Typ tekstu: Książka
Autor: Andrzej Czcibor-Piotrowski
Tytuł: Cud w Esfahanie
Rok: 2001
owoców, wkroczyliśmy między stragany, na których piętrzyły się przede wszystkim pomarańcze, niebosiężne pryzmy tych owoców, a przekupnie zachęcali nas, przekrzykując się wzajemnie, po angielsku:
- Buy oranges, please! Fresh, sweet oranges! Very cheep! Very cheep, indeed!
i zatrzymaliśmy się, i wybieraliśmy najdorodniejsze spośród dorodnych kul, które tak miło się kojarzyły, gdy zamykało się na nich dłoń, wzięliśmy tyle, ile zmieściło się nam w kieszeniach i w wielkich łapach Felka, a ja sięgnąłem po drobne monety: pomarańcze rzeczywiście okazały się tanie, bardzo tanie, sprzedawcy nie kłamali, chyba dziesięć za piastra, podczas gdy pakowane, każdy w oddzielną bibułkę, ziemniaki kosztowały ponoć dziesięć razy drożej,
i
owoców, wkroczyliśmy między stragany, na których piętrzyły się przede wszystkim pomarańcze, niebosiężne pryzmy tych owoców, a przekupnie zachęcali nas, przekrzykując się wzajemnie, po angielsku:<br>- Buy oranges, please! Fresh, sweet oranges! Very cheep! Very cheep, indeed!<br>i zatrzymaliśmy się, i wybieraliśmy najdorodniejsze spośród dorodnych kul, które tak miło się kojarzyły, gdy zamykało się na nich dłoń, wzięliśmy tyle, ile zmieściło się nam w kieszeniach i w wielkich łapach Felka, a ja sięgnąłem po drobne monety: pomarańcze rzeczywiście okazały się tanie, bardzo tanie, sprzedawcy nie kłamali, chyba dziesięć za piastra, podczas gdy pakowane, każdy w oddzielną bibułkę, ziemniaki kosztowały ponoć dziesięć razy drożej,<br>i
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego