Typ tekstu: Książka
Autor: Dymny Wiesław
Tytuł: Opowiadania zwykłe
Rok wydania: 1997
Rok powstania: 1963
dolinie Brennej spotykaliśmy co
kilka kroków procesje różnej wielkości i długości. Wszystkie szły w
kierunku na Biry, śpiewając co jedna to głośniej i oryginalniej. Na
czele każdej kroczył najgrubszy z całej parafii i śpiewał, jak głodny
baran, pieśni smutne i niemelodyjne, bo kościelne. Niektóre procesje
posiadały własne orkiestry dęte. Było na co patrzeć. Na przykład idzie
taki z trąbą wielkości krowy i co pięć minut pierdnie sobie na niej, i
to ma być muzyka. Idzie, niesie tę trąbę i świata bożego nie widzi. Nie
widzi, że tuż przed nim dół na drodze. Wszyscy go omijają, a on nic nie
widzi, więc drzyst
dolinie Brennej spotykaliśmy co<br>kilka kroków procesje różnej wielkości i długości. Wszystkie szły w<br>kierunku na Biry, śpiewając co jedna to głośniej i oryginalniej. Na<br>czele każdej kroczył najgrubszy z całej parafii i śpiewał, jak głodny<br>baran, pieśni smutne i niemelodyjne, bo kościelne. Niektóre procesje<br>posiadały własne orkiestry dęte. Było na co patrzeć. Na przykład idzie<br>taki z trąbą wielkości krowy i co pięć minut pierdnie sobie na niej, i<br>to ma być muzyka. Idzie, niesie tę trąbę i świata bożego nie widzi. Nie<br>widzi, że tuż przed nim dół na drodze. Wszyscy go omijają, a on nic nie<br>widzi, więc &lt;orig&gt;drzyst
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego