Typ tekstu: Prasa
Tytuł: Tygodnik Podhalański
Nr: 32
Miejsce wydania: Zakopane
Rok: 1999
Łąki i Kościeliskiej. Niemal każdy z turystów zagląda pod gościnny dach. Zachodzą też osoby, które wybrały się tylko do Strążyskiej. Zdarzają się jednak zabawne historie. - Kiedyś dotarło tutaj towarzystwo, targające ze sobą ciężkie torby. Pytali, czy jeszcze daleko na Gubałówkę, bo idą aż z dworca w Zakopanem - opowiada Aldona Mianowicz. - Innym razem ktoś pytał o autobus. A jeden pan myślał, że na Giewoncie jest supermarket. Niektórzy sądzą, że towar zrzucają nam z helikoptera. Kiedyś przyszła tutaj elegancko ubrana pani. Na nogach miała czółenka. Jak twierdziła, szła do kościoła na Krzeptówkach. A ci zupełnie bez wyobraźni, w klapkach na nogach, najchętniej na Giewont
Łąki i Kościeliskiej. Niemal każdy z turystów zagląda pod gościnny dach. Zachodzą też osoby, które wybrały się tylko do Strążyskiej. Zdarzają się jednak zabawne historie. - Kiedyś dotarło tutaj towarzystwo, targające ze sobą ciężkie torby. Pytali, czy jeszcze daleko na Gubałówkę, bo idą aż z dworca w Zakopanem - opowiada Aldona Mianowicz. - Innym razem ktoś pytał o autobus. A jeden pan myślał, że na Giewoncie jest supermarket. Niektórzy sądzą, że towar zrzucają nam z helikoptera. Kiedyś przyszła tutaj elegancko ubrana pani. Na nogach miała czółenka. Jak twierdziła, szła do kościoła na Krzeptówkach. A ci zupełnie bez wyobraźni, w klapkach na nogach, najchętniej na Giewont
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego