Typ tekstu: Książka
Autor: Uniłowski Zbigniew
Tytuł: Wspólny pokój
Rok wydania: 1976
Rok powstania: 1932
głowie. Cały ranek biegać i żyłować trzeba od ludzi te parę groszy, tyle tylko że się człowiek trunkiem od czasu do czasu pokrzepi, jakoś ten dzień schodzi. A zatem szesnaście czterdzieści.
- Co, niby zapłacić mam panu?
- Właśnie, tyle akurat od szanownego pana magistratowi się należy.
- Ani mi się śni, ja grosza - do ciężkiej cholery - nie mam przy sobie, a pan mi za jakieś zeszłoroczne siedzenie każe płacić. Daj pan spokój, bo to śmieszne i nudne jest zarazem.
Powiedziawszy to Dziadzia schylił się nad lustrem i począł mazać brodę spienionym mydłem. Zygmunt patrzał na staruszka wzrokiem zwiedzającego ogród zoologiczny.
- Zapłać pan, nie
głowie. Cały ranek biegać i żyłować trzeba od ludzi te parę groszy, tyle tylko że się człowiek trunkiem od czasu do czasu pokrzepi, jakoś ten dzień schodzi. A zatem szesnaście czterdzieści.<br>- Co, niby zapłacić mam panu?<br>- Właśnie, tyle akurat od szanownego pana magistratowi się należy.<br>- Ani mi się śni, ja grosza - do ciężkiej cholery - nie mam przy sobie, a pan mi za jakieś zeszłoroczne siedzenie każe płacić. Daj pan spokój, bo to śmieszne i nudne jest zarazem.<br>Powiedziawszy to Dziadzia schylił się nad lustrem i począł mazać brodę spienionym mydłem. &lt;page nr=204&gt; Zygmunt patrzał na staruszka wzrokiem zwiedzającego ogród zoologiczny.<br>- Zapłać pan, nie
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego