Typ tekstu: Książka
Autor: Konwicki Tadeusz
Tytuł: Dziura w niebie
Rok wydania: 1995
Rok powstania: 1959
sto metrów przed furtką swego domu. - Bardzo ładnie dziś mówiłeś.
- Mogę ciebie codziennie odprowadzać - ofiarował się uskrzydlony nagle Polek.
- Pa - szepnęła i pobiegła szybko w stronę domu. Polek usiadł na twardej jak klepisko ścieżce. Usiłował zebrać rozpierzchłe myśli. Machinalnie otworzył książkę trochę drżącymi palcami. Wątła gałązka konwalii przywiędła już, zginając koliście swoją szyję obciążoną białymi kwiatkami. Westchnął, spojrzał jeszcze na rozgrzany dom Puciałłów wsparty o niebo przejrzystą kolumną dymu i ruszył w stronę osady.

11. Listonosz, pan Pieślak, kolędował jak co dzień na ulicy Młynowej. Zaszedł najpierw do Małpowskich, ale długo nie zabawił, gdyż zwykle doręczał tam pozwy sądowe i listy
sto metrów przed furtką swego domu. - Bardzo ładnie dziś mówiłeś.<br>- Mogę ciebie codziennie odprowadzać - ofiarował się uskrzydlony nagle Polek.<br>- Pa - szepnęła i pobiegła szybko w stronę domu. Polek usiadł na twardej jak klepisko ścieżce. Usiłował zebrać rozpierzchłe myśli. Machinalnie otworzył książkę trochę drżącymi palcami. Wątła gałązka konwalii przywiędła już, zginając koliście swoją szyję obciążoną białymi kwiatkami. Westchnął, spojrzał jeszcze na rozgrzany dom Puciałłów wsparty o niebo przejrzystą kolumną dymu i ruszył w stronę osady.<br><br> 11. Listonosz, pan Pieślak, kolędował jak co dzień na ulicy Młynowej. Zaszedł najpierw do Małpowskich, ale długo nie zabawił, gdyż zwykle doręczał tam pozwy sądowe i listy
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego