Typ tekstu: Książka
Autor: Parandowski Jan
Tytuł: Niebo w płomieniach
Rok wydania: 1988
Rok powstania: 1947
smakowała
mu również kawa, chociaż było w niej więcej zboża i cykorii niż prawdziwej kawy,
której pani Grodzicka dodawała tylko dla zapachu. Sama ledwo ugryzła kawałek
kajzerki i zebrała łyżeczką kożuszek, zostawiając swą szklankę nie dopitą. Źle
spała tej nocy, nie mogąc pozbyć się myśli o aeroplanie, który wczoraj z okrutnym
łoskotem przemknął nad jej głową, gdy wychodziła z katedry po nieszporach.
Na mieście mówiono, że to aeroplan rosyjski, że nadleciał od strony Zamarstynowa.
Ktoś opowiadał, że lecąc nad ulicą Św. Mikołaja zapalił reflektory. Najwięcej
jednak zaniepokoiło ją zdanie jakiegoś oficera: "To już nie pierwszy raz. Oni
tędy wciąż przelatują, oglądają
smakowała <br>mu również kawa, chociaż było w niej więcej zboża i cykorii niż prawdziwej kawy, <br>której pani Grodzicka dodawała tylko dla zapachu. Sama ledwo ugryzła kawałek <br>kajzerki i zebrała łyżeczką kożuszek, zostawiając swą szklankę nie dopitą. Źle <br>spała tej nocy, nie mogąc pozbyć się myśli o aeroplanie, który wczoraj z okrutnym <br>łoskotem przemknął nad jej głową, gdy wychodziła z katedry po nieszporach. <br>Na mieście mówiono, że to aeroplan rosyjski, że nadleciał od strony Zamarstynowa. <br>Ktoś opowiadał, że lecąc nad ulicą Św. Mikołaja zapalił reflektory. Najwięcej <br>jednak zaniepokoiło ją zdanie jakiegoś oficera: "To już nie pierwszy raz. Oni <br>tędy wciąż przelatują, oglądają
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego