Żeńskie nazwy stanowisk i zawodów

 
Żeńskie nazwy stanowisk i zawodów
13.07.2016
Nurtuje mnie kwestia odmiany nazw stanowisk przy pisaniu CV. Czy kobieta powinna pisać: praktykantka, sprzedawczyni, asystentka, specjalistka ds. …”, czy używać form męskich? Wydaje mi się, że formy żeńskie są bardziej odpowiednie – czułabym się bardzo dziwnie, pisząc o sobie w formie męskiej. Są jednak pewne stanowiska, których nazw nie daje się za bardzo odmienić (psycholożka/pedagożka szkolna?) – czy nie będzie to przejawem niekonsekwencji, jeśli w jednym CV zestawi się je obok siebie?
Z żeńskimi nazwami zawodów i funkcji mamy wiele problemów, które wynikają bardziej z naszych przyzwyczajeń niż z natury języka. Ten bowiem stwarza nieomal nieograniczone możliwości tworzenia żeńskich odpowiedników nazw męskich: aktoraktorka, pisarzpisarka, nauczycielnauczycielka itd. Trudno mi sobie wyobrazić, by absolwentka szkoły teatralnej pisała o sobie aktor, a twórczyni powieści – pisarz. Jednak już prawdopodobne będzie to, że nauczycielka czy lekarka w piśmie oficjalnym, jakim jest CV, napisze: W latach 2000–2006 nauczyciel w szkole podstawowej / lekarz w szpitalu miejskim…. Wówczas wskaże się na stanowisko, którego nazwą jest przecież: lekarz, nauczyciel, a nie lekarka, nauczycielka ( wszystkie dokumenty posługują się nazwą męską, która ma charakter generyczny, por. do zadań lekarza należy…, a nie do zadań lekarza i lekarki należy…).
Tak więc mimo że nazwy wielu zawodów od lat mają swe żeńskie formy, nie zawsze kobiety używają ich w sytuacjach oficjalnych.
Kolejnym kłopotem jest to, że dla sporej części nazw nie utrwaliły się formy żeńskie, choć nie ma ku ich stworzeniu przeciwwskazań ze strony systemu języka. Przykładem są choćby żeńskie odpowiedniki rzeczowników profesor, minister czy premierprofesorka, ministerka, premierka (niektórzy posługują się też formami profesora, ministra, premiera, które uważam za błędnie utworzone) – część osób ich używa oficjalnie, część tylko prywatnie, a część nie stosuje ich w ogóle, której kolejna część otwarcie wypowiada się przeciwko nim. Problem jest więc nie w systemie języka, lecz w naszych przekonaniach i przyzwyczajeniach.
Wszystkie nazwy, które Pani przywołała (także pedagożka, psycholożka), są poprawnie utworzone (choć niektórzy uważają je za „niepoważne”), więc w zasadzie nic nie stoi na przeszkodzie, by ich używać. Trzeba jednak pamiętać o tym, że mogą zostać odebrane jako deklaracja poglądów feministycznych, w czym nie byłoby oczywiście nic złego, gdyby z taką intencją były używane.
Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego