Typ tekstu: Książka
Autor: Zaniewski Andrzej
Tytuł: Król Tanga
Rok: 1997
talerze, serwety, kielichy... Policja niechętnie i przeważnie daremnie ugania się za złodziejami.
A wszyscy raz po raz spoglądają na niebo, wyczekując kolejnego alarmu. Marszczysz brwi i ogarnia cię strach i wstyd, bo przez chwilę bardziej boisz się tych anonimowych ludzi niż zbliżającego się zapewne nalotu.
W kilka dni później zapamiętasz bystre oczy złodzieja ściągającego obrączkę z palca kobiety zabitej wybuchem bomby.
Szła wysłonecznioną, rozjaskrawioną ulicą, pchając przed sobą głęboki wózek. Leżałeś wpatrzony w nasłonecznione, niemal białe ściany domów i cienie przepływających na tobą gałęzi. Sapałeś i plułeś z zachwytu nad rozedrganymi plamami światła.
Iw w lekkim kostiumie i granatowym kapelusiku pochylała
talerze, serwety, kielichy... Policja niechętnie i przeważnie daremnie ugania się za złodziejami.<br>A wszyscy raz po raz spoglądają na niebo, wyczekując kolejnego alarmu. Marszczysz brwi i ogarnia cię strach i wstyd, bo przez chwilę bardziej boisz się tych anonimowych ludzi niż zbliżającego się zapewne nalotu.<br> W kilka dni później zapamiętasz bystre oczy złodzieja ściągającego obrączkę z palca kobiety zabitej wybuchem bomby.<br>Szła wysłonecznioną, rozjaskrawioną ulicą, pchając przed sobą głęboki wózek. Leżałeś wpatrzony w nasłonecznione, niemal białe ściany domów i cienie przepływających na tobą gałęzi. Sapałeś i plułeś z zachwytu nad rozedrganymi plamami światła.<br>Iw w lekkim kostiumie i granatowym kapelusiku pochylała
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego