Typ tekstu: Książka
Autor: Kowalewski Włodzimierz
Tytuł: Powrót do Breitenheide
Rok wydania: 1998
Rok powstania: 1997
jaki, panie? - łypnął oczami podejrzliwie gospodarz. - Ludziska zawsze wymyślą... To przez to sanatorium w lesie. Takie samo jak w Nieden, tylko że kawał ziemi przy nim ogrodzony i wacha pilnuje. Ja sobie myślę, że to urzędnicy najjaśniejszego pana przyjeżdżają, żeby mieć zupełny spokój. Albo i on sam, jak mu się zachce z młódkami pofolgować. Stąd i te zakryte powozy, straże. A ludzie, wiadomo...
Do gospody weszło czterech mężczyzn, dobrze już pijanych i hałaśliwych. Usiedli w rogu, zażądali kiełbasy, mocnej śliwowicy i piwa.
- Brunnenbauern, kopacze studzien - szepnął gospodarz. - Nie wiadomo skąd. Jeżdżą całe lato za robotą po okolicy.
- Hej, Schulze, a co
jaki, panie? - łypnął oczami podejrzliwie gospodarz. - Ludziska zawsze wymyślą... To przez to sanatorium w lesie. Takie samo jak w &lt;name type="place"&gt;Nieden&lt;/&gt;, tylko że kawał ziemi przy nim ogrodzony i wacha pilnuje. Ja sobie myślę, że to urzędnicy najjaśniejszego pana przyjeżdżają, żeby mieć zupełny spokój. Albo i on sam, jak mu się zachce z młódkami pofolgować. Stąd i te zakryte powozy, straże. A ludzie, wiadomo...<br>Do gospody weszło czterech mężczyzn, dobrze już pijanych i hałaśliwych. Usiedli w rogu, zażądali kiełbasy, mocnej śliwowicy i piwa.<br>- Brunnenbauern, kopacze studzien - szepnął gospodarz. - Nie wiadomo skąd. Jeżdżą całe lato za robotą po okolicy.<br>- Hej, Schulze, a co
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego