Typ tekstu: Książka
Autor: Gomulicki Leon
Tytuł: Odwiedziny Galileusza
Rok: 1986
las cieni zaplątanych w tiulowych zasłonach na oknach. A mimo wszystko szedłem. Szedłem z sercem tłukącym się jak ptak w klatce. Jak było z młodym werończykiem, kiedy skradał się pod balkon twierdzy Kapuletów.
Moją twierdzą był masyw stołowego kredensu, w którym na górnej środkowej półce mieszkał i czekał na mnie Galileusz.
Mając pewność, że spotkanie tak niewymiernie długo odwlekane (na ileż to lat przedłużającego się życia!) wreszcie i zaraz nastąpi, zacząłem ruchy zwalniać. Zwalniać instynktownie, jakbym wierząc wierzył niezupełnie, odciągając chwilę cudownej obietnicy spełnienia. A taka hamująca powolność pobudzała niecierpliwiąc serce, jak pobudza oszałamiający narkotyk. A i on, mój jedyny, przyjaciel
las cieni zaplątanych w tiulowych zasłonach na oknach. A mimo wszystko szedłem. Szedłem z sercem tłukącym się jak ptak w klatce. Jak było z młodym werończykiem, kiedy skradał się pod balkon twierdzy Kapuletów.<br>Moją twierdzą był masyw stołowego kredensu, w którym na górnej środkowej półce mieszkał i czekał na mnie Galileusz.<br>Mając pewność, że spotkanie tak niewymiernie długo odwlekane (na ileż to lat przedłużającego się życia!) wreszcie i zaraz nastąpi, zacząłem ruchy zwalniać. Zwalniać instynktownie, jakbym wierząc wierzył niezupełnie, odciągając chwilę cudownej obietnicy spełnienia. A taka hamująca powolność pobudzała niecierpliwiąc serce, jak pobudza oszałamiający narkotyk. A i on, mój jedyny, przyjaciel
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego