Typ tekstu: Książka
Autor: Krzysztoń Jerzy
Tytuł: Obłęd
Rok: 1983
do tej sali?
- Czy nie na jedno wychodzi? - zawołałem.
- Świetnie, że jesteś!
- Wiwat! - nie zdzierżył Piotr.
- Wiwat! Na cześć pani Heleny trzykrotne... Hip-hip, hura, panowie!
Odkrzyknęliśmy zgodnie na trzy głosy.
- A czegóż wy tak wiwatujecie? - zaśmiała się.
- A propos wyżerki? - postawiła obie siatki na ziemi i
rozcierała dłonie, którym dokuczał ciężar.
Nie pamiętam, kiedy to spisuję, jaką miała na sobie sukienkę, ale
przyjemnie było patrzeć na tak czystą kobiecą sylwetkę, to pamiętam.

- Więc czemu te wiwaty? - spytała patrząc na nas spod oka.
- Są nie bez racji, madame - powiedział markiz wieloznacznym
tonem.
- Skoro tak, dziękuję - uśmiechnęła się smutno i twarz jej
do tej sali?<br> - Czy nie na jedno wychodzi? - zawołałem.<br> - Świetnie, że jesteś!<br> - Wiwat! - nie zdzierżył Piotr.<br> - Wiwat! Na cześć pani Heleny trzykrotne... Hip-hip, hura, panowie!<br> Odkrzyknęliśmy zgodnie na trzy głosy.<br> - A czegóż wy tak wiwatujecie? - zaśmiała się.<br> - A propos wyżerki? - postawiła obie siatki na ziemi i<br>rozcierała dłonie, którym dokuczał ciężar.<br> Nie pamiętam, kiedy to spisuję, jaką miała na sobie sukienkę, ale<br>przyjemnie było patrzeć na tak czystą kobiecą sylwetkę, to pamiętam.<br> &lt;page nr=254&gt;<br> - Więc czemu te wiwaty? - spytała patrząc na nas spod oka.<br> - Są nie bez racji, madame - powiedział markiz wieloznacznym<br>tonem.<br> - Skoro tak, dziękuję - uśmiechnęła się smutno i twarz jej
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego