Typ tekstu: Książka
Autor: Kruczkowski Leon
Tytuł: Kordian i cham
Rok wydania: 1979
Rok powstania: 1932
tych nieznajomych, parobskich twarzy, patrzących przed się obojętnie i z wolna poruszających żuchwami... zazdrościł im tego ciężkiego rozwalenia się na przegniłych dylach podłogi, tego stłoczenia się w ciżbie, ramieniem o ramię, plecami o plecy... tego dzierżenia nędznych tobołków na kolanach... Wspomniał rodziców - i doznał bolesnego ściśnienia w piersi I znowu ozwał się głód nieustępliwy, szarpiący ostro Musiało być już dobrze po południu, bo w izbie szarzeć zaczynało brudnym zmierzchem - gdy naraz klucz zazgżytał w zamku i drzwi otwarły się szeroko.
W rogu stanął pan komisarz Locci mając za plecami Żandarma i dwóch Kozaków.
Rekruci co najbliżsi pozrywali się na nogi.
- No, ciepło
tych nieznajomych, parobskich twarzy, patrzących przed się obojętnie i z wolna poruszających żuchwami... zazdrościł im tego ciężkiego rozwalenia się na przegniłych dylach podłogi, tego stłoczenia się w ciżbie, ramieniem o ramię, plecami o plecy... tego dzierżenia nędznych tobołków na kolanach... Wspomniał rodziców - i doznał bolesnego ściśnienia w piersi I znowu ozwał się głód nieustępliwy, szarpiący ostro Musiało być już dobrze po południu, bo w izbie szarzeć zaczynało brudnym zmierzchem - gdy naraz klucz zazgżytał w zamku i drzwi otwarły się szeroko.<br>W rogu stanął pan komisarz Locci mając za plecami Żandarma i dwóch Kozaków.<br>Rekruci co najbliżsi pozrywali się na nogi.<br>- No, ciepło
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego