Typ tekstu: Książka
Autor: Marek Krajewski
Tytuł: Koniec świata w Breslau
Rok: 2003
podwórko i zbliżył się do Mocka.
- Puścić go? - zapytał.
- Tak, nie musisz go śledzić. Będzie go śledziło własne sumienie.
Wirth dał Zupitzy odpowiedni znak.

Wrocław, poniedziałek 9 grudnia,
godzina siódma rano
Przez sobotę i pół niedzieli padał śnieg. Miasto spowite było lekkim, tłumiącym wszystko całunem. Zamiast stukania kopyt dorożkarskich szkap wrocławianie słyszeli lekki szmer sunących po ulicach sań, zamiast stukania po trotuarach damskich pantofli - skrzypienie śniegu, zamiast chlupotu brudnej wody - suchy trzask mrozu. Szyby pokryły się lodowym kwieciem, kominy buchały kopciem, łyżwiarze ścigali się na sadzawce koło budynku Regencji Śląskiej, służące czyściły śniegiem dywany, a furmani wydzielali gorzelnianą woń. Po południu
podwórko i zbliżył się do Mocka.<br>- Puścić go? - zapytał.<br>- Tak, nie musisz go śledzić. Będzie go śledziło własne sumienie.<br>Wirth dał Zupitzy odpowiedni znak. <br><br>Wrocław, poniedziałek 9 grudnia, <br>godzina siódma rano<br>Przez sobotę i pół niedzieli padał śnieg. Miasto spowite było lekkim, tłumiącym wszystko całunem. Zamiast stukania kopyt dorożkarskich szkap wrocławianie słyszeli lekki szmer sunących po ulicach sań, zamiast stukania po trotuarach damskich pantofli - skrzypienie śniegu, zamiast chlupotu brudnej wody - suchy trzask mrozu. Szyby pokryły się lodowym kwieciem, kominy buchały kopciem, łyżwiarze ścigali się na sadzawce koło budynku Regencji Śląskiej, służące czyściły śniegiem dywany, a furmani wydzielali gorzelnianą woń. Po południu
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego