Typ tekstu: Książka
Autor: Dygat Stanisław
Tytuł: Jezioro Bodeńskie
Rok wydania: 1995
Rok powstania: 1946
Roullotem. Mijają minuty, wieczorny wietrzyk muska mi czoło, słońce ostatnim wysiłkiem, wspinając się na palcach, usiłuje wyjrzeć zza wzgórza. Ach, wieczór letni! Nic piękniejszego niż wieczór letni. Ciekawym, czy pozwolą grać Jance na fortepianie? Przeminą te dni niedorzeczne i spoczną w czasie, niby zasuszone liście w alkowie. Wyciągam ołówek, biorę latawiec i piszę na nim:
"Daremnie czekała dzień cały biedna Suzanne, żeby jej ukochany podszedł do niej. Zrazu przejęło ją zdumienie, potem trwoga. Wierzyć nie chciała w to, co widzi. Odrzucała precz mijające minuty, które wyjmowała ze swojego ciała, niby rozżarzone szpilki, i ostudzała nadzieją nadchodzące. To niemożliwe - szeptała sobie. - Cóż
Roullotem. Mijają minuty, wieczorny wietrzyk muska mi czoło, słońce ostatnim wysiłkiem, wspinając się na palcach, usiłuje wyjrzeć zza wzgórza. Ach, wieczór letni! Nic piękniejszego niż wieczór letni. Ciekawym, czy pozwolą grać Jance na fortepianie? Przeminą te dni niedorzeczne i spoczną w czasie, niby zasuszone liście w alkowie. Wyciągam ołówek, biorę latawiec i piszę na nim:<br>"Daremnie czekała dzień cały biedna Suzanne, żeby jej ukochany podszedł do niej. Zrazu przejęło ją zdumienie, potem trwoga. Wierzyć nie chciała w to, co widzi. Odrzucała precz mijające minuty, które wyjmowała ze swojego ciała, niby rozżarzone szpilki, i ostudzała nadzieją nadchodzące. To niemożliwe - szeptała sobie. - Cóż
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego