Typ tekstu: Prasa
Tytuł: Tygodnik Powszechny
Nr: 46
Miejsce wydania: Kraków
Rok: 1994
marynarki do wytarcia oczu, a ona nie wiedziała, co z nią zrobić, trzymała w palcach, jakby nie stała nad mogiłą, tylko na peronie dworca.
- Dziękuję wam w imieniu brata - powiedziała cicho, podnosząc chustkę do oczu, chciała jeszcze coś powiedzieć, lecz popatrzyła tylko bezradnie na ubitą ziemię i dłużej zatrzymała spojrzenie na krzyżu, po którym ściekał deszcz.
Odwróciła się, żegnając w pośpiechu i nagle zachwiała się, może poślizgnęła na mokrej glinie, ale pan Janek zdążył pochwycić ją wpół chroniąc przed upadkiem.
Burza oddalała się od cmentarza i od miasta, chociaż jeszcze deszcz nie przestawał padać i od czasu do czasu ukazywał się zygzak
marynarki do wytarcia oczu, a ona nie wiedziała, co z nią zrobić, trzymała w palcach, jakby nie stała nad mogiłą, tylko na peronie dworca.<br>- Dziękuję wam w imieniu brata - powiedziała cicho, podnosząc chustkę do oczu, chciała jeszcze coś powiedzieć, lecz popatrzyła tylko bezradnie na ubitą ziemię i dłużej zatrzymała spojrzenie na krzyżu, po którym ściekał deszcz.<br>Odwróciła się, żegnając w pośpiechu i nagle zachwiała się, może poślizgnęła na mokrej glinie, ale pan Janek zdążył pochwycić ją wpół chroniąc przed upadkiem.<br>Burza oddalała się od cmentarza i od miasta, chociaż jeszcze deszcz nie przestawał padać i od czasu do czasu ukazywał się zygzak
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego