Typ tekstu: Prasa
Tytuł: Tygodnik Podhalański
Nr: 31
Miejsce wydania: Zakopane
Rok: 1999
Nie wiedzieliśmy, czy jechać, czy wracać. Jedno i drugie było dla nas koszmarem. Po pięciu minutach przepychanek w szczelnie zamkniętych autach (dobrze, że mieliśmy klimatyzację) udało się nam zaparkować. Moi znajomi, którzy, którzy jak pisałam, są profesjonalistami, "postawili oczy w słup", jak zobaczyli warunki, w jakich sprzedają i pracują handlowcy spod wiaduktu. Próbowałam im wytłumaczyć, że to prowizorka, że to dzień targowy. Oni zaś zaczęli stawiać masę pytań - kto się u nas godzi na handel w takich miejscach, kto tu kupuje, kto tu chce sprzedawać i pracować. Czy u nas działa w ogóle komisja sanitarna. Nie umiałam na tak proste pytania
Nie wiedzieliśmy, czy jechać, czy wracać. Jedno i drugie było dla nas koszmarem. Po pięciu minutach <orig>przepychanek</> w szczelnie zamkniętych autach (dobrze, że mieliśmy klimatyzację) udało się nam zaparkować. Moi znajomi, którzy, którzy jak pisałam, są profesjonalistami, "postawili oczy w słup", jak zobaczyli warunki, w jakich sprzedają i pracują handlowcy spod wiaduktu. Próbowałam im wytłumaczyć, że to prowizorka, że to dzień targowy. Oni zaś zaczęli stawiać masę pytań - kto się u nas godzi na handel w takich miejscach, kto tu kupuje, kto tu chce sprzedawać i pracować. Czy u nas działa w ogóle komisja sanitarna. Nie umiałam na tak proste pytania
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego