Typ tekstu: Książka
Autor: Krzysztoń Jerzy
Tytuł: Wielbłąd na stepie
Rok wydania: 1996
Rok powstania: 1978
wcale. Nad horyzontem wypierzyły się obłoczki. W trawach świerszczy świerszczenie. W dali nagrzane powietrze drgające nad stepem. I wonie ziół.


Mariuszek, zadowolony i roześmiany, zaczął podśpiewywać otrzepując z piasku pięty:


- "Piszły diwky na hryby... Da złowyły zajcia... Położyły na peniok... Wodrubały jajcia..."
- Mariuszek! Co ty śpiewasz?!
- Wasyl mnie nauczył. On kurzy machorkę. Powiedział, że nam da.
- Da machorki?
- Jak my mu damy ten widelec pani Ziuty.
- Po co mu widelec?
- A bo ja wiem.
- Ten srebrny, z monogramem? To pamiątka z Grodna.
- E, mogła zgubić w drodze, nie? Byle gdzie mógł się zapodziać, co?
- Hm... A ile daje?
- Paczkę.
- Mało. Dwie
wcale. Nad horyzontem wypierzyły się obłoczki. W trawach świerszczy świerszczenie. W dali nagrzane powietrze drgające nad stepem. I wonie ziół.<br><br><br>Mariuszek, zadowolony i roześmiany, zaczął podśpiewywać otrzepując z piasku pięty:<br><br><br>- "&lt;foreign&gt;Piszły diwky na hryby... Da złowyły zajcia... Położyły na peniok... Wodrubały jajcia...&lt;/&gt;"<br>- Mariuszek! Co ty śpiewasz?!<br>- Wasyl mnie nauczył. On kurzy machorkę. Powiedział, że nam da.<br>- Da machorki?<br>- Jak my mu damy ten widelec pani Ziuty.<br>- Po co mu widelec?<br>- A bo ja wiem.<br>- Ten srebrny, z monogramem? To pamiątka z Grodna.<br>- E, mogła zgubić w drodze, nie? Byle gdzie mógł się zapodziać, co?<br>- Hm... A ile daje?<br>- Paczkę.<br>- Mało. Dwie
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego