Typ tekstu: Książka
Autor: Żurakowska Zofia
Tytuł: Jutro niedziela
Rok wydania: 1995
Rok powstania: 1928
chory, mój szac, mój brylant, mój wnuk...
To jedno wychodziło przez bezzębne, bezbarwne usta
W końcu to się dało z tych łez wyrozumieć, że jej wnuk, jej Dawid, jest chory i że to on jest właścicielem kamienia. Jeśli zechce go sprzedać paniczowi - to dobrze; ale ona mu go nie odbierze, za żadne pieniądze nie odbierze.
- To... to... czy mogę go zobaczyć i spytać? - zdołał wypowiedzieć Hubert, choć już od chwili, kiedy wjechali w tę nieszczęsną dzielnicę miasteczka, czuł, że każde wypowiedziane słowo sprawia mu trudność.
Wiodła ich przez kręty i ciemny jak noc korytarz, powierzywszy ich wózek i konia jednemu z licznych oberwańców
chory, mój &lt;orig&gt;szac&lt;/&gt;, mój brylant, mój wnuk... <br>To jedno wychodziło przez bezzębne, bezbarwne usta <br>W końcu to się dało z tych łez wyrozumieć, że jej wnuk, jej Dawid, jest chory i że to on jest właścicielem kamienia. Jeśli zechce go sprzedać paniczowi - to dobrze; ale ona mu go nie odbierze, za żadne pieniądze nie odbierze. <br>- To... to... czy mogę go zobaczyć i spytać? - zdołał wypowiedzieć Hubert, choć już od chwili, kiedy wjechali w tę nieszczęsną dzielnicę miasteczka, czuł, że każde wypowiedziane słowo sprawia mu trudność. <br>Wiodła ich przez kręty i ciemny jak noc korytarz, powierzywszy ich wózek i konia jednemu z licznych oberwańców
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego