Wprowadzanie nowych słów; uchodźca

 
Wprowadzanie nowych słów; uchodźca
31.03.2017
Jestem w trakcie przygotowywania dyplomu magisterskiego na Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie w Pracowni Działań Przestrzennych u prof. Mirosława Bałki. W ramach mojego projektu dyplomowego chciałabym wspólnie z uchodźcami wykreować nowe słowo, które mogłoby stworzyć pozytywną alternatywę do określenia danej grupy i podjąć próbę wprowadzenia go do języka. Podczas wielu rozmów z uchodźcami przekonałam się, że w ich rozumieniu termin uchodźca jest stygmatyzujący.
W swoich poszukiwaniach odnoszę się m.in. do tekstu Hanny Arendt o potrzebie zastępczego nazewnictwa (przytacza w tekście newcomers). Drugą, niemniej ważną dla mnie inspiracją jest bajka „Przygody kapitana Załganowa’’ autorstwa Niekrasowa, z której wywodzi się powszechnie znany na terenach rosyjskojęzycznych wyraz „Jak nazwiesz statek, tak on i popłynie’’.
W związku z powyższym mam zapytanie odnośnie zasad wprowadzania w oficjalny obieg nowego słownictwa – do kogo się zwraca i jakie warunki są wymagane do tego.
Szanowna Pani,
rzeczywiście, pewna część użytkowników języka używa słowa uchodźca z nacechowaniem negatywnym (o czym się ze smutkiem przekonałam, prowadząc pracę magisterską o wyrazie uchodźca pisaną przez ubiegłoroczną absolwentkę Wydziału Polonistyki UW, panią Katarzynę Kucharską). Mimo że chcielibyśmy, by ludzie, których sytuacja zmusiła do opuszczenia ich kraju, byli postrzegani jak ludzie właśnie, a nie jak elementy masy, która napływa, wylewa się, zagraża itd. (z takimi konotacjami jest używany – przez pewną część społeczeństwa – wyraz uchodźca), to nie zmienimy tego wprowadzeniem nowego słowa. Istnieje obawa, że nowe słowo, które będzie się odnosiło do odbieranego negatywnie zjawiska, z czasem także będzie nośnikiem krzywdzących ocen i emocji. Tak się stało na przykład ze słowem gej, które zaczęło być używane (około 30 lat temu) jako neutralny zamiennik wyrazu pedał, silnie nacechowanego. Współcześnie gej coraz częściej (lecz nie zawsze) funkcjonuje jako wyzwisko, niesie negatywne konotacje, a nawet posłużył do utworzenia bardzo ekspresywnego rzeczownika gejoza ‘coś bardzo złego, bardzo źle ocenianego’).
Jeśli w języku pojawi się spontanicznie jakieś słowo, to o tym, jaką niesie wartość ekspresywną, decydują jego użytkownicy – to bowiem w żywym języku kształtują się znaczenia i nacechowania wyrazów. Nie ma przeszkód, by w jakimś środowisku używać wyrazu utworzonego przez członków tego środowiska – tak właśnie rozwija się język. Ale słów do języka nie wprowadza się odgórnie – nie robi tego żadna instytucja (wyjątkiem były kiedyś komisje terminologiczne działające przy niektórych stowarzyszeniach naukowych, które zalecają stosowanie ustalonych terminów; ta praktyka jednak, o ile mi wiadomo, została porzucona). Wyrazy bowiem pojawiają się w języku spontanicznie, są „wprowadzane” przez użytkowników, a o tym, czy się przyjmą, także decydują właśnie użytkownicy.
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego