Typ tekstu: Książka
Autor: Sapkowski Andrzej
Tytuł: Wieża jaskółki
Rok: 2001
wyspiarskiej filii banku Cianfanellich. Rysowała i kreśliła, a rysunki i wykresy natychmiast trafiały do rąk rzemieślników - alchemików, złotników, szklarzy, jubilerów.
Jakiś czas wszystko szło sprawnie, potem zaczęły się kłopoty.
- Przykro mi, mościa czarodziejko - wycedził seneszal Guthlaf. - Ale jeśli nie ma, to nie ma. Daliśmy wam wszystko, co mieliśmy. Cudów i czarów robić nie umiemy! A pozwolę sobie zauważyć, że to, co leży przed wami, to są diamenty o łącznej wartości...
- Co mi po ich łącznej wartości? - parsknęła. - Ja potrzebuję jednego, ale odpowiednio dużego. Jak dużego, mistrzu?
Szlifierz kamieni jeszcze raz popatrzył na rysunek.
- Żeby wykonać taki szlif i takie fasetki? Minimum
wyspiarskiej filii banku Cianfanellich. Rysowała i kreśliła, a rysunki i wykresy natychmiast trafiały do rąk rzemieślników - alchemików, złotników, szklarzy, jubilerów. <br>Jakiś czas wszystko szło sprawnie, potem zaczęły się kłopoty.<br> - Przykro mi, mościa czarodziejko - wycedził seneszal Guthlaf. - Ale jeśli nie ma, to nie ma. Daliśmy wam wszystko, co mieliśmy. Cudów i czarów robić nie umiemy! A pozwolę sobie zauważyć, że to, co leży przed wami, to są diamenty o łącznej wartości...<br>- Co mi po ich łącznej wartości? - parsknęła. - Ja potrzebuję jednego, ale odpowiednio dużego. Jak dużego, mistrzu?<br>Szlifierz kamieni jeszcze raz popatrzył na rysunek.<br>- Żeby wykonać taki szlif i takie fasetki? Minimum
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego