jak tylko pies potrafi. Pozostała mu chroma łapa brenece i paniczna reakcja na odgłos strzału, ale owe śmiertelne niemal doświadczenie nie odmieniło natury. Pozostał leśnym żulem, zbójem i kłusownikiem.<br>- Płowy nie idzie, Płowy zostaje - zapowiadała Marta wychodząc z domu. Obwisały uszy, klęsły boki, opadał łeb na przednie łapy - jasnożółte oczy przygasały ze smutku, u stóp Marty leżał najciężej skrzywdzony, najnieszczęśliwszy na świecie czworonóg. Jeszcze tylko nikły pląs ogona objawiał szczątek nadziei.<br>Z okaleczoną kończyną nie był już groźny dla wolno żyjących stworzeń, ale głośnym zachowaniem płoszył i przerażał, zwłaszcza wiosną, młode. Dopiero gdy się szło w Puszczę z Plowym, wiedziało i