Typ tekstu: Książka
Autor: Zubiński Tadeusz
Tytuł: Odlot dzikich gęsi
Rok: 2001
miał zmęczone, gorące oczy, ale nie z przyczyny choroby, raczej podniecenia.
- Dzień dobry - przywitał się wreszcie Jassmont. Podał Szycowi rękę, ale patrzył ponad nim.
Szyc szybko, jakby się bał, że coś mu umknie, ściągnął rękawiczkę z taką zręcznością, jakby nic innego nie robił przez cały ranek, tylko ćwiczył wkładanie i zdejmowanie. - Dzień dobry, szczególnie dobry, widzi pan, podnosimy się, jeszcze Polska nie zginęła, chłopskie narody mają jednak niespożytą energię. Widzi pan, o, tam, gdzie stoją krowy, widziałem indyczkę, dajesz pan wiarę. Indyczkę, nie za tłustą, ale zawsze. Chyba tam, na tej furze ze srokatym wałachem. Mało tego, są śliczne angorki, nic
miał zmęczone, gorące oczy, ale nie z przyczyny choroby, raczej podniecenia. <br>- Dzień dobry - przywitał się wreszcie Jassmont. Podał Szycowi rękę, ale patrzył ponad nim.<br>Szyc szybko, jakby się bał, że coś mu umknie, ściągnął rękawiczkę z taką zręcznością, jakby nic innego nie robił przez cały ranek, tylko ćwiczył wkładanie i zdejmowanie. - Dzień dobry, szczególnie dobry, widzi pan, podnosimy się, jeszcze Polska nie zginęła, chłopskie narody mają jednak niespożytą energię. Widzi pan, o, tam, gdzie stoją krowy, widziałem indyczkę, dajesz pan wiarę. Indyczkę, nie za tłustą, ale zawsze. Chyba tam, na tej furze ze srokatym wałachem. Mało tego, są śliczne angorki, nic
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego