Typ tekstu: Książka
Autor: Mularczyk Andrzej
Tytuł: Sami swoi
Rok: 1997
się
i patrzył nieufnie spod obwisłego ronda kapelusza.
- Podszedł ja, tylko nie wiem, po co.
- A teraz rób, to co i ja robię.
Kaźmierz ściągnął z głowy maciejówkę z pękniętym daszkiem i miętosił
ją w garści. Kargul sięgnął niespiesznie po kapelusz. Trzymał go teraz
na wysokości piersi.
- Ano zdjął ja, tylko nie wiem, po co.
- Na okoliczność, że na naszą bezlitosną głupotę koniec nadszedł.
- Ano, zdałoby się, Kaźmierz - zabuczał basem Kargul i przystąpił
krok bliżej. I wtedy ujrzał, że Pawlak rzuca na ziemię swoją czapkę i
wyciąga ku niemu obie ręce.
- I płacz, Władek, nie wstydź sia, bo jak prawdziwy chłop
się<br>i patrzył nieufnie spod obwisłego ronda kapelusza.<br> - Podszedł ja, tylko nie wiem, po co.<br> - A teraz rób, to co i ja robię.<br> Kaźmierz ściągnął z głowy maciejówkę z pękniętym daszkiem i miętosił<br>ją w garści. Kargul sięgnął niespiesznie po kapelusz. Trzymał go teraz<br>na wysokości piersi.<br> - Ano zdjął ja, tylko nie wiem, po co.<br> - Na okoliczność, że na naszą bezlitosną głupotę koniec nadszedł.<br> - Ano, zdałoby się, Kaźmierz - zabuczał basem Kargul i przystąpił<br>krok bliżej. I wtedy ujrzał, że Pawlak rzuca na ziemię swoją czapkę i<br>wyciąga ku niemu obie ręce.<br> - I płacz, Władek, nie wstydź sia, bo jak prawdziwy chłop
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego