nie wiem dlaczego tak a nie inaczej

Porady językowe

Zimna zupa a zupa zimna
10.04.2017
W jednej z książek językoznawczych znalazłam przykład, zgodnie z którym
Kelner podał nam zimną zupę. = chłodnik
Kelner podał nam zupę zimną. = błąd w sztuce.

Przekonuje mnie ta interpretacja, ale nie rozumiem, dlaczego tak jest, skoro przydawka gatunkująca powinna znajdować się PO rzeczowniku (casus ser żółty), więc teoretycznie powinno być odwrotnie. Można prosić o wyjaśnienie?

Dziękuję
Dorota
Przymiotnik w wyrażeniu zupa zimna w drugim zdaniu nie jest przydawką gatunkującą – jego pozycja względem rzeczownika wynika, jak sądzę, z kontekstu. Sens tej wypowiedzi mógłby równie dobrze zostać oddany, gdyby przymiotnik stał przed rzeczownikiem: Kelner podał nam zimną zupę – tak skonstruowane zdanie wydaje się zresztą naturalniejsze niż to z przydawką w postpozycji.
Nie wiem, dlaczego autor przywołanej przez Panią publikacji uznali, że zimna zupa to odpowiednik nazwy chłodnik. W ten sposób wyrażenie to może być odczytane jedynie w specyficznym kontekście (np. Był upał, więc zamówiliśmy chłodnik. Gdy kelner podał nam zimną zupę, odczuliśmy ulgę).
Inaczej mówiąc – uważam, że w obu wypadkach naturalne jest posłużenie się wyrażeniem zimna zupa.
Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
Interpunkcja quasi-zdań podrzędnych
17.03.2017
Szanowni Państwo,
frapowała i nadal frapuje mnie uwaga 2 reguły [363]. Kiedy uznajemy, że zdanie jest rozwinięte, a kiedy „pozornie rozwinięte”? Z przykładów podanych w WSO wnioskowałbym, że już choćby dwa wyrazy świadczą o rozwinięciu. Zdaniem dr. Malinowskiego tak nie jest, o czym świadczą dwie porady zawierające w tytułach frazę „Zależy w jakim sensie”. Podobnie dr Wolański zaaprobował interpunkcję „nie wiem dlaczego tak” w odpowiedzi na jedno z moich pytań.
Z wyrazami szacunku
Czytelnik
Uwaga druga w regule [363] 90.A.2. WSO mówi, że przecinek należy pominąć przed zaimkami względnymi wprowadzającymi takie pozorne zdania podrzędne, które nie są rozwijane.

Wspomniana reguła opatrzona jest nagłówkiem Wyrazy wprowadzające zdanie podrzędne. Kluczowe dla właściwej interpretacji uwagi opatrzonej numerem drugim jest rozumienie pojęcia zdania podrzędnego, które nie jest rozwijane, a więc jest „pozorne”.
Zacznijmy od ustaleń fundamentalnych. Zdanie podrzędnie składa się z dwóch wypowiedzeń składowych – ze zdania nadrzędnego (określanego) i podrzędnego (określającego). Treść wypowiedzenia podrzędnego uzupełnia brakującą lub tylko zapowiedzianą część wypowiedzenia nadrzędnego, mianowicie jego podmiot, orzecznik, przydawkę, dopełnienie lub okolicznik. Warto też przypomnieć, iż zdanie w ujęciu składniowym (a na tym w głównej mierze opierają się reguły interpunkcyjne) to wypowiedzenie z obecną formą osobową czasownika.
Uwaga druga odnosi się do zdań typowych dla stylu potocznego, w których człon podrzędny nie stanowi formalnie zdania gramatycznego, ponieważ będący fundamentem zdania czasownik (ewentualnie wraz ze swoimi określeniami) został poddany elipsie. Natomiast ów element czasownikowy istnieje in potentia, por. np.
Nie dostał medalu i nie miał pojęcia dlaczego [go nie dostał].
Widział w poczekalni pacjentów, lecz nie wie dokładnie ilu [ich widział].
Spierali się cały dzień, ale chyba nie wiedzieli do końca o co [się spierali].

Elipsa stwarza konstrukcję niekompletną z punktu widzenia składniowego, lecz zamkniętą znaczeniowo.
A zatem o „nierozwinięciu” zdania podrzędnego świadczy przede wszystkim brak osobowej formy czasownika.
Nie ma tu znaczenia liczba wyrazów towarzyszących zaimkowi względnemu. Ważniejszy jest ich charakter. Jeśli towarzyszą mu wyrazy niesamodzielne znaczeniowo (jak przyimki, spójniki i partykuły, które nie mogą pełnić funkcji równoważników), przecinka nie postawimy, por. np. powiedz gdzie i kiedy; wiedział po co; wiedział dlaczego nie. Jeśli natomiast po zaimku wystąpią wyrazy samodzielne znaczeniowo, przecinek jest konieczny, np. wiem, kto to; nie wiem, jak dalej.
Z jeszcze inną sytuacją mamy do czynienia wówczas, gdy zaimki występują w pewnych skostniałych zwrotach. Wówczas także nie postawimy przed nimi przecinka. Ten właśnie wypadek ilustrują przykłady: zależy w jakim sensie czy nie wiem dlaczego tak (, a nie inaczej).

PS Bardzo serdecznie dziękuję za konsultację Panu Doktorowi Maciejowi Malinowskiemu.
Adam Wolański
Obce wyrazy kursywą (ciąg dalszy?
4.09.2009
Szanowni Państwo,
państwa zalecenie dotyczące nieodmieniania nieprzyswojonych w polszczyźnie słów afrykańskich budzi jednak moją wątpliwość. W tekst redagowanej właśnie przeze mnie powieści (przekład z angielskiego), której akcja toczy się w byłej Rodezji, wplecione są wyrazy pochodzące z różnych języków afrykańskich (m. in. plemion Ndebele, Shona). Część tych wyrazów wręcz prosi się o odmianę, a nieodmieniona po prostu źle brzmi. Czy mogę je odmieniać, nawet jeśli nie są zadomowione w polszczyźnie? Podaję kilka wyrwanych z kontekstu zdań powieści, a w nawiasach znaczenie danych wyrazów. Dodam, że wszystkie afrykańskie słowa są również zamieszczone w słowniczku na końcu książki.
Czasem pijemy herbatę tak, jak to robią Afs – zanurzamy nasze kanapki w zielonych, emaliowanych kubkach, potem odgryzamy mokry kęs i pociągamy łyk herbaty, która, zanim ją połkniemy, rozlewa się po całych ustach.
Robimy to tylko po to, by charf [naśladować] Afs, ale w końcu zawsze wracamy do rozkładania, lizania i zgniatania [kanapek].
Odpychamy łokciami opony i puszczamy się biegiem do zamieszkanego przez Afs khaya [domu], skąd nadpływa ten dźwięk.
Mieszkają tu wszyscy pracownicy farmy ze swoimi żonami i picaninami [picanin – dziecko] – razem około czterdziestu rodzin.
Kuca przy ogniu i daje nam do ssania kawałek sadza [sadza - rodzaj posiłku z kukurydzy] obtoczony w cukrze.
Spoglądam do góry i widzę ją, jak czeka na nas na stoep [podest] i już z daleka zauważa nasze poncha.
Och, to dlatego, że amadlozi [duchy przodków] nie potrzebują w niebie szczurów i dlatego, że n’anga [szaman] potrzebuje szczurzych pazurów, by zrobić niezwykłe muti [lekarstwo].
Z góry serdecznie dziękuję za odpowiedź,
Anna
Zmuszony jestem podtrzymać swoją opinię wyrażoną w pierwotnej odpowiedzi. Otóż wyrazy z języków afrykańskich (choć to pojęcie bardziej geograficzne niż lingwistyczne) traktowałbym jako cytaty, inaczej wtręty, i – jako wyrazy całkowicie nieznane polskiemu czytelnikowi – pozostawiał w formach podstawowych i wyróżniał kursywą. Pismo pochyłe stosowane jako wyróżnienie typograficzne ma w polskim tekście podkreślać obcy status owych wyrazów. Przyjęcie tej zasady pozwoli – moim zdaniem – uczynić redakcję tekstu powieści bardziej konsekwentną, a przez to bardziej czytelną dla odbiorcy.
Przyjęła Pani zasadę, iż obcy wyraz, który da się wpisać w polski wzorzec odmiany, zostaje odmieniony i złożony pismem prostym, a wyraz nieodmieniający się pozostaje w formie podstawowej i jest wyróżniony kursywą. Dlaczegóż jednak zasada ta jest realizowana tak niekonsekwentnie. W przytoczonych przykładach zaadaptowany na poziomie fleksji może być nie tylko wyraz picanin, por. „puszczamy się biegiem do zamieszkanej [...] khayi”, „daje nam do ssania kawałek sadzy”, „czeka na nas na stoepie”. Czy takie formy rzeczywiście brzmią lepiej? Moim zdaniem nie. Odmiana przez przypadki i pismo proste odebrało im obcy charakter, mający walor stylistyczny. Co więcej, forma sadzy może być pomylona z sadzą ('czarnym pyłem powstałym ze spalania węgla'), a forma stoepie wygląda jak wyraz step ('obszar równinny pokryty bujną roślinnością') z błędem literowym.
Ponadto stwierdzam brak konsekwencji w odniesieniu do wyrazu Afs, który jest obraźliwym określeniem czarnoskórych. Został złożony pismem prostym, lecz nie dodano do niego odpowiednich końcówek w przypadkach zależnych. Można to było uczynić na dwa sposoby: usunąć angielski wykładnik liczby mnogiej (-s) i dodawać polskie końcówki fleksyjne do formy podstawowej (np. „Czasem pijemy herbatę tak, jak to robią Afowie”; tak jak elfowie w powieści J. R. Tolkiena) lub – dokonując tzw. depluralizacji liczby mnogiej zapożyczenia – dodawać polskie końcówki do obcej formy w liczbie mnogiej (np. „Czasem pijemy herbatę tak, jak to robią Afsi lub Afsy”; tak jak komandosi). Także i o tych formach nie powiem, że brzmią dobrze. Ich jedyną zaletą jest to, że są konsekwentnie zaadaptowane na poziomie fleksyjnym.
Osobna uwaga tyczy się używania w funkcjach stylizacyjnych czasowników. Czyni się to niezwykle rzadko, ponieważ kiedy nie wiemy, co znaczą, możemy nie zrozumieć całego zdania, por. „Robimy to tylko po to, by charf Afs [...]” (a dlaczego nie charfować tak jak szafować?).
Zrozumienie treści będzie tym bardziej trudne, że znaczenia poszczególnych słów będą objaśniane w słowniczku na końcu książki zamiast pojawiać się w przypisach słownikowych u dołu strony, kiedy po raz pierwszy wystąpią w tekście głównym powieści. Przepraszam za ten nieco przewrotny komentarz, ale dodawanie polskich końcówek do egzotyzmów, jakimi są wyrazy z języków afrykańskich, przypomina mi nieco język Polonii, nazywany żartobliwie ponglish, por. „Drajwnij mojego kara na kornerze naszej strity”.
Poza wszystkim należy stwierdzić, iż normy ortograficzne zalecają pisownię małą literą deprecjonujących bądź lekceważących nazw członków narodowości lub ras, por. angol, negr, a więc i af(s).
Adam Wolański
Adam Wolański
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego