Typ tekstu: Prasa
Tytuł: Tygodnik Podhalański
Nr: 40
Miejsce wydania: Zakopane
Rok: 1999
szmal (stąd współczucie moich przyjaciół), na kuchennym posterunku stawiając mężczyzn - toreadorów smaku. I choć Zakopane to nie Sewilla, a ja nie jestem byczkiem Fernando, byłem uczestnikiem niezłej corridy w restauracji "Litwor" w wykonaniu torreros ze stajni seniory Chechlińskiej.
Tam, gdzie się znajdowałem, było całkiem ciemno, choć słyszałem na zewnątrz gwar gawiedzi i gromkie okrzyki spragnionej krwi corrintias. Nagle poczułem obcy zapach, który podniecił mnie do walki. Wściekle uderzyłem łbem w masywną zaporę z desek, aby dostać się do mych wrogów, gdy nagle wrota się otworzyły i oślepiła mnie jasność. Bez strachu ruszyłem przed siebie, i wypadłem na zalaną słońcem arenę, ale
szmal (stąd współczucie moich przyjaciół), na kuchennym posterunku stawiając mężczyzn - toreadorów smaku. I choć Zakopane to nie Sewilla, a ja nie jestem byczkiem Fernando, byłem uczestnikiem niezłej corridy w restauracji "Litwor" w wykonaniu &lt;foreign&gt;torreros&lt;/&gt; ze stajni &lt;orig&gt;seniory&lt;/&gt; Chechlińskiej.<br>Tam, gdzie się znajdowałem, było całkiem ciemno, choć słyszałem na zewnątrz gwar gawiedzi i gromkie okrzyki spragnionej krwi &lt;foreign&gt;corrintias&lt;/&gt;. Nagle poczułem obcy zapach, który podniecił mnie do walki. Wściekle uderzyłem łbem w masywną zaporę z desek, aby dostać się do mych wrogów, gdy nagle wrota się otworzyły i oślepiła mnie jasność. Bez strachu ruszyłem przed siebie, i wypadłem na zalaną słońcem arenę, ale
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego