Typ tekstu: Książka
Autor: Krzysztoń Jerzy
Tytuł: Obłęd
Rok: 1983
wyrażało moją pogardę nie dla niego, oczywiście, tylko dla prześladowników i haniebnych metod, jakimi się posługiwali.
I mój krewki temperament kazałby mi to niechybnie uczynić.
Lecz refleks, wykształcony w przeróżnych tarapatach, powstrzymał mnie w ostatniej chwili przed taką karygodną chętką.
Nie tylko siebie bym zdekonspirował, lecz naraziłbym, co gorsza, tego Bogu ducha winnego człowieka na usunięcie stąd albo i zlikwidowanie.
Więc pochyliłem się i pocałowałem podaną mi rękę.
I w tym momencie, gdy ujrzałem piegi na skórze, nie wiem dlaczego, przypomniał mi się ojciec, którego nigdy w rękę nie całowałem, bo zarzucił ten obyczaj wobec mnie, choć sam całował chłopską rękę dziadka Antoniego
wyrażało moją pogardę nie dla niego, oczywiście, tylko dla &lt;orig&gt;prześladowników&lt;/&gt; i haniebnych metod, jakimi się posługiwali.<br>I mój krewki temperament kazałby mi to niechybnie uczynić.<br>Lecz refleks, wykształcony w przeróżnych tarapatach, powstrzymał mnie w ostatniej chwili przed taką karygodną chętką.<br>Nie tylko siebie bym zdekonspirował, lecz naraziłbym, co gorsza, tego Bogu ducha winnego człowieka na usunięcie stąd albo i zlikwidowanie.<br>Więc pochyliłem się i pocałowałem podaną mi rękę.<br>I w tym momencie, gdy ujrzałem piegi na skórze, nie wiem dlaczego, przypomniał mi się ojciec, którego nigdy w rękę nie całowałem, bo zarzucił ten obyczaj wobec mnie, choć sam całował chłopską rękę dziadka Antoniego
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego