n 1 warunków

Porady językowe

Składnia tworów „liczebnikopodobnych”
17.03.2017
Szanowni Państwo,
zastanawiam się nad składnią matematycznych tworów „liczebnikopodobnych”. Czy dobrze mi się wydaje, że sprawdzamy n-1 warunków, n-2 warunki, n-3 warunki, n-4 warunki, ale już: n-5 warunków, n-6 warunków itd.?

Z wyrazami szacunku
Czytelnik
Szybka kwerenda internetowa zdaje się potwierdzać, iż „liczebnikopodobny” zapis n-1 (czytaj: en minus jeden) jest w tekstach z dziedziny matematyki i nauk na niej opartych traktowany pod względem składniowym jak rzeczownik i wymaga dopełniacza liczby mnogiej liczonego rzeczownika, por. n-1 równań, 2n-1 swobodnych parametrów.
Kolejne „liczebnikopodobne” zapisy to formy potencjalne, których łączliwość dużo trudniej potwierdzić empirycznie na większej próbie. Korespondent sugeruje, aby stosować wobec nich systemowe reguły składniowe odnoszące się do liczebników. Tak więc liczebniki 2, 3, 4 oraz liczebniki, których ostatnim członem jest 2, 3, 4, czyli np. 32, 33, 34 itd., miałyby się łączyć z liczonymi rzeczownikami w mianowniku liczby mnogiej, a liczebniki od 5 do 21 i te, które są zakończone na 5-9, czyli np. 35, 36, 68, 69 itp., łączyłyby się z liczonymi rzeczownikami w dopełniaczu liczby mnogiej. Sugerowana zasada jest do przyjęcia, zasadnicze pytanie brzmi jednak, jaki jest rzeczywisty uzus w tym zakresie.
Adam Wolański
ubezdźwięcznienie spółgłosek
6.06.2005
Czy wszystkie głoski mogą ulec ubezdźwięcznieniu podobnemu jak w wypadku wyrazów rtęć (ubezdźw. [r]) czy pomysł (ubezdźw. [ł])? Na czym polega to zjawisko?
Zjawisko ubezdźwięcznienia dotyczy spółgłosek. Spółgłoski można podzielić na 1) właściwe oraz 2) półotwarte, czyli sonorne. Pierwsze można je zdefiniować jako takie, które mają odpowiedniki o identycznej artykulacji, różniące się jedynie dźwięcznością, np. [f:w], [p:b], [ś:ź], drugie zaś nie mają takich odpowiedników, są dźwięczne, mogą jedynie w ściśle określonych warunkach utracić dźwięczność, a są to: [m], [n], [r], [l], [ń] i [n] tylnojęzykowe. Do tej grupy można też zaliczyć tzw. półsamogłoski, czyli [j] oraz [u] niezgłoskotwórcze ([ł] artykułowane podobnie do [u]). Spółgłoski półotwarte sytuują się w takim razie pomiędzy spółgłoskami właściwymi a zawsze dźwięcznymi samogłoskami.
Spółgłoski właściwe tracą dźwięczność przed pauzą (tzw. wygłos absolutny), np. grad [grat], stóg [stuk], oraz przed inną spółgłoską bezdźwięczną, np. gadka [gatka], rozstanie [rosstańe]. Spółgłoski półotwarte w takich warunkach dźwięczność zachowują, np. kran [kran], ramka [ramka].
Spółgłoski półotwarte utracą zaś dźwięczność w obustronnym sąsiedztwie bezdźwięcznych, np. jabłko [jap(ł)ko], módlcie się [mut(l)će śe], w pozycji przed pauzą a po bezdźwięcznej, np. wiatr [wjat(r)], narośl [naroś(l)]. W wymowie potocznej prowadzi to nawet do zaniku spółgłoski, np. [japko, mutće śe, wjat, naroś]. Na początku wyrazu a przed bezdźwięczną, np. rtęć [rteńć], mścić [mśćić], spółgłoska półotwarta może być wymawiana jako dźwięczna lub bezdźwięczna.
Wszystkie wymienione spółgłoski półotwarte, a także [u] niezgłoskotwórcze, mogą się ubezdźwięcznić, jeśli wystąpią w podanych warunkach.
Szczegółowe informacje podają D. Ostaszewska i J. Tambor w Fonetyce i fonologii współczesnego języka polskiego.
Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski
Ivo
3.02.2003
Jak odmieniać imię Ivo? Kolega w pracy nosi takie imię i powstała dyskusja wśród pracowników na temat jego odmiany. Mistrz ortografii Maciej Malinowski w jednym z artykułów twierdzi, że powinno się mówić np.: „Mówię o Ivonie N.”. Natomiast Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN podaje: „Wywiad z Ivo N.”. W Państwa poradni można znaleźć tę pierwszą odmianę. Jak jest poprawnie?

PS: Sprawa jest poważna, ponieważ koledzy założyli się o, powiedzmy, dużą ilość piwa.
Sprawa jest nie tylko poważna, ale i złożona. Przede wszystkim jest problem ze sformułowaniem reguły, które imiona zakończone na -o mają być odmieniane z dodaniem elementu -n-. Nowy słownik poprawnej polszczyzny PWN tłumaczy na s. 1648, że dotyczyć to ma imion Bruno, Hugo, Iwo. Nie wiadomo, dlaczego nie wymieniono kilku innych: Gwido, Otto, Cycero, Kato, Plato, Scypio. Znany poradnik O dobrej i złej polszczyźnie autorstwa W. Kochańskiego, B. Klebanowskiej i A. Markowskiego podaje, iż chodzi o nazwiska i imiona pochodzenia greckiego i łacińskiego, np. Kato, Plato. Zasada ta wydaje się sensowna (występuje ona też w innych publikacjach), ponieważ element -n- pojawia się w łacińskiej odmianie, a w konsekwencji i w polskiej. Jednak wśród przykładów autorzy wymieniają m.in. imiona Bruno i Hugo, które są pochodzenia germańskiego.
Nie koniec na tym. Dociekliwy czytelnik mógłby spytać, jak w takim razie odmieniać na przykład imiona Pietro, Paolo, Pablo, które przecież także wywodzą się ze starożytnej łaciny. Dostrzegłem ten problem, pisząc Słownik imion, toteż zrezygnowałem z ogólnego charakteryzowania omawianych imion, wymieniając je, ponieważ można je scharakteryzować tylko przez wyliczenie. W tym wyliczeniu nie podałem imienia Iwo, ponieważ – jak sprawdziłem za pomocą niezawodnych wyszukiwarek internetowych – formy do Iwona, o Iwonie są bardzo rzadkie nawet w formach oficjalnych, np. w Krakowie działało Studio Dramatyczne Iwo Galla.
We wspomnianym słowniku zasygnalizowałem też problem fleksyjny, podkreślając, iż odmiana z dodaniem -n- jest właściwa dla starannej polszczyzny. Wprawdzie imiona tego typu występują bardzo rzadko, lecz gdy się pojawią, odmienia się je jak inne zakończone na -o. Dowodem imię bohatera popularnego serialu Na dobre i na złe, w którym mówi się o Brunie, nie Brunonie.
Imię Iwo jest pochodzenia germańskiego albo celtyckiego, co oznacza, że wraz z imionami Bruno, Gwido, Hugo, Otto może mieć odmianę z -n- tylko dzięki tradycji – imiona te były częstsze w średniowieczu, a więc za sprawą dokumentów łacińskich utrwaliły się rozszerzone formy odmiany. Z moich obserwacji, które udało mi się już wielokrotnie potwierdzić, wynika, iż formy Brunona, Brunonie, Iwona, Iwonie traktuje się jako pochodne od Brunon, Iwon, nie Bruno, Iwo.
Możliwości są wobec tego trzy. (1) Imię Iwo może pozostawać nie odmieniane, i tak jest najczęściej w praktyce językowej. (2) Może być odmieniane w sposób tradycyjny, a powiedziałbym też „książkowy” (do Iwona, o Iwonie). (3) Wreszcie możemy traktować je jak inne polskie imiona zakończone na -o, odmieniając: do Iwa, o Iwie. Moim zdaniem najgorsze jest rozwiązanie pierwsze, najlepsze zaś – ostatnie. Tradycyjne formy odmiany są natomiast nacechowane, nie neutralne, co musimy mieć na uwadze, używając ich.
Zapis, który występuje w pytaniu, oznacza prawdopodobnie, iż posiadacz imienia nie jest Polakiem. W takim razie mamy jeszcze jedną możliwość: możemy je pozostawić w formie nieodmiennej, pod warunkiem że tego imienia użyjemy z nazwiskiem.
Jan Grzenia, Uniwersytet Śląski
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego