Typ tekstu: Książka
Autor: Urbańczyk Andrzej
Tytuł: Dziękuję ci, Pacyfiku
Rok: 1997
ocean, ów bezmiar, o którym Polinezyjczycy mówią: moana.
Pracujemy ostro. Po dniu należnego wypoczynku cała załoga znów na stanowiskach. Tyle rzeczy do zrobienia, tyle zaległych spraw. Tyle zniszczeń, uszkodzeń. Nie mamy ani chwili do stracenia. Najważniejsze to nadrobić stratę czasu, jaka wynikła z diabelnego zaiste układu wiatrów, który przez miesiąc zagradzał nam drogę do domu. Drogę, do której, opierając się na mapach pilotowych, locjach i "Trasach oceanicznych", mieliśmy niezaprzeczalne prawo.
A więc walka z czasem, bitwa o każdą milę. Do tego szycie żagli, które furia Eola zamieniła w pobojowisko. Na szczęście nie dotyczy to żagli, których używamy przy lekkich wiatrach. Tych
ocean, ów bezmiar, o którym Polinezyjczycy mówią: moana.<br> Pracujemy ostro. Po dniu należnego wypoczynku cała załoga znów na stanowiskach. Tyle rzeczy do zrobienia, tyle zaległych spraw. Tyle zniszczeń, uszkodzeń. Nie mamy ani chwili do stracenia. Najważniejsze to nadrobić stratę czasu, jaka wynikła z diabelnego zaiste układu wiatrów, który przez miesiąc zagradzał nam drogę do domu. Drogę, do której, opierając się na mapach pilotowych, locjach i "Trasach oceanicznych", mieliśmy niezaprzeczalne prawo.<br> A więc walka z czasem, bitwa o każdą milę. Do tego szycie żagli, które furia Eola zamieniła w pobojowisko. Na szczęście nie dotyczy to żagli, których używamy przy lekkich wiatrach. Tych
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego