Typ tekstu: Książka
Autor: Krzysztoń Jerzy
Tytuł: Wielbłąd na stepie
Rok wydania: 1996
Rok powstania: 1978
motyka, że sam z trudem ją podnosił. Na ulicy uzbeckie urwisy wołały za nim: Urus! Urus!
- Nie jestem żaden Urus! Polak jestem! Jok Urus!
- Urus! Urus!
- Jok! Jok! - wołał. - Nie! Nie!
- Urus!
Później się przekonał, że kto by tam odróżniał Polaka od Rosjanina, dla nich każdy Europejczyk był "Urus" i kwita. Dopraszał się matki, aby mu kupiła tiubietejkę, tak mu się spodobała ta uzbecka czapeczka, przykręcił do niej wojskowego orzełka, którego wycyganił od pewnego kaprala, i był bardzo dumny. Stary Tadżi wymykając się któregoś targowego dnia do czajchany wziął go ze sobą. Siedzieli z podwiniętymi nogami na dywanach i popijali zieloną
motyka, że sam z trudem ją podnosił. Na ulicy uzbeckie urwisy wołały za nim: Urus! Urus!<br>- Nie jestem żaden Urus! Polak jestem! Jok Urus!<br>- Urus! Urus!<br>- Jok! Jok! - wołał. - Nie! Nie!<br>- Urus!<br>Później się przekonał, że kto by tam odróżniał Polaka od Rosjanina, dla nich każdy Europejczyk był "Urus" i kwita. Dopraszał się matki, aby mu kupiła &lt;orig&gt;tiubietejkę&lt;/&gt;, tak mu się spodobała ta uzbecka czapeczka, przykręcił do niej wojskowego orzełka, którego wycyganił od pewnego kaprala, i był bardzo dumny. Stary Tadżi wymykając się któregoś targowego dnia do &lt;orig&gt;czajchany&lt;/&gt; wziął go ze sobą. Siedzieli z podwiniętymi nogami na dywanach i popijali zieloną
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego