wszystkie

 
Można tu znaleźć wszystko cokolwiek dotyczy języka i interesuje Państwa. Od pisowni, odmiany, przez znaczenia, składnię, czy frazeologię, po pochodzenie i pragmatykę.
  • Doręczyć przez kuriera
    16.05.2017
    Doręczenie kurierem, doręczenie przez kuriera czy doręczenie za pośrednictwem kuriera?

    Podczas zakupów internetowych wybieramy doręczenie kurierem. Zgodnie z definicją SJP doręczyć oznacza ‘oddać coś do rąk; przynieść na miejsce przeznaczenia; dostarczyć’. Doręczenie kurierem weszło także do mowy potocznej, czy ta forma jest poprawna, czy może używać którejś z pozostałych?
    Rzeczywiście, potocznie mówi się: prześlij to kurierem – jest to skrót konstrukcji prześlij to firmą kurierską. Występujący tu narzędnik wskazuje – nomen omen – na narzędzie doręczenia, przekazania przesyłki: firmę kurierską (podobnie jak: Wysłałem to mejlem, Przekazałam wiadomość SMS-em, Wyślij paczkę pocztą).
    Czasownik doręczyć jednak ma charakter oficjalny (nie jest używany potocznie), przez co nie powinien występować w zdaniu zawierającym słowo kurier w potocznym znaczeniu ‘firma kurierska’. Uważam, że o ile akceptujemy zwrot przesłać / wysłać kurierem (bo jako całość jest nieoficjalny), o tyle już zamiast doręczania kurierem wolelibyśmy doręczanie przez kuriera lub (mniej ekonomiczne) doręczanie za pośrednictwem kuriera.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Kruchszy i bardziej przyjazny
    16.05.2017
    Chciałam zapytać Państwa, dlaczego w języku polskim sprawa stopniowania przymiotników jest tak skomplikowana. SPP podaje przy niektórych przymiotnikach dwie lub nawet trzy poprawne formy stopnia wyższego, przy innych tylko jedną, np. bardziej przyjazny lub przyjaźniejszy, ale tylko przyjemniejszy, łagodniejszy. Dlaczego bardziej przyjemny czy bardziej łagodny to formy niepoprawne? Z kolei np. forma kruchszy jest poprawna, a brzmi dziwnie. Myślałam do niedawna, że jest niepoprawna.
    Na początek parę ustaleń wstępnych. Przymiotniki możemy podzielić na dwie grupy:
    1. jakościowe – nazywają te cechy przedmiotów, zjawisk, ludzi itp., których nie rozpatrujemy w relacji do innych przedmiotów, zjawisk itd. (np. mały, wysoki, brzydki, smaczny, drogi),
    2. relacyjne – charakteryzują zjawisko, rzecz itd. ze względu na relację z czymś (ojcowski, drewniany, domowy, wychowawczy, profesorski).


    Stopniowaniu podlegają tylko przymiotniki jakościowe, gdyż tylko one wskazują na cechy, które da się opisać na jakiejś skali (potrawa może być w większym lub mniejszym stopniu smaczna, jednak urlop nie może być mniej lub bardziej wypoczynkowy). Do tego rozróżnienia jeszcze wrócimy.

    W polszczyźnie istnieją dwa wzorce stopniowania: stopniowanie syntetyczne (czyli proste, które – jak się okazuje – wcale proste nie musi być) oraz analitycznie (czyli opisowe).
    Przykładami stopniowania syntetycznego są: miły – milszy – najmilszy, lekki – lżejszy – najlżejszy, stary – starszy – najstarszy. Opisowo stopniują się np. doświadczony – bardziej doświadczony – najbardziej doświadczony, kolorowy – bardziej kolorowy – najbardziej kolorowy, chory – bardziej chory – najbardziej chory.

    Tradycyjnie w sposób syntetyczny odmieniały się (nieprzypadkowo używam czasu przeszłego) właściwie wszystkie przymiotniki jakościowe (bo – przypominam – przymiotniki relacyjne nie podlegają stopniowaniu) z wyjątkiem tych, które należą do trzech grup:
    a) takich, które są z pochodzenia imiesłowami (zmęczony, doświadczony, znany),
    b) takich, które nazywają wartości krańcowe (mokry, łysy, nagi), przez co w swym podstawowym znaczeniu i najbardziej tradycyjnym użyciu nie podlegają modyfikacjom (rygorystycznie rzecz ujmując, uznamy, że ktoś jest łysy albo nie jest łysy, jednak potocznie cechę „bycia łysym” stopniujemy);
    c) takich, które w swym podstawowym znaczeniu są przymiotnikami relacyjnymi (np. domowy – w znaczeniu ‘związany z domem’ jest przymiotnikiem relacyjnym, przez co się nie stopniuje, jednak w znaczeniu wtórnym ‘miły, przyjazny’ wskazuje na cechę stopniowalną: U Janka panowała bardziej domowa atmosfera niż u Marysi; podobnie – profesorski w znaczeniu ‘związany z profesorem’ nie podlega stopniowaniu, ale w znaczeniu ‘taki jak u profesora’ – już tak: Iksiński miał bardziej profesorski wygląd niż Igrekowski).


    Scharakteryzowane w punktach a), b) i c) przymiotniki stopniują się opisowo: bardziej zmęczony, najbardziej znany, bardziej łysy, bardziej domowy itd. To wiemy na pewno – próba stopniowania ich w sposób syntetyczny byłaby skazana na porażkę (domowszy?) i skutkowałaby powstaniem błędnej formy.

    Na pewno też poprawne jest syntetyczne stopniowanie przymiotników innych niż te wskazane w trzech powyższych grupach: młody, młodszy, najmłodszy; gruby, grubszy, najgrubszy itd. Coraz częściej jednak są one stopniowane opisowo, co jest po prostu łatwiejsze, może być wykonywane w zasadzie automatycznie (nie musimy się zastanawiać, czy powiedzieć: tłustszy czy tłuściejszy – od razu wyjaśniam, że poprawne są obie formy). Nie wszystkie jednak formy opisowe zyskały aprobatę normatywną (a w zasadzie: większość jednak form opisowych nie zyskała aprobaty normatywnej) – nie akceptujemy na przykład konstrukcji: bardziej czysty, bardziej ładny, bardziej stary, choć aprobujemy np. bardziej dumny (obok: dumniejszy), bardziej inteligentny (obok: inteligentniejszy).

    To, które z przymiotników nienależących do grup a), b), c) „można” stopniować opisowo, jest niemożliwe do określenia – wszystko zależy od naszych przyzwyczajeń. Jak bowiem wiemy, norma językowa jest kształtowana przez nas, czyli społeczeństwo (co oczywiście nie oznacza, że wszystkie formy, które są w użyciu, są poprawne), a upodobania i przyzwyczajenia poszczególnych użytkowników języka są różne. Język się kształtuje w wyniku ścierania się naszych zwyczajów, preferencji i „antypatii” językowych – formy, które kodyfikatorom (czyli językoznawcom tworzącym słowniki poprawnościowe) wydają się dostatecznie umotywowane i przyjęte przez użytkowników, zyskują zwykle zyskują status form skodyfikowanych. Fakt, że w danym słowniku forma X została opisana jako błędna, a forma Y jako poprawna, oznacza jedynie to, że w chwili gdy słownik powstawał, jego redaktorzy (autorzy) uznali, że forma X jest akceptowana społecznie, a forma Y nie jest – a to nie oznacza jednak, że wszyscy użytkownicy akceptowali formę X i odrzucali formę Y. Pani odczucia co do poprawności niektórych postaci stopnia wyższego i najwyższego mogą się więc różnić od rozstrzygnięć słownikowych.

    Na koniec przytoczę opinię profesor Hanny Jadackiej, wyrażoną w Nowym słowniku poprawnej polszczyzny pod red. A. Markowskiego (Warszawa, PWN, 1999, s. 1753):

    W polszczyźnie ostatnich dziesięcioleci obserwujemy systematyczne odchodzenie od stopniowania regularnego na rzecz stopniowania analitycznego. Ma to pewne uzasadnienie praktyczne – struktury opisowe powstają mechanicznie, bez konieczności uwzględniania wymian głoskowych, a ponadto mogą nazywać dwa rodzaje modyfikacji cechy – albo jej intensyfikację, albo osłabienie. Zastępowanie bez powodu tradycyjnych, syntetycznych form stopniowania regularnego formami dłuższymi, analitycznymi, nie zasługuje na aprobatę.

    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Akwakultura
    16.05.2017
    Szanowni Państwo,
    zwracam się z uprzejmą prośbą o poradę odnośnie słowa akwakultura (‘hodowla ryb i innych organizmów wodnych’). Pierwotnie słowo akwakultura oznaczało hodowlę ryb i organizmów wodnych w znaczeniu dziedziny gospodarki, i tak używane nie miało liczby mnogiej (akwakultury, podobnie jak nie ma liczby mnogiej rzeczownik rolnictwo).
    Obecnie coraz częściej spotykam zwroty typu w akwakulturach, liczne akwakultury na określenie wielu obiektów hodowli. Czy jest to prawidłowe?
    Oba przywołane w pytaniu znaczenia są rejestrowane przez słownik języka polskiego:
    1. książkowe ‘hodowla zwierząt i roślin wodnych, głównie jadalnych, np. ryb, raków, krewetek, wodorostów’,
    2. naukowe ‘wiedza teoretyczna i badania naukowe z tego zakresu’
    (Uniwersalny słownik języka polskiego pod red. S. Dubisza, PWN, Warszawa 2006; wersja elektroniczna). W pierwszym znaczeniu wyraz ma liczbę mnogą, w drugim występuje tylko w liczbie pojedynczej.
    Oba znaczenia i oba sposoby odmiany należy więc uznać za skodyfikowane.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Łagier, łagiernik
    16.05.2017
    Czy można używać określeń łagry i łagiernicy w odniesieniu do czeskich obozów koncentracyjnych oraz ich więźniów?
    Przede wszystkim nie sądzę, by czeskie obozy koncentracyjne istniały – wyrażenie czeski obóz koncentracyjny zdaje się odpowiadać nieakceptowanemu i nieakceptowalnemu sformułowaniu polski obóz koncentracyjny. Nie jestem historykiem, więc być może się mylę, ale wydaje mi się, że jedyne obozy koncentracyjne, jakie istniały na terenie Czech, to te założone przez władze III Rzeszy. Są to więc niemieckie obozy koncentracyjne ulokowane w Czechach. Skoro tak, to jak najbardziej nazwy łagier i łagiernik są odpowiednie.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Ocalały, ocalony, ocaleniec
    16.05.2017
    W języku angielskim istnieje wygodny termin survivor używany np. do określenia kogoś, kto przeżył Holokaust. Czy po polsku nazwalibyśmy taką osobę ocalonym czy ocalałym?
    Intuicja podpowiada mi, że ocalony sugeruje „przez kogoś” (ergo: zawdzięcza przetrwanie komuś innemu) natomiast ocalały nie niesie tych konotacji, co moim zdaniem jest lepsze, bo nie odbiera sprawstwa i inicjatywy „ofiarom”.

    Czy Eksperci podzielają moją intuicję? Byłabym wdzięczna za opinię.
    Tak, zdecydowanie lepszy jest ocalały, gdyż nie zawiera – jak to Pani ujęła – sugestii, że dana osoba zawdzięcza przetrwanie komuś innemu. Jak się zdaje, nazwa ta – używana rzeczownikowo właśnie (w znaczeniu szerszym: ‘ktoś, kto przetrwał jakiś kataklizm, jakąś sytuację, której wiele osób nie przetrwało, np. wojnę’ oraz w znaczeniu węższym: ‘osoba, która ocalała z Holokaustu’) – zdążyła się zadomowić w polszczyźnie w terminie specjalistycznym syndrom ocalałego. Trzeba jednak zaznaczyć, że w teksach – jak wynika z moich obserwacji – nienaukowych pojawia się też wyraz ocalony w przywołanych tu użyciach (głównie, jeśli wierzyć wyszukiwarce Google, w kontekstach związanych z utratą pracy).
    Jest w końcu trzeci rzeczownik nazywający osobę, która została przeznaczona do uśmiercenia, lecz mimo to przeżyła – ocaleniec, używany w dyskursie antyaborcyjnym i w dyskursie anty in vitro w odniesieniu do człowieka (zwykle: dziecka), który z przeżył aborcję, lub takiego, który został poczęty, podczas gdy pozostałe zarodki zapłodnione w czasie tej samej procedury in vitro nie zostały wprowadzone do macicy.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Hervé Tullet
    16.05.2017
    Szanowni Państwo!
    Czy francuskie imię i nazwisko Hervé Tullet należy odmieniać?

    Będę wdzięczna za pomoc.
    Z wyrazami szacunku
    Dorota
    Tak – imię według wzorca przymiotnikowego, a nazwisko jak rzeczownik:

    M. Hervé Tullet [wym. erwe tüle]
    D. (nie ma) Hervégo Tulleta [wym. erwego tületa]
    C. (dziękuję) Hervému Tulletowi [wym. erwemu tületowi]
    B. = D.
    N. (z) Hervém Tulletem [wym. erwem tületem]
    Ms. (o) Hervém Tullecie [wym. erwem tülecie].

    Nazwisko można też pozostawić nieodmienne, jeśli będzie mu towarzyszyło odmienione imię.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Uzgadniamy liczbę
    16.05.2017
    Szanowni Państwo,
    czy podane zdania są poprawne w obu zaproponowanych wersjach?
    Jeśli G jest rozwiązalna, to każda jej podgrupa oraz każdy obraz homomorficzny są (jest) podgrupami (podgrupą) normalnymi (normalną).
    Ku jego jednoczesnym/jednoczesnej konsternacji i zadowoleniu – zacząłem go o to wypytywać.

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Co do pierwszego zdania nie ma wątpliwości – należy tu uzgodnić podmiot z orzeczeniem pod względem liczby: Jeśli G jest rozwiązalna, to każda jej podgrupa oraz każdy obraz homomorficzny są podgrupami normalnymi. Tu podmiot szeregowy podgrupa oraz obraz wymaga użycia orzeczenia (w tym wypadku – imiennego, składającego się z czasownika być i rzeczownika w narzędniku) liczby mnogiej: są podgrupami.

    W drugim zdaniu sprawa nie jest tak oczywista. Jest reguła mówiąca, że jeśli jedna przydawka określa dwa rzeczowniki różnego rodzaju, to powinniśmy ją umieścić przed każdym wyrazem nadrzędnym – w odpowiednim rodzaju (np. Niebieski stół i niebieskie krzesło nie podobały mi się). Nie jestem jednak pewna, czy da się ją odnieść do przywołanego przykładu – tu przymiotnik jednoczesny obejmuje swym zasięgiem oba rzeczowniki (zadowolenie i konsternacja) naraz; zdanie: Ku jego jednoczesnej konsternacji i jednoczesnemu zadowoleniu… nie miałoby sensu. W takiej sytuacji należałoby użyć przymiotnika w liczbie mnogiej: Ku jego jednoczesnym konsternacji i zadowoleniu…, co, choć poprawne gramatycznie, wydaje się nieco dziwne (takie konstrukcje są unikane przez użytkowników). Proponowałabym zatem przekształcenie zdania tak, aby uniknąć kłopotliwej konstrukcji, np. Ku jego konsternacji, a zarazem zadowoleniu.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Zapis przedrostków z wyrażeniami
    16.05.2017
    Szanowni Państwo,
    jak zapisać połączenie pseudo+de volaille? Czy bluesopera w znaczeniu ‘opera w stylu bluesowym’ zapiszemy właśnie tak?

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Zacznę od drugiego pytania – poprawne raczej będzie blues opera, analogicznie do rock opery czy soap opery.

    Jeśli zaś chodzi o pisownię przedrostków z wyrażeniami (a nie z wyrazami), to nie udało mi się znaleźć zasady, która by to regulowała. Zwróciłam na ten problem uwagę kilka lat temu, gdy pisałam tekst o dyskursach w polityce i chciałam użyć wyrażenia anty in vitro (dyskurs anty in vitro). Konsultowałam to wówczas ze współpracownikami i okazało się, że jest tu luka w przepisach ortograficznych – nikt z nas nie znalazł odpowiedniej reguły. Jak się wydaje, najbardziej naturalny będzie tu zapis rozdzielny, gdyż pisownia łączna (pseudode volaille, antyin vitro, a także: superpanna młoda, minirock opera itd.), nie dość że po prostu dziwna, nie oddaje istoty rzeczy – przedrostek „przykleja się” tylko do pierwszego elementu nazwy (który zresztą, co dodatkowo zaciemnia obraz całości, może być elementem gramatycznym, np. de, in).
    Tak więc zapewne należałoby pisać: pseudo de volaille, super panna młoda, mini rock opera, anty in vitro itd.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Jesteśmy piąci?
    15.05.2017
    Podczas świątecznego obiadu powstał u nas w rodzinie spór, czy możemy być dwudzieści piąci. Siostrzeniec twierdził, że konsultował tę formę z dwiema polonistkami, które potwierdziły ją jako poprawną. Wydało mi się to wielce nieprawdopodobne, zaczęłam więc szukać odpowiedzi. Znalazłam m. in. Pani audycję http://www.polskieradio.pl/9/305/Artykul/216839,Jestesmy-piaci potwierdzającą moje wątpliwości. Jednocześnie jednak czytam w Słowniku gramatyki języka polskiego, że – przynajmniej teoretycznie – możemy:
    http://sgjp.pl/leksemy/#105136/dwudziesty
    http://sgjp.pl/leksemy/#131203/piąty
    Podobnie jest w Wielkim słowniku języka polskiego:
    http://wsjp.pl/index.php?id_hasla=39581&ind=0&w_szukaj=dwudziesty
    http://wsjp.pl/index.php?id_hasla=39539&ind=0&w_szukaj=piąci
    Może mi Pani wyjaśnić, na czym opiera Pani tezę, że język polski nie dopuszcza takiej możliwości? Sama chętnie bym jej nie dopuściła, w obliczu powyższych danych ze słowników brak mi jednak argumentów.
    Pozdrawiam serdecznie
    Marta
    Szanowna Pani,
    zapewne zauważyła Pani, że w zakończeniu audycji, którą Pani przywołuje, powiedziałam:

    […] przyznam, że niezrozumiała dla mnie jest ta reguła, że rodzaj niemęskoosobowy przybierają wszystkie liczebniki porządkowe, a męskoosobowy – tylko te od pierwszy do czwarty. Nie ma ona żadnego uzasadnienia w systemie języka. Z gramatycznego punktu widzenia piąty to takie samo słowo jak np. czwarty, a więc skoro mówimy jesteśmy czwarci, moglibyśmy mówić także jesteśmy piąci. Zapewne dlatego formy typu szóści coraz częściej się pojawiają w naszych wypowiedziach i wszystko wskazuje na to, że prędzej czy później staną się częścią normy językowej, czyli po prostu nie będą błędne.

    Audycja ta pochodzi z 2009 roku – czas pokazał, że formy męskoosobowe liczebników porządkowych coraz bardziej się upowszechniają, a ich rejestracja w przywołanych przez Panią słownikach może wskazywać na to, że zyskują one coraz większą aprobatę normatywną. Trzeba pamiętać o tym, że elementy języka są „dopuszczane” do użytku przez społeczeństwo (czego najdobitniejszym dowodem jest właśnie „dopuszczenie” form typu szóści, dwudzieści przez część użytkowników), a słowniki tylko kodyfikują to, co jest już w języku. Oczywiście, nie jest tak, że wszystko, co pojawia się w języku, automatycznie staje się poprawne – aby jakaś forma została skodyfikowana, musi się trochę „uleżeć” w języku, a i to często nie wystarczy (bardzo ważne jest też to, w jakiego typu tekstach się pojawia).

    Jeśli nie lubimy jakiejś formy, jeśli jakiejś słowo nam się nie podoba lub uważamy je za niepoprawne, po prostu jej (go) nie używajmy. Mnie na przykład nikt nie zmusi, bym powiedziała, że jadę buspasem – zawsze mówię, że jadę (a właściwie: nie jadę, bo nie mam do tego uprawnień) pasem dla autobusów. Nie znoszę wyrazu buspas, więc nad lenistwo, które skłaniałoby do używania krótkiego słowa buspas, przedkładam swoje poczucie estetyki języka i posługuję się mniej ekonomiczną, ale za to utworzoną zgodnie z regułami polszczyzny, formą pas dla autobusów.

    Oczywiście, większy kłopot mają redaktorzy i korektorzy – przy „zakwalifikowaniu” jakiejś formy do tekstu muszą oni brać pod uwagę różne czynniki, a nie tylko własne upodobania. W takiej sytuacji najlepiej jest opierać się na słownikach ortoepicznych lub słownikach języka polskiego, gdyż mają one charakter normatywny.
    Z wyrazami szacunku
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Ku Krakowowi
    15.05.2017
    Prosiłabym o pomoc w odmianie przez przypadki wyrazu Kraków, głównie chodzi mi o celownik i wołacz.
    Proszę bardzo:
    M. Kraków jest piękny.
    D. Wrócił z Krakowa.
    C. Zmierzamy ku Krakowowi
    B. Podziwiamy Kraków.
    N. Warszawa przegrała z Krakowem.
    Ms. Jesteśmy w Krakowie.
    W. O! Krakowie, jakiś ty piękny!
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Chodziła w ermaksach
    15.05.2017
    Szanowni Państwo,
    jaki będzie poprawny zapis butów Nike'a air max: chodziła w airmaksach, ermaksach, air maxach, air maksach?

    Z poważaniem
    Magdalena Misuno
    Zapewne każda z przywołanych wersji będzie poprawna – dopóty, dopóki nie zakończy się proces adaptacji tego wyrażenia. Najbardziej zbliżony do oryginału (a więc spolszczony w najmniejszym stopniu) jest zapis: air maxy. Najbardziej oddalony od wersji angielskiej (czyli najbardziej zaadaptowany do naszego języka) zaś jest ermaksy. Kodyfikacja której z tych nazw zapewne będzie zależała od tego, która z nich się przyjmie.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Graf Cayleya
    15.05.2017
    Arthur Cayley był znanym angielskim matematykiem. Jego nazwisko po angielsku wymawia się [keli].
    Znamy np. twierdzenie Cayleya (tak jest pisane w podręcznikach matematyki) , graf Cayleya. Znani matematycy wrocławscy mówią: graf kajleja, co zdecydowanie deformuje nazwisko. W języku rosyjskim i ukraińskim nazwisko Cayley w podobnych wyrażeniach nie odmienia się (graf Cayley, grafa Cayley itd.). Wydaje mi się, że w języku polskim też tak powinniśmy robić.
    Która wersja jest poprawna: graf Cayleya, graf Cayly’ego czy bez odmiany?
    Pozdrawiam
    Waldemar
    W języku polskim przyjęła się jednolita wymowa nazwisk anglojęzycznych z zakończeniem - ey. Niezależnie od tego, czy Brytyjczycy, Amerykanie, Australijczycy itd. wymawiają je jako zmiękczenie poprzedzającej spółgłoski (Halley – [hæli], Disney – [dɪzni]), czy też oddają je za pomocą dźwięku [eɪ] (jak np. Faraday), my spolszczamy je do postaci [ej] – mamy kometę Halleya [haleja], filmy Disneya [disneja], puszkę Faradaya [faradaja] i właśnie graf Cayleya [kajleja].
    Jak widać, nazwiska te odmieniamy tak jak rzeczowniki – Cayleya, Cayleyowi itd. Wynika to ze sposobu wymowy zakończenia – |j| to spółgłoska, czyli dźwięk, którym zakończone są polskie rzeczowniki. Gdybyśmy wymawiali te nazwy jako [dyzny], [kajli], odmienialibyśmy je przymiotnikowo, gdyż zakończenie -y, -i jest typowe dla polskich przymiotników.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Polski autonomista a autonomista polski
    15.05.2017
    Interesuje mnie jedna kwestia, mianowicie: czy można używać sformułowania (na przykład) polski autonomista w znaczeniu ‘kogoś, kto jest autonomistą pochodzącym z Polski’, a nie ‘zwolennik autonomii Polski’? Przykład mógłby być taki (i to kompletnie hipotetyczne, poglądy roli nie grają): Sprawę autonomii Gdańska popierali zarówno autonomiści gdańscy, jak i polscy.
    Sądzę, że dużą rolę odrywa szyk tu elementów tworzących wyrażenie. Gdybym zobaczyła w tekście zdanie: Sprawę tę popierał polski autonomista, byłabym skłonna sądzić, że mowa o autonomiście, który jest Polakiem, a sprawa niekoniecznie dotyczy kwestii polskiej. Jeśli bowiem przymiotnik stoi przed rzeczownikiem, to wskazuje na cechę doraźną nazwy wyrażonej rzeczownikiem.
    Natomiast zdanie: Sprawę tę popierał autonomista polski prędzej interpretowałabym jako ‘sprawę tę popierał zwolennik autonomii Polski’. Przymiotnik bowiem, który stoi po rzeczowniku, wskazuje na ogół na przynależność obiektu do jakiejś kategorii, tworzy wraz z rzeczownikiem coś w rodzaju terminu (albo wręcz termin) – tu wśród kategorii ludzi określanych jako autonomiści wyodrębniałby podkategorię wskazującą na związek ze sprawami polskimi.
    Oczywiście, wiele zależy od kontekstu i od zwyczajów językowych. Są wyrażenia o charakterze terminologicznym, w których przyjęło się używać przymiotnika na pierwszej pozycji – taki charakter mają np. ptasia grypa czy wieczne pióro. Jeśli wyrażenie polski autonomista pojawiałoby się w tekstach w znaczeniu ‘zwolennik autonomii Polski’, to zapewne właśnie takie znaczenie utrwaliłoby się.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Zagranica, ale wyjechał za granicę, wczasy za granicą
    15.05.2017
    Jaka jest prawidłowa pisownia? Wyjazd na wczasy za granicę czy: Wyjazd na wczasy zagranicę?
    Wyrażenie oznaczające kraje leżące poza przestrzenią, w której znajduje się nasz kraj, jest nietypowe w naszym języku.
    Otóż ich nazwa to zagranica. Mówimy (i piszemy) więc:
    M. Zagranica postawiła Polsce twarde warunki.
    D. Wrócił z zagranicy.
    C. Zrobił to dzięki zagranicy.
    B. Zwiedził całą zagranicę.
    N. Negocjowali z zagranicą.
    Ms. Rozmawiali o zagranicy.

    Rzeczownik ten nie jest jednak używany wtedy, gdy chcemy wskazać cel wyjazdu – musielibyśmy wówczas (jak się zdaje) używać konstrukcji Pojechał do zagranicy / w zagranicę, a te się jednak nie przyjęły. Zamiast tego mówimy: za granicę. Podobinie: nie mówimy, że ktoś mieszka w zagranicy, lecz: mieszka za granicą.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Torba upominek czy torba upominków?
    15.05.2017
    Dostaniesz torbę upominek czy: Dostaniesz torbę upominków?
    Obie konstrukcje są poprawne, lecz każda z nich ma inne znaczenie.
    Dostaniesz torbę upominek znaczy ‘dostaniesz torbę, która jest upominkiem’, ‘dostaniesz torbę w charakterze upominku’. Mamy tu wyrażenie torba upominek, które swą strukturą przypomina np. jajko niespodziankę.
    Zdanie Dostaniesz torbę upominków znaczy ‘dostaniesz torbę pełną upominków’.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Zdania rozdzielamy przecinkiem
    15.05.2017
    Mam pytanie odnośnie zdania: Kodeks postępowania określa, kim jesteśmy – czy w tym zdaniu powinien występować przecinek?

    Z góry dziękuję za odpowiedź.

    Pozdrawiam
    Remigiusz Bodzenta
    Tak, powinien być, gdyż oddziela on zdanie nadrzędne (Kodeks postępowania określa) od podrzędnego (kim jesteśmy).
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Padawan
    15.05.2017
    Szanowni Państwo,
    w sadze Gwiezdne wojny istotną rolę odgrywają padawani – młodzi adepci sztuki Jedi. Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o tym słowie. Nie spotkałem go nigdzie poza tym kontekstem, czyżby zostało wymyślone na jego potrzebę? Obiło mi się o uszy, że – nazwijmy to szumnie – sfera duchowa świata Star Wars była inspirowana tradycjami Dalekiego Wschodu. Słowo padawan rzeczywiście pobrzmiewa gdzieś jakby z hinduska? Czy to dobry trop?

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Szanowny Panie,
    trudno jednoznacznie ustalić pochodzenie słowa, o które Pan pyta. Istnieje prawdopodobieństwo, że nazwa określająca adeptów sztuki Jedi została wymyślona przez autora sagi Gwiezdnych wojen. Na podstawie informacji, które udało mi się znaleźć na zagranicznych fanpage’ach, można jednak pokusić się o wyjaśnienie etymologii wyrazu i sięgnąć do sanskrytu. Padawan w takim wypadku miałby stanowić połączenie dwóch słów: pāda (पाद) oznaczającego ‘nogę, stopę’ oraz vana (वन), czyli ‘las, puszcza’ i w sposób metaforyczny nazywać tego, który – rozpoczynając naukę – wykonuje pierwszy krok w nieznane. Potwierdzałoby to poniekąd Pańską tezę o inspiracji filozofią Wschodu.
    Mateusz Adamczyk, Uniwersytet Warszawski
    1. 15.05.2017
      Powyższa odpowiedź w żaden sposób nie wskazuje na sanskryckie (czy w ogóle indyjskie) pochodzenie słowa padawan – a nazwanie jej „[próbą] wyjaśnienia etymologii wyrazu” jest zupełnie nieuprawnione.

      Po pierwsze, sanskryckie słowo vana nie ma tendencji do tracenia końcowego ‘-a’, już raczej słowo pāda, występując na końcu złożenia, często ma postać -pād. Ale tutaj ma ono występować na początku złożenia. Gdyby przyjąć, że ta utrata ‘-a’ końcowego jest takim zjawiskiem, jakie występuje w językach nowoindyjskich, np. w hindi, wówczas i to drugie ‘-a’ w pāda by zanikło, i mielibyśmy pādvan. W sanskrycie musi być pādavanaḥ, czyli w najczęściej stosowanym zapisie z pominięciem końcówek gramatyczno-rodzajowych mianownika – pādavana.

      Po drugie, Autor porady pomylił dwa podobne słowa sanskryckie: pāda i pada. Pierwsze, rodzaju męskiego (mian. l. poj.: pādaḥ), z długim ‘ā’ w środku, znaczy ‘noga’ (człowieka, zwierzęcia, przedmiotu nieożywionego, np. stołu, ale także drzewa, czyli „korzeń”, a nawet góry: „podnóże”, „baza”, oraz słońca – „promień świetlny”), ‘filar’, ‘podpora’, ‘podstawa’, ew. (totum pro parte) ‘stopa’ (jak po polsku, na stopę mówimy potocznie noga); ale także ‘ćwiartka’ (co wskazuje na mocny związek z czworonogami) – ‘wers’ (jedna czwarta strofki), ‘rozdział’ (jedna czwarta traktatu), ‘kwadrant’ (jedna czwarta koła) i w ogóle ‘część’; przenośnie – ‘Podnóżek’, ‘Czcigodne stopy’, jako zastępczy tytuł honorowy dla mistrza (jak u nas zwracano się do tronu zamiast do króla, tak w Indiach zwracają się do stóp mistrza lub do jego podnóżka). Słowo to ma zatem sens stałej podpory, nie czegoś dynamicznego – nigdy więc nie znaczy ‘krok’.

      Natomiast słowo pada, rodzaju nijakiego (mianownik liczby pojedynczej: padam), z krótkim ‘a’ w środku, które znaczy przede wszystkim ‘stopa’, ale i ‘ślad stopy’, ‘stopa’ (jako miara długości), ‘stopa’ (jako element metrum wiersza), „słowo” (w postaci z końcówkami fleksyjnymi), „strona gramatyczna” (czynna lub zwrotna); ma też pewną liczbę znaczeń wspólnych ze słowem pāda, ale ma sens bardziej aktywny – nigdy nie znaczy ‘noga’, ‘podpora’ – za to znaczy ‘krok’. Pierwszy rzeczownik związany jest z czasownikiem padati – ‘stać nieruchomo, stać pewnie’, drugi z czasownikiem padayate – ‘poruszać się, przemieszczać się’, por. polskie padać.

      Po trzecie, sanskryckie słowo vana (rodzaj nijaki, mianownik liczby pojedynczej: vanam) nie znaczy ‘dżungla’, ani tym bardziej ‘to, co nieznane’, ale raczej ‘lasek, gaj, zagajnik, park’, ew. ‘grupa drzew, zarośla’, a nawet: ‘kępa lotosów’. Ogólnie: las nadający się do zamieszkania przez ludzi – np. przez mnichów buddyjskich czy dżinijskich, albo braminów-pustelników trzeciej fazy życia, wanaprasthów (vanaprastha), dosłownie „tych, którzy mają w lesie siedzibę” (vane prastho yasya saḥ) – najczęściej zagajnik dający cień – schronienie przed słońcem (nie dający jednak dostatecznego schronienia w czasie pory deszczowej – wtedy mnisi zamieszkiwali w grotach, później klasztorach), położony w pobliżu siedzib ludzkich, bo one są źródłem jałmużny. Kto nie wierzy, niech zobaczy na zdjęciach (np. w Wikipedii, https://en.wikipedia.org/wiki/Jetavana), jak wygląda Jetavana, tj. „Park Dżety” (od imienia jego właściciela), zagajnik na przedmieściach miasta Śravasti, gdzie Budda wygłosił większość swych kazań. Las w sensie zarośniętego pustkowia, czyli ‘puszcza’, ‘dżungla’, ‘dzicz’ (miejsce niezagospodarowane przez ludzi, ani obszar orny, ani pastwisko), to w sanskrycie raczej ara&ndotbl.x;ya (ewentualnie mahāvana czyli ‘wielki gaj’).

      Po czwarte i najważniejsze – nawet gdyby wszystko skorygować według powyższych wskazówek, ze słowa padavana, jako złożenia pada + vana, nie da się uzyskać sensu ‘wykonujący [pierwszy] krok w las’. Złożenie tego typu byłoby złożeniem determinatywnym typu bahuvrīhi (zob. A. Gawroński, „Podręcznik sanskrytu”, § 243, wyd. I 1932, s. 97–98, http://www.sbc.org.pl/dlibra/doccontent?id=12646), gdzie pierwszy człon jest określeniem drugiego. Padavana znaczyłoby więc ‘stopoleśny’, niosąc sens porównawczy: ‘mający las jak stopy/kroki’ (padāni iva vanaṁ asya saḥ), lub dzierżawczy: ‘mający las stóp/kroków’ (padānām vanaṁ yasya saḥ), lub wyrażając inną relację typu: ‘mający las ze/dla stóp/kroków’ (padebhyo vanaṁ...), ‘mający las (ze) stopami / przez stopy’ (padair vanaṁ...) lub ‘mający las w/na stopach/krokach’ (pade&sdotbl.x;u vanaṁ...). To ostatnie można by pewnie zinterpretować metaforycznie jako: ‘ten, który już przemierzył cały las stopami/krokami’, ale nie jako ‘stawiający pierwsze stopy/kroki w lesie’. Aby oddać to drugie znaczenie, trzeba by użyć dokładnie odwrotnego złożenia: vanapada („leśnostopy”), tj. ‘mający stopę/krok // stopy/kroki w lesie’ (vane padaṁ // padāni yasya saḥ) – innej możliwości nie ma.

      Można się jeszcze zastanowić, czy w literaturze indyjskiej las (vana) jest symbolem „rzeczywistości duchowej”, jak pyta Czytelnik? Zapewne dla mieszczucha każdy las(ek) jest jakoś tajemniczy i nieznany, ale nie wszystko, co „nieznane”, jest automatycznie symbolem rzeczywistości duchowej. Las w Indiach to symbol pustelni, odrzucenia świata, ascezy, praktyki medytacji (czyli intensywnego poznawania własnego „ja”, ducha, Boga), co ukazuje pięknie strofka II.55 „Trzech setek” Bhartryhariego:

      Jakiż pożytek z mnogich słów jałowych?
             Tylko dwie rzeczy godne są uwagi człowieka:
      Młodość kobiet o pełnych piersiach, sposobnych do nowej rozkoszy –
             – albo las. (tłum. A. Basham / Z. Kubiak).


      Jednak w przypadku jedi z „Gwiezdnych wojen: i ich uczniów chodzi o całkiem inny rodzaj praktyki – o aktywne ćwiczenie sztuk walki, w Indiach praktycznie nieznane.

      Jeśli przyjąć za dobrą monetę tezę, że G. Lukas słowo to jakoś zapożyczył z sanskrytu, to choć wiadomo, że sanskryt uwielbia tworzenie złożeń i metaforyczną/metonimiczną ich interpretację, należy zdać sobie pytanie, dlaczego mamy przyjmować, że chodzi o złożenie pada + vana, skoro rzekome vana jest nam dane jedynie w postaci ułomnej: van? Może w ogóle nie chodzi o złożenie, tylko o jakieś inne słowo o podobnej warstwie dźwiękowej? Na przykład są do pomyślenia (hipotetyczne) słowa padavān i pādavān utworzone przy pomocy sufiksu dzierżawczego -vant , w mianowniku liczby pojedynczej rodzaju męskiego -vān; (zob. A. Gawroński, op. cit., § 59 G). Podobnie jak istnieje (potwierdzone w literaturze) słowo balavān (od bala – ‘siła, moc’), znaczące ‘siłacz, mocarz’ (tj. ‘mający siłę, moc’), częsty przydomek herosów i bogów – skąd (przez języki irańskie) polskie słowo bałwan (w jego najstarszym znaczeniu, tj. „[pogańskie] bóstwo” lub „figura takiego bóstwa”). Jestem pewien, że słowo pādavān ‘mający ćwiartkę’ mogłoby się zleksykalizować jako ‘ten, który zaliczył podstawę’ (‘ma już za sobą pierwszą ćwiartkę nauki’) – jako skrót od śāstre prathama-pādavān. I że słowo padavān mogłoby zleksykalizować się ze znaczeniem ‘stawiający (lub: mający za sobą) jeden/pierwszy krok’, jako skrót od eka-/prathama-padavān – zwłaszcza że słowo o znaczeniu ‘piechur, żołnierz piechoty’ zostało utworzone z użyciem innego sufiksu przymiotnikowego (§ 59 J), jako padavin (mian. l. poj. padavi). Mogłoby – gdyby którekolwiek z nich rzeczywiście istniało (wystąpiło choć raz w literaturze). Teoretycznie oba ww. słowa z sufiksem dzierżawczym i oba słowa złożone: pādavana i padavana są możliwe – niestety żadne z nich raczej nie wystąpiło w bardzo obszernej literaturze z ostatnich 3000 lat, bo nie jest znane słownikom sanskryckim.

      Z powyższej porady najbardziej wartościowym stwierdzeniem jest „Istnieje prawdopodobieństwo, że nazwa określająca adeptów sztuki [j]edi została wymyślona przez autora sagi Gwiezdnych wojen”. Nie ulega wątpliwości, że nawet najbardziej twardogłowy autor fantastyki, który stawia sobie za cel „wymyślenie od zera wszystkiego”, ulega jakimś inspiracjom, wpływom, bo nie jest w stanie faktycznie opróżnić swej pamięci i swego umysłu do czysta i absolutnie wszystko stworzyć od nowa. Więc można próbować szukać tych inspiracji. Oczywiste jest dla mnie, że jedyną osoba, która może dać wiarygodną odpowiedź na temat, skąd wziął się pomysł na takie słowo, jest sam jego autor (o ile w ogóle to wie). Poza tym mnie się wydaje, że przy analizie w ramach uniwersum terminy padawan i Obi-Wan, jeżeli się je poprawnie wymawia (tj. tak, jak w oryginale, a nie rozbieżnie, jak to jest rozpowszechnione w Polsce), powinny być ze sobą jakoś spokrewnione. Rozważania na ten temat są niewątpliwie bardzo ciekawe, nazywanie jednak ich (podobnie zresztą jak i całych powyższych moich analiz) „etymologią” byłoby wielką przesadą. Wprowadzanie stopy do lasu za bardzo przypomina znaną powszechnie „etymologię” Częstochowy, zatem (zacytuję klasyka mojej młodości) „nie nadaje się do badań naukowych, a jedynie do śmiechu” (Papcio Chmiel, Tytus, Romek i A’Tomek. Księga III). Próba wywodzenia współczesnego terminu, który pojawia się w dziele literackim (wytworze fikcji) powstałym poza danym kręgiem lingwistyczno-kulturowym, ze słowa co prawda możliwego, ale faktycznie nigdy wcześniej nie użytego przez nikogo, to nie etymologia a akt twórczy (neologizm).

      Faktem jest, że sanskryt (jak każdy żywy język) posiada nadal żywotną możliwość tworzenia nowych słów z funkcjonalnych cząstek morfologicznych, w tym tworzenia nowych słów złożonych. Nie jestem jednak skłonny podejrzewać G. Lucasa, który (o ile wiadomo) nie znał sanskrytu, o umiejętność tworzenia gramatycznie poprawnych neologizmów sanskryckich. Gdyby hipoteza indyjskiej genezy była prawdziwa, prędzej podejrzewałbym, że jest to hybryda sanskrycko-angielska: „Pada wan” = „Step one!” (Słowo pada/pāda mogło być mu dobrze znane choćby z tytułu tekstu takiego jak Dhammapāda, czy z przybranego imienia/tytułu twórcy kultu Hare Kryszna: Swami Prabhupāda).

      Nie zapominajmy jednak, że (co wiadomo z życiorysów Lucasa), G. Lucas czerpał swe natchnienie dla „Gwiezdnych wojen” z kultury japońskiej a nie z indyjskiej, bo mieszkał w Japonii i oglądał liczne seriale o samurajach (skąd nawet miał zaczerpnąć samo słowo „jedi”). Nie jestem japonistą i nie czuję się kompetentny do kontynuowania analiz w tym (być może jedynym właściwym) kierunku. Jednak tylko wtedy, gdy wierzy się (całkiem bezpodstawnie), że istnieje coś takiego jak „filozofia Wschodu”, można wrzucać do jednego worka rozliczne i niemające ze sobą nic wspólnego koncepcje, fakty kulturowe i językowe indyjskie i japońskie (a może jeszcze chińskie, tybetańskie, arabskie i inne?) – i liczyć na to, że cokolwiek zeń się wyciągnie, będzie trafne. Metafora o stawianiu pierwszego kroku i wkraczaniu w nieznane na określenie nowego etapu życia jest jednak tak ogólnoludzka, że przypisywanie jej jakiejś szczególnej (ale jednocześnie bardzo niekonkretnej) „wschodniości” (Bo i cóż by to miało być? Polecam artykuł prof. R. Huszczy pt. Orientalistyka... w „Przeglądzie Orientalistycznym” nr 3–4/2006), czy inspiracji bliżej nieokreśloną „filozofią Wschodu”, nie może być usprawiedliwione, nawet tą nieokreślonością. Ekspert Poradni powinien prostować, a nie powielać mity.

      Czytelnik zadający pytanie ma prawo nie wiedzieć także, że Indie to nie Daleki Wschód, ale do eksperta udzielającego porady należy wyprowadzenie go z błędu. Indie to jednak spory subkontynent – więc co miałoby znaczyć, że coś „pobrzmiewa gdzieś jakby z hinduska”? – dalibóg nie wiem (zupełnie inaczej brzmi język pendżabski, a inaczej bengalski, zgoła jeszcze inaczej tamilski – można posłuchać na YouTubie). Dla mnie to słowo brzmi raczej „z malajsko-indonezyjska” – i to nie tylko dlatego, że na Filipinach jest wyspa Palawan a w Malezji jest miasto Padawan (sic!, https://en.wikipedia.org/wiki/Padawan_municipality) (notabene z ciekawą legendą zawierającą wyjaśnienie pochodzenia tej nazwy, choć utrzymane w stylu zakopiańsko-częstochowskim).

      Szkoda tylko, że Autor porady nie sprawdził do końca, skąd się ta interpretacja wzięła na „zagranicznych fanpage’ach”, z których ją zaczerpnął. Ja jednak, dzięki szokowi, jaki przeżyłem przeczytawszy powyższą poradę, znalazłem w Internecie jej faktyczne źródło – jest nim artykuł „More Hindu Themes in the «Star Wars» Saga, by Cie Sharp” na nieistniejącej już witrynie The Borrowed Ones: A Star Wars fan site (ponieważ w Internecie rzadko kiedy coś ginie bezpowrotnie, zachowała się jego kopia w Archiwum Internetu: https://web.archive.org/web/20031005035927/http://www.hrafn.btinternet.co.uk/StolenOnes/essays/hindujedi.html). Ironią losu jest to, że autor wspomnianego artykułu, Marnie J. Goodbody, twórca koncepcji: „pada-van” = „stawiający pierwszy krok w lesie”, od razu na początku wspomina, że nie czuje się kompetentny do dokonywania podobnych interpretacji, jednak zainspirowany esejem Rajana Rajbhandariego „Star Wars and Hinduism” z 1994 r., uznaje kwestię indyjskich inspiracji w „Wojnach gwiezdnych” za bardzo istotną (co skądinąd zrozumiałe, bo przedstawia się jako wyznawca kultu Hare Kryszna, który źródeł wszelkiej ludzkiej kultury i cywilizacji upatruje w tzw. kulturze wedyjskiej i w sanskrycie, niejednokrotnie przeprowadzając argumentację „na siłę”, jak tu). Więc choć przyznaje, że nie zna dobrze sanskrytu, M.J. Goodbody stwierdza, że kierując się „czystym entuzjazmem” poczuł się wewnętrznie przymuszony do napisania swoich analiz (przedstawia tam więcej podobnych „rewelacji”) i wierzy, że będą one trafne i wierne (sic!).

      Takie błędy raz zamieszczone w Internecie mają tendencję do rozpoczynania własnego życia: „Raz wypowiedziane słowo trwa wiecznie” (Aldous Huxley) – są powielane setki i tysiące razy i tysiące ludzi się potem na nie powołują, a na sprostowanie (na ogół zamieszczone w jakimś innym miejscu) – jakimś dziwnym trafem, nie. Na szczęście pierwotne źródło informacji już wypadło z głównego nurtu Internetu, a to, które od kilku lat ją najbardziej rozpowszechniało (artykuł „Jedi” w angielskojęzycznej Wikipedii) zostało przeze mnie skorygowane (mam nadzieję, że w sposób skuteczny, bo sprostowania w Wikipedii są dość trwałe). W ten sposób „wspólnym” wysiłkiem zmniejszyliśmy nieco sferę postprawdy i „miejskich legend” zachwaszczającą Internet.
      Maciej St. Zięba
  • Premium
    15.05.2017
    Chciałbym wyjaśnić i sprecyzować znaczenie terminu premium, ale to, w jakim używamy go współcześnie. Słowniki definiują premium jako ‘dodatek do wynagrodzenia’, ‘bonus’, czy ‘nagrodę’ (np. wyznaczono premium za moją głowę), dzisiaj jednak nikt nie używa premium w tym znaczeniu. Jak zdefiniować współczesne znaczenie terminu premium?
    Szanowny Panie,
    rzeczywiście trudno dziś spotkać się z użyciem premium w rozumieniu, które Pan przytacza. Wielki słownik wyrazów obcych PWN notuje, że jest to forma przestarzała i odsyła nas do hasła premia w znaczeniu 2. ‘nagroda za coś, zwłaszcza mająca zachęcić nagrodzoną osobę do czegoś’. Podobną informację znaleźć można w Słowniku języka polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego, w którym – poza wymienioną już eksplikacją – czytamy, że forma premium została zastąpiona w języku przez wyraz premia (uznawany w tamtym czasie za mniej poprawny).
    Słowo, o które Pan pyta, zyskało nowe znaczenie (a tym samym nowe życie) pod wpływem języka angielskiego, w którym może pełnić funkcję przydawki i wskazywać na wyjątkową jakość lub większą wartość przedmiotu, o którym mowa, w stosunku do innych rzeczy z tej samej kategorii. W języku polskim obrazują to połączenia typu: jakość premium (z ang. premium quality) czy wersja premium (z ang. premium version). Sformułowanie konto oszczędnościowe premium na przykład oznaczałoby, że ten rodzaj konta odznacza się wyjątkową jakością (np. wyższym oprocentowaniem) na tle innych rachunków bankowych tego typu.
    Mateusz Adamczyk, Uniwersytet Warszawski
  • Co znaczy za tydzień?
    15.05.2017
    Czy określenie za tydzień może oznaczać w przyszłym tygodniu (nieistotne, który dzień)?
    W znaczeniu: ‘za tygodniem, który trwa’. Czy poprawne jest tak myśleć w jakimś kontekście? Podobnie określenia: za jeden dzień, jeśli już trwa.
    Tydzień w języku polskim rozumiany jest jako okres siedmiu dni – nie mniej, nie więcej.
    Z tej przyczyny określenie za tydzień samo w sobie jest precyzyjne – oznacza, że zanim coś będzie miało miejsce, musi minąć dokładnie siedem dób. Problem zaś stanowić może wielorakość interpretacji momentu, od którego powinno się liczyć owe dni. Teoretycznie, jeśli na przykład dzisiaj jest poniedziałek, a umawiamy się za tydzień, to mamy na myśli przyszły poniedziałek. Jest to jednak często mylone, więc warto – by nie nastręczać problemów ani sobie, ani innym – używać konkretnych określeń czasu, jak na przykład: w przyszły wtorek, w następną środę. Wtedy możemy mieć pewność, że i my, i odbiorca mówimy o tej samej dacie. Określenie za tydzień, owszem, odnosi się do znaczenia ‘za tygodniem, który trwa’, jednak idzie dalej, gdyż dodajemy do niego różnicę tych dni, które dzielą nas od dokładnego upływu siedmiu dób. Jeżeli nie chcemy doprecyzowywać dokładnej daty, możemy użyć określenia w przyszłym tygodniu, które oznacza właśnie ‘po tygodniu, który trwa teraz’. Określenie za jeden dzień jest analogiczne, chociaż wydaje się bardzo nienaturalne – mamy przecież w języku tak dokładne określenia, jak jutro
    i pojutrze.
    Magdalena Knapczyńska, Uniwersytet Warszawski
  • W lato czy latem?
    15.05.2017
    Szanowni Państwo,
    w powieści Rodzina Połanieckich Sienkiewicz w wielu miejscach używa formy w lato, np.: nigdy w lato z miasta nie wyjeżdżam, utrzymywała w lato stosunki z Bigielami, I nie umarł w lato itd. Czy zatem, wbrew regułom słownikowym, jest ona jednak poprawna?

    Z wyrazami szacunku
    Czytelniczka
    Szanowna Pani,
    forma w lato, tak jak Pani zauważyła, we współczesnych słownikach poprawnej polszczyzny traktowana jest jako błąd. Oznacza to, że nie należy ona do normy wzorcowej języka polskiego – a zatem nie powinna być używana, zwłaszcza w wypowiedziach o charakterze oficjalnym. Warto jednak zaznaczyć, że jeszcze w pierwszej połowie XX wieku forma w lato uznawana była przez autorów słowników za równie poprawną jak latem – stąd też użycie jej w wydanej pod koniec XIX wieku „Rodzinie Połanieckich” nie było naruszeniem obowiązującej wówczas normy.
    Współcześnie forma w lato bywa używana w języku potocznym, szczególnie w mowie. Według danych Narodowego Korpusu Języka Polskiego, w lato występuje przede wszystkim w tekstach prasowych, wypowiedziach zamieszczanych na forach internetowych oraz (zdecydowanie rzadziej) w literaturze. Forma ta cechuje się jednak kilkadziesiąt razy mniejszą frekwencją w tekstach niż latem.
    Tomasz Grzyb, Uniwersytet Warszawski
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego