Chciałem zapytać o poprawność słowa statutarny, na które trafiłem w haśle
    https://pl.wikipedia.org/wiki/Miasto_statutarne
    Moim zdaniem, owo miasto statutarne (takie które funkcjonuje na podstawie statutu), powinno być określane jako miasto statutowe.
    Słowo statutarny jest kalką z języka czeskiego, a w nim z niemieckiego.
    Próbowałem ten zapis skorygować, jednak zawsze ktoś ponownie przywraca go, w takiej właśnie formie. Czy robiąc to, jednak ma rację?
    W oficjalnej (stworzonej przez tłumaczy pracujących w organach UE) bazie terminów specjalistycznych (http://iate.europa.eu) jako polski odpowiednik czeskiego wyrażenia statutární město widnieje rzeczownik powiat (gdy chodzi o jednostkę samorządu terytorialnego Austrii) oraz nazwa miasto wydzielone (gdy chodzi o jednostkę samorządu terytorialnego Łotwy). Ich ekwiwalentami anglojęzycznymi są: town with its own charter (Austria) i republic city (Łotwa).
    W niektórych dokumentach unijnych jednak używa się wyrażenia miasto statutarne, głównie w odniesieniu do jednostek austriackich.
    Sprawa nie jest więc jednoznaczna, wydaje się jednak, że jeślibyśmy mieli rezygnować ze miasta statutarnego, to na rzecz miasta wydzielonego i powiatu. Przymiotnik statutowy w tym kontekście (jak udało mi się sprawdzić) nie występuje.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Practical effects po polsku
    20.06.2017
    Mam pytanie odnośnie angielskiego zwrotu practical effects. Czy jest jakikolwiek polski odpowiednik? Stosować kalkę praktyczne efekty czy lepiej jej unikać? A może nazywać je po prostu tradycyjnymi efektami specjalnymi?

    Pozdrawiam,
    Tomasz Lubczyński
    Angielskie wyrażenie practical effects odnosi się do filmowych efektów wizualnych stworzonych przy użyciu obrazu trójwymiarowego, rejestrowanych kamerą, a nie za pomocą programów komputerowych – tak je opisuje słownik Meerriam-Webster (https://www.merriam-webster.com/words-at-play/what-are-practical-effects).
    Niestety, nie udało mi się ustalić, jaki odpowiednik tego wyrażenia jest stosowany w polskiej terminologii filmowej. Nazwą, która w najlepszy sposób oddaje sens tego frazeologizmu, byłaby zapewne efekty specjalne uzyskane za pomocą kamery, jednak ze względu na swą długość jest ona zupełnie niefunkcjonalna. Jeśli już mielibyśmy kalkować konstrukcję angielską, to należałoby zmienić w niej szyk wyrazów, by oddać terminologiczny charakter – efekty praktyczne.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Co złego, to nie ja – co złego, zabieram ze sobą
    14.06.2017
    Szanowna Redakcjo,
    jakiś czas temu rozpoczęłam pracę w nowym sklepie w miejscowości oddalonej od mojego miejsca zamieszkania o ok. 20 km. Często na pożegnanie niektóre osoby zwracają się do mnie Co złego, zabieram ze sobą. Pierwszy raz spotykam się z czymś takim. Chciałabym wiedzieć, skąd pochodzi takie wyrażenie i co oznacza.

    Z poważaniem
    Malwina
    Można sądzić, że mamy tu do czynienia z „lokalną” przeróbką frazy Co złego, to nie ja / nie my. Wiele miasteczek, dzielnic czy wsi ma swoje powiedzenia, nieznane w innych miejscach. Być może właśnie tak jest i w tym wypadku.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Wszystkie ręce na pokład
    13.06.2017
    Chciałbym zapytać o wykorzystanie w polskim języku stwierdzenia wszystkie ręce na pokład. Czy jest to anglicyzm i zbyt literalne tłumaczenie angielskiego stwierdzenia (all hands on deck), które mówi o pełnym zaangażowaniu wszystkich zainteresowanych w dany projekt? Czy też jest to właściwe tłumaczenie i wykorzystanie? Nie wydaje się potocznie wykorzystywane. 

    Z góry dziękuję za odpowiedź.

    Pozdrawiam serdecznie
    Małgorzata Mazur
    Trudno stwierdzić jednoznacznie, czy fraza wszystkie ręce na pokład została zapożyczona z języka angielskiego – być może jej źródłem jest gwara marynarzy, która skądinąd sporo czerpie z obcych języków.
    Frazeologizm ten pojawił się w polszczyźnie, jak można sądzić, w ostatnim 25-leciu – najstarsze poświadczenie jego użycia, jakie udało mi się znaleźć (w NKJP), pochodzi z 1996 roku, z książki Macieja Zięby pt. „Po szkodzie? Przed szkodą? O Polsce, kapitalizmie i kontemplacji”.
    W ostatnich latach pojawia się w publicystyce i w języku polityki na tyle często, że można je uznać za dobrze osadzone w naszym języku.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Wieczne pióro
    8.06.2017
    Szanowni Państwo,
    czy pióro wieczne jest wieczne ze względu na zbiorniczek, który wciąż na nowo można napełniać atramentem?

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Pańskie przypuszczenie wydaje się słuszne – pióro jest wieczne, ponieważ „nigdy się nie kończy”, jeśli tylko wleje się do jego zbiorniczka atrament. Jak się zdaje, tylko Polacy nazywają w ten sposób taki przyrząd pisarski – być może zasugerowaliśmy się określeniem, którego dawniej używali Francuzi – plume sans fin (dosł. pióro bez końca) – do nazwania wynalazku (autorstwa XVII-wiecznego francuskiego inżyniera Nicolasa Biona) będącego podobno prototypem wiecznego pióra – przyrządu matematycznego stanowiącego element kompasu. Jego dokładny opis znajduje się w publikacji Biona pt. Traité de la construction et des principaux usages des instrumens de mathematique (str. 72). Nie podejmuję się wyjaśnienia, jaka część kompasu została nazwana piórem bez końca / plume sans fin – wielce prawdopodobne jest jednak to, że to właśnie za sprawą tego określenia pióro ze zbiorniczkiem na atrament nazywamy dziś piórem wiecznym / wiecznym piórem.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Idiom a frazeologizm
    31.05.2017
    Dzień dobry.
    Czym zasadniczo różni się idiom od frazeologizmu?
    Pozdrawiam.
    Frazeologizm jest terminem nadrzędnym wobec idiomu.
    Istnieje wiele teorii frazeologii. Według jednej z nich (autorstwa S. Skorupki) związki frazeologiczne można podzielić na luźne, łączliwe oraz stałe. Idiomy utożsamia się ze stałymi związkami frazeologicznymi, czyli takimi utrwalonymi połączeniami przynajmniej dwóch wyrazów, których znaczenie nie wynika z poszczególnych składników. Przykładowo, zwrotu rzucić rękawicę nie sposób zrozumieć, gdybyśmy chcieli wyprowadzić jego znaczenie z poszczególnych wyrazów. Powinno się rozpatrywać idiomy, biorąc pod uwagę jedynie pewien utrwalony w naszym systemie językowym przenośny sens połączenia wyrazów, których zazwyczaj nie można wymieniać na inne. Zasadniczą różnicą jest więc zakres owych pojęć. Idiomy to podkategoria frazeologizmów – związki frazeologiczne stałe. Znacznie łatwiej byłoby wskazać różnice między poszczególnymi rodzajami połączeń wyrazowych. Tak też idiomy wyróżnia sens przenośny całego połączenia bez wyróżniania poszczególnych składników. Z kolei w związkach luźnych i łączliwych mamy większą swobodę wymiany składników danych zwrotów, ich znaczenie zależy więc od poszczególnych wyrazów.
    Według innej koncepcji – autorstwa A.M. Lewickiego i A. Pajdzińskiej – idiomy (inaczej: związki idiomatyczne) to takie frazeologizmy, których znaczenia nie da się wywieść ze znaczeń składników (podobnie ujmował to S. Skorupka). Wspomniani badacze oprócz idiomów wyróżniają frazemy, czyli takie połączenia, „których sens mieści się w zakresie znaczeniowym wyrazu dominującego semantycznie, jednak całe połączenie jest nieregularne znaczeniowo” (A.M. Lewicki, A. Pajdzińska, Frazeologia [w:] J. Bartmiński (red.), Encyklopedia kultury polskiej XX wieku. Współczesny język polski, Wrocław 1993, s. 311), np. czarna rozpacz, złodziej kieszonkowy.
    Paulina Lubowiecka, Uniwersytet Warszawski
  • Gwóźdź programu
    31.05.2017
    Szanowni Państwo,

    ciekawi mnie pochodzenie frazeologizmu „gwóźdź programu”. Przychodzi mi na myśl jakiś popisowy kuglarski numer, w którym gwóźdź odgrywał kluczową rolę.

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Źródeł tego frazeologizmu należy doszukiwać się raczej w języku francuskim, w którym rzeczownik oznaczający gwóźdź – clou – ma znaczenie przenośne: ‘coś, co przyciąga uwagę’ (Le clou d'une pièce, d'un spectacle, d'une fête – dosł. gwóźdź sztuki, spektaklu, święta/imprezy). Zresztą, także w polszczyźnie występuje to samo słowo (niezaadaptowane do naszego systemu – zapisywane i wymawiane zgodnie z oryginałem) – w znaczeniu ‘najważniejszy punkt czegoś, najciekawsza część czegoś’ (clou wystąpienia, clou imprezy itd.). Jak widać, clou w naszym języku ma dość szeroką łączliwość, natomiast gwóźdź „okrzepł” tylko w połączeniu z rzeczownikiem program i wraz z nim tworzy frazeologizm.

    Znaczenie ‘coś, co przyciąga uwagę’ we francuszczyźnie pojawiło się w związku z… pręgierzem. Otóż zwrot oznaczający postawienie kogoś pod pręgierzem – clouer au pilori (dosłownie przygwoździć do pręgierza) – był również używany jako frazeologizm znaczący ‘przykuć uwagę’. Na jego podstawie utworzono wtórne znaczenie rzeczownika gwóźdź (clou) – ‘coś, co przykuwa uwagę’.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • 30.05.2017
    Szanowni Państwo,

    ciekawi mnie pochodzenie frazeologizmu „gwóźdź programu”. Przychodzi mi na myśl jakiś popisowy kuglarski numer, w którym gwóźdź odgrywał kluczową rolę.

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Źródeł tego frazeologizmu należy doszukiwać się raczej w języku francuskim, w którym rzeczownik oznaczający gwóźdź – clou – ma znaczenie przenośne: ‘coś, co przyciąga uwagę’ (Le clou d'une pièce, d'un spectacle, d'une fête – dosł. gwóźdź sztuki, spektaklu, święta/imprezy). Zresztą, także w polszczyźnie występuje to samo słowo (niezaadaptowane do naszego systemu – zapisywane i wymawiane zgodnie z oryginałem) – w znaczeniu ‘najważniejszy punkt czegoś, najciekawsza część czegoś’ (clou wystąpienia, clou imprezy itd.). Jak widać, clou w naszym języku ma dość szeroką łączliwość, natomiast gwóźdź „okrzepł” tylko w połączeniu z rzeczownikiem program i wraz z nim tworzy frazeologizm.

    Znaczenie ‘coś, co przyciąga uwagę’ we francuszczyźnie pojawiło się w związku z… pręgierzem. Otóż zwrot oznaczający postawienie kogoś pod pręgierzem – clouer au pilori (dosłownie przygwoździć do pręgierza) – był również używany jako frazeologizm znaczący ‘przykuć uwagę’. Na jego podstawie utworzono wtórne znaczenie rzeczownika gwóźdź (clou) – ‘coś, co przykuwa uwagę’.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • W całym tego słowa znaczeniu czy: w pełnym tego słowa znaczeniu
    24.05.2017
    WSPP podaje, że wyrażenie w pełnym tego słowa znaczeniu jest niepoprawne i że należy mówić w całym tego słowa znaczeniu. Czy zgadzają się Państwo z takim rozstrzygnięciem?
    Jako że wariant w pełnym tego słowa znaczeniu (nieaprobowany przez WSPP) jest – jeśli wierzyć Narodowemu Korpusowi Języka Polskiego – tak samo częsty jak w całym tego słowa znaczeniu (skodyfikowany przez WSPP), można uznać, że obie wersje są akceptowalne. Tę tradycyjną (w całym tego słowa znaczeniu) uznałabym za staranniejszą.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Kurtyna w górę
    17.03.2017
    Szanowni Państwo,
    w moich stronach (Ziemie Odzyskane, a więc tygiel językowy) funkcjonuje quasi-przekleństwo kurtyna w górę, akcentowane nietypowo (brzmi nieco jak „kurtynawgóre” lub „kurty-nawgóre”, na końcu jest [e], nigdy [ę]). Interesuje mnie etymologia tego eufemizmu, pytani o nią krajanie nie znali odpowiedzi. Czy gdybym chciał użyć tego zwrotu w utworze literackim, powinienem go zapisać jako kurtyna w górę, czy może jakoś zaznaczyć ową specyficzną wymowę?

    Z wyrazami szacunku
    Kamil
    Etymologia tego eufemizmu jest oczywista – pierwsza sylaba jest identyczna z początkiem popularnego wulgaryzmu. Jest to jeden z wielu łagodnych odpowiedników tego dosadnego słowa – najbardziej popularne to: kurczę, kurka, kurza twarz, kurza morda, kurka wodna, kurde (to już mniej łagodne) czy sama kurtyna. Język potoczny lubi obrazowość, dlatego kurtyna w górę może się wydawać atrakcyjniejsza niż sama kurtyna (tak jak kurczę pieczone albo nawet kurczę pieczone w pysk wydaje się lepsze niż samo kurczę).
    Frazeologizm ten zapisujemy tak, jakby miał być wymawiany i akcentowany jako zwykłe połączenie wyrazów – kurtyna w górę. W takiej formie notuje go Słownik eufemizmów polskich, czyli w rzeczy mocno, w sposobie łagodnie Anny Dąbrowskiej (PWN, Warszawa 1998, s. 215).
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • A co za tym idzie
    17.03.2017
    Chciałabym zapytać, czy poprawne jest sformułowanie a co za tym idzie. Czy użycie takiego sformułowania jest błędem językowym?
    A co za tym idzie jest całkiem poprawną frazą wskazującą na wynik, następstwo czegoś, np. Pracował na wysokim stanowisku, a co za tym idzie – dużo zarabiał.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Lary i penaty
    21.02.2017
    Szanowni Państwo,
    skąd się wzięło wyrażenie lary i penaty?

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Lary i penaty to żartobliwe określenie sprzętu domowego, czyjegoś dobytku. Występujące w nim rzeczowniki: lary, penaty są nazwami rzymskich bóstw opiekujących się rodziną, domem.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • W koło Macieju
    31.01.2017
    Szanowni Państwo,
    ciekawi mnie etymologia wyrażenia w koło Macieju. Skąd ów Maciej?
    Przy okazji chciałbym złożyć całej redakcji najserdeczniejsze – bardzo zaległe – życzenia świąteczne oraz wszystkiego dobrego na cały ten rok, a szczególnie dalszej wytrwałości i cierpliwości w zmaganiach z niezmordowanymi czytelnikami poradnikami. Wykonują Państwo fantastyczną pracę!

    Ze szczególnymi wyrazami szacunku
    Niezmordowany Czytelnik
    Szanowny Panie,
    bardzo dziękujemy za życzenia, których pierwszą część z całą serdecznością (i jeszcze większym opóźnieniem) odwzajemniamy.
    Co do wyrażenia w koło Macieju – wywodzi się ono najprawdopodobniej z obserwacji bociana krążącego nad gniazdem. Maciek bowiem to gwarowe „imię” bociana, podobnie jak Wojtek. Obie nazwy stały się tworzywami frazeologizmów mówiących o tym, że coś ciągle się powtarza: dookoła Wojtek i w koło Macieju.

    Z pozdrowieniami
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Na pohybel
    22.01.2017
    Szanowni Państwo,
    moje pytanie dotyczy wyrażenia na pohybel. Ze zgrozą zauważam, że jest ono coraz częściej używane w wypowiedziach internetowych. Sądziłam (i nie tylko ja, pytałam wielu osób), że należy je rozumieć jako wezwanie do użycia przemocy (powieszenia) i jako takie zgłaszałam administratorom rozmaitych stron. Zdziwiłam się bardzo, gdy w definicji słownikowej znalazłam informację, że na pohybel należy rozumieć jedynie jako ogólne ‘na zgubę, na nieszczęście’. Czy rzeczywiście?
    Frazeologizmu na pohybel używa się współcześnie jako złorzeczenia – mówi się wówczas na pohybel losowi, na pohybel naszym wrogom itd. Nie jest to dosłowne życzenie komuś śmierci, lecz po prostu wyraz negatywnych emocji (podobnie, gdy mówimy A niech go szlag trafi!, na ogół nie chcemy, by „bohater” tego zdania został rażony piorunem).
    Oczywiście, gdyby interpretować to wyrażenie dosłownie, należałoby je rozumieć jako wezwanie do zaprowadzenia kogoś na szubienicę – pohybel to dawna (zapożyczona z języka ukraińskiego) nazwa szubienicy. W czasach, gdy i słowo to, i oznaczany przez nie przedmiot, były (chciałoby się powiedzieć: żywe, ale w tym kontekście to jednak jest niestosowne) w użyciu, wyrażenie Na poybel (z nim)! oznaczało właśnie ‘na szubienicę (z nim)’.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Szkoła imienia Karola Borchardta
    14.01.2017
    Mam pytanie dotyczące tej porady. Pada w niej stwierdzenie, iż zapis w postaci Szkoła jest imienia Karola Borchardta jest średnio polecany.
    Proszę o informację, czy wprowadzenie lekkiej zmiany i napisanie tego w postaci (przynajmniej w mojej ocenie) częściej spotykanej Szkoła imienia Karola Borchardta powoduje "polepszenie walorów użytkowych" tego zdania?
    W przywołanej poradzie nie pada stwierdzenie, że konstrukcja Szkoła jest imienia Karola Borchardta jest „średnio polecana” – mówi się w niej wyraźnie, że jest to forma błędna.
    Wyrażenie szkoła imienia Karola Borchardta mogłoby być elementem zdania (np. Szkoła imienia Karola Borchardta zorganizowała konkurs, jednak samo nie tworzy zdania. A zatem jeśli charakteryzujemy szkołę i chcemy podać informację o jej patronie, to musimy użyć zwrotu szkoła nosi imię…
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Psy szczekają, karawana idzie dalej
    14.01.2017
    Szanowni Państwo,
    co znaczy powiedzenie Psy szczekają, a karawana idzie dalej? Moja interpretacja jest taka, że chodzi o ludzi przechodzących wyniośle i obojętnie obok tych, którzy próbują im szkodzić czy dokuczyć. Dodam, że przysłowie to znalazłem w popularnej książce dla dzieci (i nie tylko) „Mikołajek”, przekładanej z francuskiego.

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Przysłowie Psy szczekają, (a) karawana idzie dalej znane jest w kilku językach, m.in. we francuskim (Les chiens aboient (et) la caravane passe). Używamy go po to, by dać do zrozumienia, że różne sprawy toczą się swoim rytmem, niezależnie od naszej niezgody na nie, mimo protestów.
    Przysłowie to wywodzi się z języka arabskiego. Obrazuje sytuację, w której psy z całej siły obszczekiwały przechodzącą karawanę, lecz tworzące ją wielbłądy nic sobie z tego nie robiły, jakby lekceważąc zaniepokojenie czy „protesty” psów, i spokojnie szły dalej.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Cienka czerwona linia
    28.12.2016
    Interesuje mnie znaczenie coraz częściej (i moim zdaniem błędnie) stosowanego idiomu cienka czerwona linia. Obserwuję jego nagminne używanie z czasownikiem przekraczać, co jest zrozumiałe bez czerwonej: przekraczać cienką linię oznacza coś na kształt kropli, która przelewa czarę/przepełnia kielich. Wg mnie cienka czerwona linia to ostatni bastion oporu, ostatnia barykada – wiązać się powinna z heroizmem skutecznego trwania na posterunku.
    Wyrażenie cienka czerwona linia ma dość ciekawą historię. Wywodzi się z języka angielskiego i nawiązuje do walki 93 Pułku Górali Szkockich w bitwie pod Bałakławą (odbytej w czasie wojny krymskiej w 1854 roku) – ubrani w czerwone mundury żołnierze brytyjscy (szkoccy) stanęli w dwuszeregu, czym skutecznie uniemożliwili o wiele silniejszym wojskom rosyjskim atak (jeśli wierzyć informacjom zamieszczonym w internecie, polegało to na tym, że wojsko brytyjskie, uformowawszy dwuszereg, wystrzeliło trzy salwy, co powstrzymało Rosjan przed kontratakiem). W relacji z tej bitwy, pióra korespondenta The Times’a W.H. Russela, pojawiło się określenie cienka czerwona smuga zakończona liną ze stali (thin red streak tipped with a line of steel), które miało obrazować stojących w rzędzie żołnierzy ubranych w czerwone mundury, trzymających wyciągniętą broń. Z czasem smugę ( streak) zastąpiono linią (line) i ten wyraz już na stałe wszedł do angielskiego frazeologizmu (the thin red line), który (zapewne za sprawą powieści Jamesa Jonesa z 1962 r., a następnie jej filmowych adaptacji: z 1964 r., w reżyserii A. Martona, oraz z 1998 r., w reżyserii T. Malicka – wszystkie dzieła nosiły tytuł The Thin Red Line, czyli Cienka czerwona linia właśnie) zapożyczyły inne języki, m.in. polski.
    W języku angielskim z początkowego znaczenia ‘jednostka wojskowa, która twardo broni się przed atakiem’ wyodrębniło się najpierw znaczenie ogólniejsze: ‘armia brytyjska broniąca swojego imperium’, a później metaforyczne: ‘opór stawiany przez niezbyt silne wojsko potencjalnemu napastnikowi’.

    Jest jednak jeszcze inny frazeologizm o podobnej formie – czerwona linia (ang. red line), używany jako synonim granicy (rozumianej metaforycznie – jako dozwolone postępowanie), której nie można przekroczyć. Tym wyrażeniem posłużył się np. Barack Obama w 2012 r., gdy ostrzegał reżim syryjski przed użyciem broni chemicznej wobec cywilów – powiedział, że posłużenie się nią będzie czerwoną linią (wypowiedź prezydenta USA można znaleźć tu). W polityce amerykańskiej (lecz nie tylko tej) frazeologizm ten używany jest dość powszechnie na określenie granicy akceptowalności czyichś działań (w 2012 r. izraelski premier Beniamin Netanjahu nawet nakreślił czerwoną linię na rysunku przedstawiającym bombę wyposażoną w zapalnik, co miało obrazować konieczność wskazania przez ONZ Iranowi limitu prac nad programem wzbogacania uranu; przekroczenie tej linii przez Iran miało skutkować interwencją zbrojną).
    Źródła tego wyrażenia upatruje się w legendzie związanej z politykiem rzymskim Gajuszem Popiliuszem Laenasem, który w roku 169 p.n.e. został wydelegowany do syryjskiego władcy Antiocha IV Epifanesa po to, by go odwieść od zamiaru zaatakowania Aleksandrii. Gdy się zorientował, że król nie chce udzielić jednoznacznej odpowiedzi, zakreślił patykiem wokół niego linię na piasku i powiedział, że ten nie może jej przekroczyć, dopóki nie przedstawi swojego stanowiska. Antioch podobno miał ulec temu „szantażowi” i przystać na prośby Rzymu.
    Trudno jednak ustalić, czy rzeczywiście frazeologizm czerwona linia wywodzi się z opisanej tu historii – piasek przecież nie ma koloru czerwonego. Jest jeszcze inna hipoteza, ta z kolei wiąże to wyrażenie z czasami rewolucji przemysłowej – w maszynach parowych czerwona linia narysowana na jednym z elementów wskazuje miejsce, którego przekroczenie grozi katastrofą.

    Wyrażenie czerwona linia występuje też w nazwie porozumienia (The Red Line Agreement) zawartego w 1928 roku przez koncerny naftowe z Wielkiej Brytanii, Francji i USA. Zawierało ono m.in. klauzulę, że partnerzy nie mogą poszukiwać ropy na terenach byłego Imperium Osmańskiego. Jednak podobno żaden z przedstawicieli państw zachodnich nie potrafił wskazać granic imperium. Z pomocą przyszedł im pewien biznesmen ormiański, który nakreślił – czerwoną kredką – linię na mapie ot tak, po prostu, według swojego uznania, i wmówił obecnym, że tak przebiegały granice Imperium Osmańskiego.

    W języku angielskim, który współcześnie ma ogromny wpływ na polszczyznę, istnieją trzy wyrażenia ze składnikami red line (czerwona linia). Trzecie z nich – to użyte w nazwie porozumienia – zdaje się nie zaważać na używaniu dwóch pozostałych. Dwa pierwsze jednak zostały, przynajmniej w języku polskim, w pewien sposób skontaminowane – wyrażeniu cienka czerwona linia (które tradycyjnie oznacza – w angielszczyźnie – opór stawiany przez niezbyt silne wojsko potencjalnemu napastnikowi) przypisano znaczenie wyrażenia czerwona linia (‘granica akceptowalności czyichś poczynań’). Stało się tak zapewne pod wpływem popularności filmu T. Malicka z lat 90. – niewiele osób w Polsce znało angielskie znaczenie idiomu będącego tytułem filmu; w pamięci utrwaliła się atrakcyjna forma językowa, w którą „włożono” sens innego wyrażenia, także znanego z przekazów medialnych.
    Jedno jest pewne: we współczesnej polszczyźnie cienka czerwona linia oznacza granicę akceptowalności cudzych poczynań, granicę, której przekroczenie może mieć bardzo złe skutki. Dowodzą tego liczne przykłady zarejestrowane w NKJP:
    Okres męskiego picia to około 20 lat, u kobiet 5–10, ale czasem wystarczy i rok, żeby się uzależnić. — To jest cienka, [sic!] czerwona linia. Człowiek wraca zmęczony do domu i mówi: muszę się napić

    Kusiła mnie, ale nie przekraczaliśmy cienkiej czerwonej linii.

    Oprócz tego cienka czerwona linia staje się określeniem prawie niezauważalnej granicy między podobnymi, a jednak różnymi zjawiskami, por.
    […] są sytuacje wżyciu, kiedy po prostu ma sie wrażenie, że nie ma dobrych wyborów. Każdy jest w jakiś sposób ułomny. Być może to kwestia naszej niewiedzy czy też niedorozwoju duchowego – nie wiem – ale takie sytuacje są, i to wcale nie rzadkie. To jak wybór mniejszego zła. Cienka, czerwona linia je dzieli

    Masy można „obrabiać" dokładnie tymi samymi metodami w każdym ustroju. I wszędzie te metody są równie skuteczne. Pozostaje oczywiście kwestia praw i obowiązków, ale granica, poza którą pozostają nieprzekonani, jest bardzo niewyraźna. To cienka, [sic!] czerwona linia...

    Jesteś w stanie wskazać cienką czerwoną linię pomiędzy „komercją” a „sztuką”?

    Czy te użycia są poprawne? Należy uznać, że skoro tylko takie funkcjonują obecnie w polszczyźnie, to są akceptowane i akceptowalne. Co, oczywiście, nie oznacza, że trzeba ich używać.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Rutyna poranna a poranny rytuał
    27.12.2016
    Czy takie związki wyrazowe jak rutyna poranna i rutyna wieczorna są poprawne?
    Chodzi oczywiście o użycie słowa rutyna w znaczeniu ‘postępowanie lub wykonywanie jakichś czynności według utartych schematów’.
    Dla mnie lepiej brzmi poranny rytuał (w znaczeniu ‘zespół czynności, których częste powtarzanie tworzy dotyczący czegoś zwyczaj’).
    Zastanawiam się, czy poranna rutyna to nie kalka z angielskiego morning routine.
    Ma Pan całkowitą rację – poranna / wieczorna rutyna wślizgnęła się do polszczyzny niemal niezauważenie (zapewne rzeczywiście pod wpływem języka angielskiego), bo bardzo przypomina poranny / wieczorny rytuał. Jednak rytuał nie jest tym samym co rutyna!
    Rutyna to wyraz używany z dezaprobatą, oznaczający (jak słusznie Pan pisze) czynności, które są wykonywane według schematów, niejako bezrefleksyjnie. Tymczasem czynności, które wykonujemy codziennie rano, a które tworzą pewien zwyczaj, nazywamy rytuałem. Tak jak mówimy o rytuale picia herbaty po obiedzie, rytuale cowieczornych rodzinnych pogawędek itd., tak mówmy też o porannym / wieczornym rytuale.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Szkoła nosi imię…
    21.12.2016
    Bardzo proszę o informację, czy poprawne są poniższe zdania:
    Szkoła nosi imię Karola Borchardta.
    Szkoła jest imienia Karola Borchardta
    .

    W moim odczuciu poprawne jest pierwsze zdanie, jednak nauczycielka polskiego uznała to zdanie w opisie szkoły sporządzonym przez moją córkę za niepoprawne stylistycznie i gramatycznie („tak się nie mówi”, „takie zdanie jest nielogiczne”) i wskazała jako poprawne drugie zdanie, które, moim zdaniem, w najlepszym przypadku ma charakter potoczny.

    Dziękuję.
    Całkowicie się zgadzam z Panią i Pani córką – poprawne i staranne jest tylko zdanie Szkoła nosi imię Karola Borchardta. Zdanie: Szkoła jest imienia Karola Borchardta jest, łagodnie mówiąc, napisane nieudolnie – moim zdaniem nie jest poprawne nawet w języku potocznym.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego