Typ tekstu: Książka
Autor: Urbańczyk Andrzej
Tytuł: Dziękuję ci, Pacyfiku
Rok: 1997
producenci robią je najmarniej. Dranie i węże!
Mycie zębów. Co za radość! Przy takiej żegludze jest to istotnie mycie, a nie próby ratowania uzębienia przed wybiciem szczoteczką lub szklanką.
Stojąc na pokładzie wczuwam się w rytm kadłuba. Jak w pasacie! Pierwszy prawdziwy raz z wiatrem. Po miesiącu. Wiwat, Hawaje!
Rytm kadłuba zdaje się śpiewać, nucić, kołysać. Po makabrze tłuczenia o fale, po nieskończonych godzinach mających setki minut, w których myślisz: rozleci się na pół i co wtedy! - czuję się jak niemowlak w ramionach rodzicielki. Bezgranicznie bezpieczny, spokojny, szczęśliwy. Nieś, wietrze!
Śniadanie, i to wykwintne. Na drewnianym talerzu serwetka (niestety papierowa). Otwarta
producenci robią je najmarniej. Dranie i węże!<br> Mycie zębów. Co za radość! Przy takiej żegludze jest to istotnie mycie, a nie próby ratowania uzębienia przed wybiciem szczoteczką lub szklanką.<br> Stojąc na pokładzie wczuwam się w rytm kadłuba. Jak w pasacie! Pierwszy prawdziwy raz z wiatrem. Po miesiącu. Wiwat, Hawaje!<br> Rytm kadłuba zdaje się śpiewać, nucić, kołysać. Po makabrze tłuczenia o fale, po nieskończonych godzinach mających setki minut, w których myślisz: rozleci się na pół i co wtedy! - czuję się jak niemowlak w ramionach rodzicielki. Bezgranicznie bezpieczny, spokojny, szczęśliwy. Nieś, wietrze!<br> Śniadanie, i to wykwintne. Na drewnianym talerzu serwetka (niestety papierowa). Otwarta
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego