Typ tekstu: Książka
Autor: Andrzejewski Jerzy
Tytuł: Popiół i diament
Rok wydania: 1995
Rok powstania: 1948
owym dębem nikła ścieżynka wiodła w głąb zarośli. Alek poszedł pierwszy, za nim Felek. Teren dość gwałtownie zbiegał w dół. Tu kończył się park i wysoko w górze, na krawędzi stromego urwiska majaczył druciany parkan. Dalej była podmiejska ulica, teraz ciemna i opustoszała. Kilka nikłych, jak gdyby w powietrzu zawieszonych światełek prześwitywało z zaciemnionych domów. Okno jednego z mieszkań musiało być otwarte, dobiegały bowiem stamtąd wyraźne dźwięki fortepianu. Ktoś jechał środkiem jezdni na rowerze. Malutkie światełko przypominało z dołu robaczka świętojańskiego.
Zarośla podchodziły pod strome urwisko. - Tędy! - szepnął Alek.
Skręcił na lewo i posuwał się w głąb z nieomylną pewnością, ostrożnie
owym dębem nikła ścieżynka wiodła w głąb zarośli. Alek poszedł pierwszy, za nim Felek. Teren dość gwałtownie zbiegał w dół. Tu kończył się park i wysoko w górze, na krawędzi stromego urwiska majaczył druciany parkan. Dalej była podmiejska ulica, teraz ciemna i opustoszała. Kilka nikłych, jak gdyby w powietrzu zawieszonych światełek prześwitywało z zaciemnionych domów. Okno jednego z mieszkań musiało być otwarte, dobiegały bowiem stamtąd wyraźne dźwięki fortepianu. Ktoś jechał środkiem jezdni na rowerze. Malutkie światełko przypominało z dołu robaczka świętojańskiego.<br>Zarośla podchodziły pod strome urwisko. - Tędy! - szepnął Alek.<br>Skręcił na lewo i posuwał się w głąb z nieomylną pewnością, ostrożnie
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego