Typ tekstu: Książka
Autor: Nienacki Zbigniew
Tytuł: Księga strachów
Rok wydania: 1987
Rok powstania: 1967
jadł jajecznicy, lecz boczek! - zawołał chłopiec. Oko Kuryłły błysnęło radośnie.
- A więc on jadł boczek? To dobrze. To bardzo dobrze. Bo już mi się zdawało...
Nie mieliśmy czasu słuchać jego wynurzeń. Tell ruszył ścieżką, a ja podreptałem za nim, nasz prezes zaś skierował się do obozu.
Nie uszliśmy daleko. Z nieprzeniknionego cienia drzew wyłonił się żałobny kondukt. Na przedzie kroczył Sokole Oko, na wyciągniętych rękach niosąc martwego Sebastiana, a za nim szła płacząca Kasia .
Zamykał kondukt pochlipujący Wiewiórka, który ronił łzy nie bacząc, że powinien zachować się jak dorosły mężczyzna.
Objąłem. dziewczynkę ramieniem, starając się dodać jej otuchy. I tak powróciliśmy
jadł jajecznicy, lecz boczek! - zawołał chłopiec. Oko Kuryłły błysnęło radośnie.<br>- A więc on jadł boczek? To dobrze. To bardzo dobrze. Bo już mi się zdawało...<br>Nie mieliśmy czasu słuchać jego wynurzeń. Tell ruszył ścieżką, a ja podreptałem za nim, nasz prezes zaś skierował się do obozu.<br>Nie uszliśmy daleko. Z nieprzeniknionego cienia drzew wyłonił się żałobny kondukt. Na przedzie kroczył Sokole Oko, na wyciągniętych rękach niosąc martwego Sebastiana, a za nim szła płacząca Kasia &lt;page nr=130&gt;.<br> Zamykał kondukt pochlipujący Wiewiórka, który ronił łzy nie bacząc, że powinien zachować się jak dorosły mężczyzna.<br>Objąłem. dziewczynkę ramieniem, starając się dodać jej otuchy. I tak powróciliśmy
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego