Typ tekstu: Książka
Autor: Czeszko Bohdan
Tytuł: Pokolenie
Rok wydania: 1974
Rok powstania: 1951
słów z wysokim robotnikiem, smarującym maszynę, wyciągnął z kąta kanciasty kosz z dykty i bez pośpiechu wygarniał szuflą trociny.
- Czego się gapisz? Jazda do roboty! - Majster wysunął głowę ze swej budki i patrzył gniewnie maleńkimi oczkami.
Twarz jego, cała w tłustych gruzełkach, skurczona była niecierpliwie.
Szymczyk okazał się czyściutkim grubaskiem, odzianym w nieskazitelny, zielonego koloru fartuch. Na jego perkatym nosie świeciły szkła okularów. "Tatuś taki... wujcio" - myślał o nim prawie z rozczuleniem Jurek.
To wy jesteście Szymczyk? Majster mnie przysyła, mam wam pomagać.
- Jaki wy? Co za wy? Odkąd to ja u ciebie świnie pasę, pętaku?
- Przepraszam pana.
Tak oto z
słów z wysokim robotnikiem, smarującym maszynę, wyciągnął z kąta kanciasty kosz z dykty i bez pośpiechu wygarniał szuflą trociny.<br>- Czego się gapisz? Jazda do roboty! - Majster wysunął głowę ze swej budki i patrzył gniewnie maleńkimi oczkami.<br>Twarz jego, cała w tłustych gruzełkach, skurczona była niecierpliwie.<br>Szymczyk okazał się czyściutkim grubaskiem, odzianym w nieskazitelny, zielonego koloru fartuch. Na jego perkatym nosie świeciły szkła okularów. "Tatuś taki... wujcio" - myślał o nim prawie z rozczuleniem Jurek.<br>To wy jesteście Szymczyk? Majster mnie przysyła, mam wam pomagać.<br>- Jaki wy? Co za wy? Odkąd to ja u ciebie świnie pasę, pętaku?<br>- Przepraszam pana.<br>Tak oto z
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego