Typ tekstu: Książka
Autor: Brzechwa Jan
Tytuł: Baśnie i poematy
Lata powstania: 1945-1948
uwędzę!

Po upływie pól godziny,
Niewyraźne strojąc miny,
Z pieca wyjął lis patelnię
I do zwierząt rzekł bezczelnie:
- A to dziwna jest przygoda!
proszę, spójrzcie, sama woda!
Z takim śniegiem trudu szkoda:
Rozpuszczony, mokry, sypki -
Mogłyby w nim pływać rybki!
A mówiłem, że to nie to!
Śnieg powinien być jak beton -
Zamarznięty i w kawałkach.
Taki właśnie jest w Suwałkach,
W Augustowie, w Ostrołęce...
A to co! Umywam ręce!
Poszło całe wasze sadło,
Tyle pracy mej przepadło!
Nie nabiorę się powtórnie,
Mam was dosyć, boście durnie!

Zawstydziły się zwierzęta.
Racja! Nikt z nich nie pamiętał,
Że przed samym świtem jeszcze
Padał
uwędzę!<br><br>Po upływie pól godziny,<br>Niewyraźne strojąc miny,<br>Z pieca wyjął lis patelnię<br>I do zwierząt rzekł bezczelnie:<br>- A to dziwna jest przygoda!<br>proszę, spójrzcie, sama woda!<br>Z takim śniegiem trudu szkoda:<br>Rozpuszczony, mokry, sypki -<br>Mogłyby w nim pływać rybki!<br>A mówiłem, że to nie to!<br>Śnieg powinien być jak beton -<br>Zamarznięty i w kawałkach.<br>Taki właśnie jest w Suwałkach,<br>W Augustowie, w Ostrołęce...<br>A to co! Umywam ręce!<br>Poszło całe wasze sadło,<br>Tyle pracy mej przepadło!<br>Nie nabiorę się powtórnie,<br>Mam was dosyć, boście durnie!<br><br>Zawstydziły się zwierzęta.<br>Racja! Nikt z nich nie pamiętał,<br>Że przed samym świtem jeszcze<br>Padał
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego