Typ tekstu: Książka
Autor: Andrzej Czcibor-Piotrowski
Tytuł: Cud w Esfahanie
Rok: 2001
nas do sypialni, kiwają głowami, patrząc na nas: nie poznają nas, to już nie ci sami chłopcy, choć nadal nadzy i ostrzyżeni do skóry, i szepczą z niedowierzaniem:
- Ach, ci Polacy!...
a ci Polacy chwytają niecierpliwymi rękoma leżącą na łóżkach odzież: bieliznę, skarpetki, jasne - chyba lniane - ubrania, zamszowe, szare cięte ażurowo letnie półbuciki, lekkie i przewiewne, a nawet chusteczki do nosa...
pospiesznie wciągamy to wszystko na siebie, pomagamy sobie nawzajem, pytamy, czy dobrze leży, i choć nie ma tu lustra, wiemy na pewno, że teraz wyglądamy już naprawdę schludnie i przyzwoicie,
i parami, ja oczywiście z Albinem, idziemy znów do refektarza
nas do sypialni, kiwają głowami, patrząc na nas: nie poznają nas, to już nie ci sami chłopcy, choć nadal nadzy i ostrzyżeni do skóry, i szepczą z niedowierzaniem:<br>- Ach, ci Polacy!...<br>a ci Polacy chwytają niecierpliwymi rękoma leżącą na łóżkach odzież: bieliznę, skarpetki, jasne - chyba lniane - ubrania, zamszowe, szare cięte ażurowo letnie półbuciki, lekkie i przewiewne, a nawet chusteczki do nosa...<br>pospiesznie wciągamy to wszystko na siebie, pomagamy sobie nawzajem, pytamy, czy dobrze leży, i choć nie ma tu lustra, wiemy na pewno, że teraz wyglądamy już naprawdę schludnie i przyzwoicie,<br>i parami, ja oczywiście z Albinem, idziemy znów do refektarza
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego