Typ tekstu: Książka
Autor: Krzysztoń Jerzy
Tytuł: Obłęd
Rok: 1983
trzeciej szkole, a ten krąży, krąży, i ryczy, aż cała nasza karmazynowa komnata wibruje: "Zacznijcie, wargi, nasze chwalić Pannę Świętą... Zacznijcie opowiadać część jej niepojętą..."
Spoglądam na Dziadka, który zachowuje kamienny spokój, nie wiem czy to tolerancja rozumnego męża stanu, czy też całkowite désintéressement, ale ja tych pień nie wytrzymuję.
Okrutna pamięć podsuwa mi wspomnienie jutrzni w Tyńcu, hymnów gregoriańskich na męskie przepiękne głosy dwunastu ojców benedyktynów - i robi mi się słabo.
Zatykam uszy, ale to daremne.
Wszystko wibruje tym nieznośnym beczeniem.
Cała różnica, że nikt tu kornie nie chyli głów i nikt z nim razem nie zawodzi.
Ale on sam
trzeciej szkole, a ten krąży, krąży, i ryczy, aż cała nasza karmazynowa komnata wibruje: "Zacznijcie, wargi, nasze chwalić Pannę Świętą... Zacznijcie opowiadać część jej niepojętą..."<br>Spoglądam na Dziadka, który zachowuje kamienny spokój, nie wiem czy to tolerancja rozumnego męża stanu, czy też całkowite désintéressement, ale ja tych pień nie wytrzymuję.<br>&lt;page nr=112&gt; Okrutna pamięć podsuwa mi wspomnienie jutrzni w Tyńcu, hymnów gregoriańskich na męskie przepiękne głosy dwunastu ojców benedyktynów - i robi mi się słabo.<br>Zatykam uszy, ale to daremne.<br>Wszystko wibruje tym nieznośnym beczeniem.<br>Cała różnica, że nikt tu kornie nie chyli głów i nikt z nim razem nie zawodzi.<br>Ale on sam
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego