Julka, czyli język wojny płci

 
Julka, czyli język wojny płci
Plebiscyt na Młodzieżowe Słowo Roku jak zwykle przyciąga zorganizowane działania mające na celu wypromowanie kogoś lub czegoś. W tym roku widać dość szeroką akcję dezawuowania młodych kobiet, aktywistek obecnych w mediach społecznościowych, określanych jako „Julki”. Analogicznie do „Sebiksów”, „Januszy”, „Grażyn” i „Karyn” tworzących stereotypową, może już patologiczną, a może tylko przedstawioną w krzywym zwierciadle polską rodzinę, pojawia się dziewczyna nowoczesna aż do poziomu przerysowania.
Po czym poznać, że akcja jest zorganizowana? Oczywiście nie po częstotliwości zgłaszania danego słowa, tylko po kopiowanej z jednego źródła, powracającej definicji. W tym wypadku ta najczęściej pojawiająca się definicja brzmi (przytaczam w oryginalnej formie): „Słowo podobne do wyrażeń »Janusz« i »Grażyna«. Zwykle oznaczające młodą dziewczynę która mówi dużo, a wie mało. Często skorelowane ze skrajnie lewicowymi poglądami i regularnym przesadnym dodawaniem słów angielskich do polskiej mowy (...)”. Bez wątpienia mamy tu zatem hasło negatywne. Z jednej strony – kolejny nieprzyjemny eponim w nowej polszczyźnie, z drugiej – kolejne popularne określenie młodej kobiety po „jesieniarze”, „rzepiarze” (też pojawia się w tym roku wśród haseł zgłaszanych do plebiscytu) czy „alternatywce”, ale o zdecydowanie bardziej pejoratywnym zabarwieniu, które jasno pokazuje powyższa definicja. „Mówi za dużo, a wie za mało” – brzmi to jak męska odpowiedź na ukute przez kobiety angielskie hasło „mansplaining”, opisujące sposób, w jaki mężczyźni lubią pouczać kobiety, protekcjonalnie „objaśniając im świat”.
„Julka” to najnowszy krzyk językowej mody, o czym świadczy zarówno fakt, że w zeszłorocznej edycji plebiscytu, przy łącznej liczbie 41 tys. zgłoszeń, nie została wskazana ani razu (!), jak i to, że w społecznościowym słowniku Miejski.pl pojawiła się w październiku br. i tu również zrobiła błyskawiczną karierę. Najpierw jako „Julka z Twittera” – z odniesieniem do konkretnego serwisu, w którym owe „Julki” zidentyfikowano – a później w wyrażeniu „Julka moment”, opisującym samo wejście takiej „Julki” w środek dyskusji i wypowiadanie się na tematy, o których (definicja Miejski.pl) „nie ma pojęcia”.
Jeśli przejrzymy różne definicje, wyłoni nam się obraz „Julki” jako osoby młodej, być może nastoletniej, turboprogresywistki, liberałki, feministki, lewicującej fanki K-popu, sympatyzującej ze środowiskiem LGBT, walczącej z rasizmem i opowiadająca się za możliwością wyboru w kwestii aborcji, dla niektórych nawet ojkofobki, albo komunistki. Część określeń (choćby „liberałka” i „komunistka”) wzajemnie sobie przeczy. A to, co na pewno mają wspólnego, można zawrzeć w kilku elementach: „Julka” nie jest konserwatystką, a nawet z tymże konserwatyzmem walczy, dodatkowo jeszcze ma czelność zabierać głos w dyskusji. A już te cechy wystarczą, by zacząć źródeł popularności „Julki” – a zarazem niechęci do jej desygnatu – upatrywać w wydarzeniach, które mają miejsce w polskim pejzażu społecznym i politycznym ostatnich tygodni, czyli w protestach Strajku Kobiet.
O tym, że rzecz jest orężem walki społecznej lub wręcz politycznej świadczy także ukute w odpowiedzi na „Julkę” określenie „julkarz”. Ma ono opisywać „osobę, która nadużywa słowa »julka« lub zwrotu »julki z twittera«, zazwyczaj na dziewczynę, która zwraca tej osobie uwagę. Boi się przyznać do błędu. Julkarz wstawia ze wszystkiego posty na grupę na facebooku o nazwie »12 letnia julka z twittera się zesrała«, często ma 14 lat”. To znów oryginalny cytat definicji ze słownika Miejski.pl, którą negatywnie zaopiniowało w krótkim czasie kilkaset osób – a to wskazuje na rzadko spotykaną, nawet jak na ten serwis, intensywność emocji.
Ślad podobnego sprzeciwu widać też w niektórych definicjach „Julki” nadesłanych w ramach plebiscytu na Młodzieżowe Słowo Roku. Pojawia się w nich na przykład opinia, że „termin [Julka] zatracił swoje pierwotne, przerysowujące znaczenie i obecnie często służy kucom do dyskredytowania jakichkolwiek kobiet w dyskusji”. Mamy tu więc diagnozę dotyczącą mizoginii – i hasło „kuc”, popularne od dawna, odnoszące się z kolei do młodych mężczyzn. Kiedyś opisujące głównie fanów heavy metalu, miłośników gier fabularnych, czasem studentów kierunków technicznych lub ścisłych, najczęściej informatyki – od długich włosów zebranych w kucyk. „Mamy też pub Pod Żaglami, którego nazwa wzięła się stąd, że właściciel chciał go zrobić w klimacie szantowym, chociaż u nas żadnego większego jeziora ani rzeki nie ma. W Żaglach siedzą głównie kuce, w sensie metale, i czasami grają tam miejscowe kuc-zespoły, ale te występy nie mają zbyt wielkiego rozmachu” – opisuje swoje miasto bohater książki „Emigracja” ukrywającego się pod pseudonimem polskiego pisarza Malcolma xD.
Z czasem jednak „kuca” upolityczniono – zaczął opisywać młodego wyznawcę liberalnego konserwatyzmu kojarzonego z otoczeniem Janusza Korwin-Mikkego. Tu już chodziło zapewne bardziej o drugie z pierwotnych znaczeń „kuca” – związanego nie tyle z włosami, co zwierzęciem, które wprawdzie dorosłe, ciągle ma w sobie coś ze źrebaka. A to miało – analogicznie, zauważmy, do „Julki” – pejoratywnie oddać w języku pewną naiwność, a może nawet niedojrzałość. Skądinąd na tegorocznych manifestacjach pojawiały się hasła nawiązujące do emitowanego w serwisie YouTube serialu „Kuce z Bronksu”, polskiej parodii znanego na całym świecie „My Little Pony”, przedstawiającej niezbyt rozgarnięte, ociężałe i kaleczące polszczyznę kucyki.
Czy „Julka” jest więc spóźnioną zemstą za „kuców”? Tego się zapewne nie dowiemy, choć najpopularniejsze definicje na pewno spychają te dwa słowa do dwóch zwaśnionych obozów, a może nawet walczących okopów. Plebiscyt jako taki nie powinien brać udziału w tej walce, stąd dystans do obu terminów, szczególnie w ich upolitycznionych znaczeniach. Trudno jednak nie zauważyć, że widać w języku bardzo wyraźne ślady wojny płci, może podsycanej ideologicznie, a może wynikającej z przedefiniowania wzajemnych relacji. Świadczą o tym kolejne zgłoszenia „incela” („szowinista i nieudacznik” – to jedna z najprostszych definicji), pojawiające się słowa takie jak „kukold” („uległy, pozbawiony godności mężczyzna” – od angielskiego określenia „cuckold” opisującego mężczyznę zgadzającego się na to, by kobieta go zdradzała, a nawet czerpiącego z tego przyjemność), „simp” (mężczyzna charakteryzujący się „służalczą postawą wobec kobiet”) czy „białorycerz” (obrońca kobiet lub po prostu pantoflarz – to już spoza naszego plebiscytu, za to z łamów słownika Miejski.pl).
 
Bartek Chaciński, „Polityka”
Zapraszamy również do zapoznania się ze stanowiskiem kapituły plebiscytu na temat słowa Julka/julka
 
 
Dodano: 24.11.2020
 
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego