Typ tekstu: Książka
Autor: Mariusz Sieniewicz
Tytuł: Czwarte niebo
Rok: 2003
w brzuch... Krew chlusnęła z ust...
Zasnąć, zasnąć, wystarczy... Ale konfabulacja nie chciała się skończyć. Pod zgliszczami boinga i trzewi Zygmunta małe ludziki musiały wzywać pomocy. W wątrobie wrzaski i jęki, w żołądku osuwające się żelbetonowe piętra i krzyk cichy: "Help! Help! Ajm hir!" Ktoś bez nóg czołgał się po zakrwawionym języku, jak robak po mokrym liściu. Zygmunt bał się go wypluć, choć łaskotało niemiłosiernie. Bał się, bo mógł to być przecież Owiewka, jakiś Amerykanin, Żyd, Palestyńczyk. Nadjeżdżały karetki, strażacy rozwijali węże, stacje telewizyjne rejestrowały na żywo. Nieco wyżej brodaci terroryści ulatywali do nieba, to znaczy do głowy Drzeźniaka... Precz, precz
w brzuch... Krew chlusnęła z ust...<br>Zasnąć, zasnąć, wystarczy... Ale konfabulacja nie chciała się skończyć. Pod zgliszczami boinga i trzewi Zygmunta małe ludziki musiały wzywać pomocy. W wątrobie wrzaski i jęki, w żołądku osuwające się żelbetonowe piętra i krzyk cichy: "Help! Help! Ajm hir!" Ktoś bez nóg czołgał się po zakrwawionym języku, jak robak po mokrym liściu. Zygmunt bał się go wypluć, choć łaskotało niemiłosiernie. Bał się, bo mógł to być przecież Owiewka, jakiś Amerykanin, Żyd, Palestyńczyk. Nadjeżdżały karetki, strażacy rozwijali węże, stacje telewizyjne rejestrowały na żywo. Nieco wyżej brodaci terroryści ulatywali do nieba, to znaczy do głowy Drzeźniaka... Precz, precz
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego