Typ tekstu: Książka
Autor: Dukaj Jacek
Tytuł: W kraju niewiernych
Rok wydania: 2003
Rok powstania: 2000
sięgnąć wyciągniętym językiem kamienia. Ale on nawet nie jest wilgotny.
Chyba rzeczywiście mam gorączkę.
*
Kolejne trzy doby. Gdzie Gazma?
Katedra, ona... Boże, Boże, Boże.
Nie pełzać, podnieść się na nogi.
*
Co? Ile to już? Izmiraidy, coraz ciemniej, nawet Lévie bez przerwy przesłonięte.
Trudno mi mówić.
Pokaleczyłem sobie usta. Chyba próbowałem gryźć żywokryst.
Odprawię mszę. Ostatni raz. Tak.
*
...włączyć, bo wtedy ich spostrzegłem. Odstawiłem kielich. Mój cień od tabernakulum pada aż do śluzy. Wypełniają ławki. Ze światłem coś dziwnego. Niebo rozmazane, żadnej gwiazdy, tylko jedna sina mgła. I wielkie dziury od Izmiraid. Jakże blisko muszą być. Ale one też rozmazane, rozsmarowane po
sięgnąć wyciągniętym językiem kamienia. Ale on nawet nie jest wilgotny. <br>Chyba rzeczywiście mam gorączkę. <br>*<br>Kolejne trzy doby. Gdzie Gazma? <br>Katedra, ona... Boże, Boże, Boże. <br>Nie pełzać, podnieść się na nogi. <br>*<br>Co? Ile to już? Izmiraidy, coraz ciemniej, nawet Lévie bez przerwy przesłonięte. <br>Trudno mi mówić. <br>Pokaleczyłem sobie usta. Chyba próbowałem gryźć żywokryst. <br>Odprawię mszę. Ostatni raz. Tak. <br>*<br>...włączyć, bo wtedy ich spostrzegłem. Odstawiłem kielich. Mój cień od tabernakulum pada aż do śluzy. Wypełniają ławki. Ze światłem coś dziwnego. Niebo rozmazane, żadnej gwiazdy, tylko jedna sina mgła. I wielkie dziury od Izmiraid. Jakże blisko muszą być. Ale one też rozmazane, rozsmarowane po
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego