Typ tekstu: Prasa
Tytuł: Cosmopolitan
Nr: 12(32)
Miejsce wydania: Warszawa
Rok: 1999
szczyt bezguścia, jakiegoś pluszowego stworka ze szpiczastymi uszami.
- Da a lo ju taj - powiedział do mnie i zamrugał oczami.
- Co to jest? - wykrztusiłem.
- To jest Furby - odpowiedziałaś chłodno patrząc mi prosto oczy. - I nie jest bazarowym badziewiem, lecz markowym towarem.
- To jest porcelanowa figurka z Desy, która będzie stała na twojej nowej, stylowej komódce, komódkę przywiozą jutro, wybieraj, on... - wskazałem na Furby'ego - albo ja.
- Ka mej mej ju naj - oznajmił Furby.
- Co on powiedział? - spytałem.
- Powiedział... kocham cię - szepnęłaś w kołnierz płaszcza i wyszłaś chowając go za pazuchę. Dlaczego zostawiłaś wszystkie rzeczy, jakie dla ciebie upolowałem? Tak się nie robi. Daj
szczyt bezguścia, jakiegoś pluszowego stworka ze szpiczastymi uszami. <br> - Da a lo ju taj - powiedział do mnie i zamrugał oczami. <br> - Co to jest? - wykrztusiłem. <br> - To jest Furby - odpowiedziałaś chłodno patrząc mi prosto oczy. - I nie jest bazarowym &lt;orig&gt;badziewiem&lt;/&gt;, lecz markowym towarem. <br> - To jest porcelanowa figurka z Desy, która będzie stała na twojej nowej, stylowej komódce, komódkę przywiozą jutro, wybieraj, on... - wskazałem na Furby'ego - albo ja.<br> - Ka mej mej ju naj - oznajmił Furby.<br> - Co on powiedział? - spytałem.<br> - Powiedział... kocham cię - szepnęłaś w kołnierz płaszcza i wyszłaś chowając go za pazuchę. Dlaczego zostawiłaś wszystkie rzeczy, jakie dla ciebie upolowałem? Tak się nie robi. Daj
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego