Typ tekstu: Książka
Autor: Krzysztoń Jerzy
Tytuł: Obłęd
Rok: 1983
ramię, kazał szybko wstawać, iść na śniadanie.
Bałem się jego kosego spojrzenia.
Podrzuca swój mołojecki czub i świdruje człowieka na wylot.
A gada przez zaciśnięte zęby.
Jestem jeszcze jednym narowistym koniem, którego potrafi okiełznać.
Wiem o tym aż za dobrze, brak mu tylko nahajki, jaką widywałem na Zaporożu, chyba że chowa ją pod ściągniętym w pasie fartuchem.
Zerwałem się z łóżka jak sprężyna, aż odskoczył i przyczaił się natychmiast, gotów mnie poskromić, ale ja już byłem poskromiony przez drański ból rozjątrzonych pośladków, więc stęknąłem głucho i powlokłem się jak wałach niezdolny wierzgnąć kopytem.
Watażka narzucił mi na ramiona mój zielony szynel
ramię, kazał szybko wstawać, iść na śniadanie.<br>Bałem się jego kosego spojrzenia.<br>Podrzuca swój mołojecki czub i świdruje człowieka na wylot.<br>A gada przez zaciśnięte zęby.<br>Jestem jeszcze jednym narowistym koniem, którego potrafi okiełznać.<br>Wiem o tym aż za dobrze, brak mu tylko nahajki, jaką widywałem na Zaporożu, chyba że chowa ją pod ściągniętym w pasie fartuchem.<br>Zerwałem się z łóżka jak sprężyna, aż odskoczył i przyczaił się natychmiast, gotów mnie poskromić, ale ja już byłem poskromiony przez drański ból rozjątrzonych pośladków, więc stęknąłem głucho i powlokłem się jak wałach niezdolny wierzgnąć kopytem.<br>Watażka narzucił mi na ramiona mój zielony szynel
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego