• Co się robi z fundamentem?
    25.07.2017
    Czy poprawne jest połączenie założyć fundament? W słownikach występuje jedynie położyć fundament.
    Fundament łączy się z czasownikami kłaść – położyć. Zwrot założyć (zakładać) fundament nie jest uzasadniony, ponieważ czasowników założyć – zakładać używamy w odniesieniu do tego, co ma być na wierzchu czegoś (założyć czapkę) lub w środku czegoś (założyć plombę). Tymczasem fundament jest pod czymś.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Be!
    24.07.2017
    Wczoraj zacząłem się zastanawiać, skąd wzięło się mówienie dzieciom, że coś złego jest bebe. Czy ma to jakieś głębsze podłoże etymologiczne, czy po prostu tak się przyjęło ? W internecie nie znalazłem żadnych informacji oprócz wzmianki o kołnierzyku bebe, który raczej ma mały związek.

    Pozdrawiam !
    Be to wykrzyknik, którego dorośli używają w stosunku do niemowląt, by wzbudzić w nich niechęć do czegoś. Na późniejszym etapie rozwoju dzieci poznają bardziej wyrafinowane znaczeniowo i bardziej skomplikowane formalnie słowa (zły, niedobry, niesmaczny, niegrzeczny, niezdrowy, nie wolno itd.). Jest więc be sposobem wyrażenia niechęci najprostszym z możliwych, a jednocześnie naturalnym dla kilkumiesięcznego dziecka, gdyż zawiera połączenie dwuwargowej spółgłoski |b|, której wymówienie nie wymaga uruchomienia innych elementów aparatu mowy niż wargi, i samogłoski e, która w następstwie po |b| „wymawia się sama”.
    Niemowlęta (czyli dzieci, które nie nauczyły się jeszcze mówić) mają naturalną skłonność do posługiwania się sylabami (często podwojonymi), dlatego słowa, które opisują to, co w ich świecie najważniejsze, często mają właśnie taką formę: mama, baba, tata. Obecność w języku słowa be – w takiej właśnie formie – wskazuje na to, że jednym z najważniejszych elementów świata niemowlęcia są najprostsze normy moralne (wyrażane opozycją: ‘dobry’ – ‘zły’) oraz system zakazów i nakazów (‘wolno’ – ‘nie wolno’; treść ‘nie wolno’ jest często wyrażana wykrzyknikiem nunu).
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Księżna a księżniczka
    24.07.2017
    W języku polskim przyjęło nazywać się Dianę Spencer Księżną Dianą – no właśnie Księżną. Dlaczego z angielskiego słowa Princess oznaczającego Księżniczkę (i taki status posiadała w Królestwie) w języku polskim nazywa się ją Księżną (angielskie Duchess). Czy poprawną wersją nie jest przypadkiem właśnie Księżniczka Diana, lub Diana Księżniczka Walii? Zgadzały by się to z dosłownym tłumaczeniem (i hierarchią tytułów).
    Przede wszystkim – nie ma powodów, by słowa księżna, księżniczka zapisywać od wielkiej litery. Piszemy więc: księżna Diana, księżniczka Charlotte.
    W języku polskim księżna to żona księcia, księżniczka zaś to córka księcia. Dlatego Diana Spencer – małżonka księcia Karola – to księżna (podobnie jak Kate Middleton – żona księcia Williama), a np. 2-letnia Charlotte – córka księcia Williama – to księżniczka.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Urządzenia obsługi infrastruktury technicznej
    30.06.2017
    Jak należy rozumieć zapis użyty w planie zagospodarowania przestrzennego urządzenia obsługi infrastruktury technicznej? Czy jest to poprawne, czy tzw. masło maślane? Zazwyczaj jest stosowany zapis urządzenia infrastruktury technicznej.
    Bardzo proszę o wyjaśnienie.

    Serdecznie pozdrawiam

    Krzysztof
    Wydaje się, że czymś innym jest urządzenie obsługi infrastruktury technicznej, a czymś innym urządzenie infrastruktury technicznej. Pierwsza nazwa odnosi się do urządzenia, które obsługuje jakieś inne urządzenia stanowiące infrastrukturę, drugie – do urządzenia, które stanowi jej element.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Fiakier
    30.06.2017
    Czy fiakier (w Wikipedii fiakr) i dorożka, choć podobne z wyglądu, pełniły inne funkcję?
    Czy nazwanie fiakra dorożką lub dryndą to błąd?
    Fiakier, drynda i dorożka to synonimy, przy czym dorożka jest neutralna stylistycznie, drynda to słowo potoczne, a fiakier – przestarzałe. Oprócz tego fiakier oznacza też dorożkarza.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Liczba decybeli
    29.06.2017
    Czy w odniesieniu do jednostek takich jak decybele, metry, sekundy i kilogramy powinno się używać określenia liczba, czy ilość? Są one jak najbardziej policzalne, jednak mówią o mierze ciągłej.
    Ale jednak ich wartość podajemy w liczbach: 10 metrów, 300 decybeli, 25 sekund, 200 kilogramów – mówimy więc liczba decybeli / sekund itd.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • W dniu dzisiejszym
    27.06.2017
    Czy forma W dniu dzisiejszym jest poprawna?
    W dniu dzisiejszym to analityczny (czyli złożony z kilku słów) odpowiednik wyrazu dziś / dzisiaj. Jest to wyrażenie charakterystyczne dla stylu urzędowego, który obfituje w takie wielowyrazowe połączenia, np. uiścić opłatę, dokonać podziału, na terenie Warszawy, w miesiącu maju (ich odpowiedniki nieurzędowe to: opłacić, podzielić, w Warszawie, w maju). Uważa się je więc za „zło konieczne” tekstów urzędowych, jednak w wypowiedziach o innym charakterze są zdecydowanie niewskazane.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Proaktywny
    20.06.2017
    Szanowni Państwo,
    chciałabym się zapytać o słowo proaktywny. Zauważyłam, że jest coraz częściej używane zarówno w piśmie i mowie. Czy takie słowo w ogóle istnieje w języku polskim i co oznacza?

    Z poważaniem
    Czytelniczka
    Skoro słowo jest używane, to istnieje w języku…
    Proaktywny to termin z zakresu psychologii opisujący człowieka, który bierze odpowiedzialność za swoje życie. Ma on (podobnie jak rzeczownik proaktywność) swoje odpowiedniki w innych językach, przede wszystkim w niemieckim, z którego się wywodzi (proaktiv – przymiotnik; Proaktivität – rzeczownik). Jego powstanie przypisuje się wiedeńskiemu psychiatrze, dr. Viktorowi Franklowi.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Sprawczość
    16.06.2017
    Szanowni Państwo,
    stwierdziłem, że słownik nie notuje słowa sprawczość, którego używam i które wydaje mi się dość naturalne, ale może to błąd? Np.: Poczucie sprawczości jest satysfakcjonujące. Rozumiem to w ten sposób, że ktoś jest sprawczy, jeśli może na coś wpływać, może ‘sprawiać, że coś się dzieje’. Widzę, że taka definicja też mija się ze słownikiem. Chyba sam tego nie wymyśliłem…

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Szanowny Panie,
    pragnę Pana uspokoić – to, że słownik nie rejestruje jakiegoś słowa, nie oznacza ani tego, że wyraz ten nie istnieje, ani tego, że nie jest poprawny. Brak wyrazu w słowniku świadczy na ogół o tym, że w czasie, gdy leksykon był tworzony, dane słowo nie było na tyle częste w polszczyźnie ogólnej lub w tych jej odmianach, z których ma on zdawać sprawę.
    Rzeczownik sprawczość istnieje, jest używany m.in. w psychologii i socjologii i oznacza to, że człowiek może wpływać na innych ludzi, mieć wpływ na to, co się dzieje w świecie.
    Z pozdrowieniami
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • W dacie
    12.06.2017
    Szanowni Państwo,
    czy poprawne jest wyrażenie: Referendum mogłoby się odbyć W DACIE wyborów samorządowych.

    Z góry dziękuję za pomoc.

    Z wyrazami szacunku
    Marzena Kozłowska
    Wyrażenie w dacie w znaczeniu ‘w terminie, w dniu’ jest często używane przez prawników, ale na pewno nie jest godne polecenia, szczególnie w tekstach nieprawnych. Mnie razi.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Zgłoska
    9.06.2017
    Litery – piszę i widzę. Słyszę, wymawiam głoski. Sylaby piszę i czytam. Czy poprawniej jest, że śpiewam zgłoski, a nie sylaby?
    Zgłoska to dawna nazwa sylaby, a zatem można śpiewać, wymawiać, słyszeć itd. zarówno sylaby, jak i zgłoski.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Nająć a wynająć
    5.06.2017
    Odnośnie słów nająć i wynająć, to słownik PWN mówi, że nająć oznacza najmować coś od kogoś za opłatę. W drugą stronę nic nie podaje. Natomiast przy wynająć podaje, że można wynajmować coś za opłatę albo dać coś w wynajem. Więc stąd wynika, że słowo nająć i wynająć nie są synonimami? Są rozgraniczone? Co innego w przypadku najmować i wynajmować.

    Czasownik wynająć (i jego odpowiednik niedokonany wynajmować) ma znaczenie szersze niż nająć / najmować – oznacza zarówno danie (dawanie) swojej własności komuś na jakiś czas w zamian za opłatę (Wynajął mieszkanie studentom), jak i wzięcie (branie) od kogoś czegoś w zamian za opłatę (Wynajęli samochód z agencji). Inaczej mówiąc – wynająć / wynajmować można coś zarówno komuś, jak i od kogoś. Natomiast nająć jest synonimem wynająć tylko w drugim użyciu tego drugiego – nająć można wyłącznie coś od kogoś (Najęła pokój u emerytki).
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Rozszczelnić , rozszczelniać
    31.05.2017
    Drukowane słowniki PWN (w tym WSO) nie zawierają haseł rozszczelnić i rozszczelniać. Czasowniki te nie występują także w udostępnionej części Korpusu, co jest dziwne, skoro są dość powszechne w internecie i w mowie.

    Nowsze okna pozwalają zwykle na 4 pozycje: otwarte, zamknięte, uchylone i rozszczelnione. Czy tę ostatnią pozycję można nazwać jakoś inaczej?

    Nie ma powodu szukać nowej nazwy dla czynności polegającej na ustawieniu klamki okna w takiej pozycji, by umożliwić dostęp minimalnej ilość powietrza przez futrynę – czasownik taki istnieje i brzmi: rozszczelnić (a forma niedokonana to rozszczelniać).

    Trudno mi orzec, dlaczego autorzy słowników pomijają te słowa – Narodowy Korpus Języka Polskiego (www.nkjp.pl) oraz wyszukiwarka internetowa notują wiele ich użyć, nie tylko zresztą w odniesieniu do okna: rozszczelnić zawór, rozszczelnić system (celny), rozszczelnienie cysterny, rozszczelnienie instalacji, rozszczelnienie złączy, rozszczelnienie rurociągu itd. W takich użyciach należałoby zdefiniować znaczenia tych czasowników szerzej: rozszczelnić / rozszczelniać – ‘sprawić / sprawiać, że coś staje się trochę nieszczelne’.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Coming out
    24.05.2017
    Szanowni Państwo,
    jako organizacja zabiegająca o prawa osób LGBT+ często w swoich działaniach poruszamy temat mówienia innym o nieheteronormatywnej orientacji seksualnej. Zazwyczaj określa się to mianem: coming out, funkcjonują jednak różne spolszczenia tego zwrotu:
    wyautować się i wyoutować się,
    coming out, coming-out.

    Dręczy nas pytanie, które z nich są poprawne.

    Z poważaniem
    Stowarzyszenie Miłość Nie Wyklucza
    Szanowni Państwo,
    wyrażenie coming out – zapisywane właśnie w taki sposób, czyli bez łącznika – już na tyle weszło do języka, że zostało skodyfikowane (por. Wielki słownik ortograficzny PWN, Warszawa 2016). Tak więc nic nie stoi na przeszkodzie, by go używać.

    Trudniej jest z nawą czynności odnoszącej się do ujawnienia swojej orientacji (lub innej sprawy dotyczącej tożsamości, dotychczas ukrywanej, np. pochodzenia etnicznego). Czasownik wyautować się (ewentualnie: wyoutować się) jest dość kłopotliwy, ponieważ może wywoływać skojarzenia z wyeliminowaniem się skądś, z wyrzuceniem się na aut, z rezygnacji z uczestniczenia w czymś – jego podstawą bowiem jest wyraz aut, który potocznie oznacza sytuację, w której ktoś zostaje wyeliminowany z czegoś, w czym uczestniczył (definicja z SJP PWN: http://sjp.pwn.pl/sjp/aut;2551230.html). Tymczasem w wyrażeniu coming out główną rolę odgrywa coming, czyli ‘wyjście’. Lepszy byłby już pewnie comingoutować czy comingować. Jak się zdaje, na razie używa się zwrotów omownych: dokonać coming outu, zrobić coming out itd.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Przystanąć w miejscu
    24.05.2017
    Szanowni Państwo,
    czy mogę powiedzieć, że przystanęłam w miejscu, czy muszę powiedzieć, że przystanęłam, bo przystanęłam zawiera już w sobie informację: ‘w miejscu’?

    Pozdrawiam
    Magdalena
    Czasownik przystanąć znaczy ‘zatrzymać się na chwilę’ – nie jest więc w nim zawarta treść, którą oddaje wyrażenie w miejscu. Swoją drogą, zdanie: Przystanęłam w miejscu bez szerszego kontekstu nie jest zbyt jasne.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • W połowie pełny
    24.05.2017
    Szanowni Państwo,
    mam wątpliwości co do poprawionej pisowni wyrażenia: w połowie pełny (w odniesieniu do, na przykład, kontenera). W końcu pełny znaczy: ‘napełniony, całkowicie zapełniony’. Czy taka budowa wyrażenia jest poprawna, czy też należy używać na przykład sformułowania: wypełniony w połowie? Jednak wypełniony również oznacza coś już napełnionego po brzegi. Z góry bardzo dziękuję za odpowiedź.
    Z wyrazami Szacunku
    Marcin Sawicki
    Szanowny Panie,
    wyrażenie w połowie pełny może budzić wątpliwości. Jak Pan zauważył pełny oznacza napełniony, co kojarzy z zajęciem całej wolnej przestrzeni. W Słowniku języka polskiego PWN pojawiają się jednak również określenia 'zawierający dużo czegoś, obfitujący w coś' oraz 'zawierający dokładnie wskazaną ilość, liczbę czegoś'. Oznacza to, że obiekt (na przykład wspomniany przez Pana kontener) jest wypełniony w jakiejś części (w tym przypadku do połowy).
    Wątpliwości mogą budzić wyrazy zapełniony czy wypełniony. Używane są zazwyczaj w połączeniu ze sformułowaniem po brzegi (zapełnić / wypełnić coś po brzegi), co wyraźnie wskazuje, że w danym obiekcie nie ma już wolnego miejsca (co potwierdzone jest w definicji tych wyrazów: ‘zająć czymś lub kimś całą przestrzeń’, ‘zająć sobą całą przestrzeń’, ‘pojawić się gdzieś w dużej ilości, liczbie, zajmując całą wolną przestrzeń’). Podobnie jest w przypadku słowa napełnić, gdzie w definicji można przeczytać: ‘dostać się gdzieś w dużej ilości, tak że nie zostało wolnego miejsca’ i ‘uczynić coś pełnym’. Proszę zauważyć, że słowa z przedrostkami (na-, wy-, za-), w porównaniu do formy pełny, charakteryzują się zawężonym znaczeniem. Stąd właśnie można uznać wyrażenie w połowie pełny za bezpieczne w użyciu i poprawne.
    Sandra Nowicka, Uniwersytet Warszawski
  • Łagier, łagiernik
    16.05.2017
    Czy można używać określeń łagry i łagiernicy w odniesieniu do czeskich obozów koncentracyjnych oraz ich więźniów?
    Przede wszystkim nie sądzę, by czeskie obozy koncentracyjne istniały – wyrażenie czeski obóz koncentracyjny zdaje się odpowiadać nieakceptowanemu i nieakceptowalnemu sformułowaniu polski obóz koncentracyjny. Nie jestem historykiem, więc być może się mylę, ale wydaje mi się, że jedyne obozy koncentracyjne, jakie istniały na terenie Czech, to te założone przez władze III Rzeszy. Są to więc niemieckie obozy koncentracyjne ulokowane w Czechach. Skoro tak, to jak najbardziej nazwy łagier i łagiernik są odpowiednie.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Ocalały, ocalony, ocaleniec
    16.05.2017
    W języku angielskim istnieje wygodny termin survivor używany np. do określenia kogoś, kto przeżył Holokaust. Czy po polsku nazwalibyśmy taką osobę ocalonym czy ocalałym?
    Intuicja podpowiada mi, że ocalony sugeruje „przez kogoś” (ergo: zawdzięcza przetrwanie komuś innemu) natomiast ocalały nie niesie tych konotacji, co moim zdaniem jest lepsze, bo nie odbiera sprawstwa i inicjatywy „ofiarom”.

    Czy Eksperci podzielają moją intuicję? Byłabym wdzięczna za opinię.
    Tak, zdecydowanie lepszy jest ocalały, gdyż nie zawiera – jak to Pani ujęła – sugestii, że dana osoba zawdzięcza przetrwanie komuś innemu. Jak się zdaje, nazwa ta – używana rzeczownikowo właśnie (w znaczeniu szerszym: ‘ktoś, kto przetrwał jakiś kataklizm, jakąś sytuację, której wiele osób nie przetrwało, np. wojnę’ oraz w znaczeniu węższym: ‘osoba, która ocalała z Holokaustu’) – zdążyła się zadomowić w polszczyźnie w terminie specjalistycznym syndrom ocalałego. Trzeba jednak zaznaczyć, że w teksach – jak wynika z moich obserwacji – nienaukowych pojawia się też wyraz ocalony w przywołanych tu użyciach (głównie, jeśli wierzyć wyszukiwarce Google, w kontekstach związanych z utratą pracy).
    Jest w końcu trzeci rzeczownik nazywający osobę, która została przeznaczona do uśmiercenia, lecz mimo to przeżyła – ocaleniec, używany w dyskursie antyaborcyjnym i w dyskursie anty in vitro w odniesieniu do człowieka (zwykle: dziecka), który z przeżył aborcję, lub takiego, który został poczęty, podczas gdy pozostałe zarodki zapłodnione w czasie tej samej procedury in vitro nie zostały wprowadzone do macicy.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
  • Padawan
    15.05.2017
    Szanowni Państwo,
    w sadze Gwiezdne wojny istotną rolę odgrywają padawani – młodzi adepci sztuki Jedi. Chciałbym dowiedzieć się czegoś więcej o tym słowie. Nie spotkałem go nigdzie poza tym kontekstem, czyżby zostało wymyślone na jego potrzebę? Obiło mi się o uszy, że – nazwijmy to szumnie – sfera duchowa świata Star Wars była inspirowana tradycjami Dalekiego Wschodu. Słowo padawan rzeczywiście pobrzmiewa gdzieś jakby z hinduska? Czy to dobry trop?

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Szanowny Panie,
    trudno jednoznacznie ustalić pochodzenie słowa, o które Pan pyta. Istnieje prawdopodobieństwo, że nazwa określająca adeptów sztuki Jedi została wymyślona przez autora sagi Gwiezdnych wojen. Na podstawie informacji, które udało mi się znaleźć na zagranicznych fanpage’ach, można jednak pokusić się o wyjaśnienie etymologii wyrazu i sięgnąć do sanskrytu. Padawan w takim wypadku miałby stanowić połączenie dwóch słów: pāda (पाद) oznaczającego ‘nogę, stopę’ oraz vana (वन), czyli ‘las, puszcza’ i w sposób metaforyczny nazywać tego, który – rozpoczynając naukę – wykonuje pierwszy krok w nieznane. Potwierdzałoby to poniekąd Pańską tezę o inspiracji filozofią Wschodu.
    Mateusz Adamczyk, Uniwersytet Warszawski
    1. 15.05.2017
      Powyższa odpowiedź w żaden sposób nie wskazuje na sanskryckie (czy w ogóle indyjskie) pochodzenie słowa padawan – a nazwanie jej „[próbą] wyjaśnienia etymologii wyrazu” jest zupełnie nieuprawnione.

      Po pierwsze, sanskryckie słowo vana nie ma tendencji do tracenia końcowego ‘-a’, już raczej słowo pāda, występując na końcu złożenia, często ma postać -pād. Ale tutaj ma ono występować na początku złożenia. Gdyby przyjąć, że ta utrata ‘-a’ końcowego jest takim zjawiskiem, jakie występuje w językach nowoindyjskich, np. w hindi, wówczas i to drugie ‘-a’ w pāda by zanikło, i mielibyśmy pādvan. W sanskrycie musi być pādavanaḥ, czyli w najczęściej stosowanym zapisie z pominięciem końcówek gramatyczno-rodzajowych mianownika – pādavana.

      Po drugie, Autor porady pomylił dwa podobne słowa sanskryckie: pāda i pada. Pierwsze, rodzaju męskiego (mian. l. poj.: pādaḥ), z długim ‘ā’ w środku, znaczy ‘noga’ (człowieka, zwierzęcia, przedmiotu nieożywionego, np. stołu, ale także drzewa, czyli „korzeń”, a nawet góry: „podnóże”, „baza”, oraz słońca – „promień świetlny”), ‘filar’, ‘podpora’, ‘podstawa’, ew. (totum pro parte) ‘stopa’ (jak po polsku, na stopę mówimy potocznie noga); ale także ‘ćwiartka’ (co wskazuje na mocny związek z czworonogami) – ‘wers’ (jedna czwarta strofki), ‘rozdział’ (jedna czwarta traktatu), ‘kwadrant’ (jedna czwarta koła) i w ogóle ‘część’; przenośnie – ‘Podnóżek’, ‘Czcigodne stopy’, jako zastępczy tytuł honorowy dla mistrza (jak u nas zwracano się do tronu zamiast do króla, tak w Indiach zwracają się do stóp mistrza lub do jego podnóżka). Słowo to ma zatem sens stałej podpory, nie czegoś dynamicznego – nigdy więc nie znaczy ‘krok’.

      Natomiast słowo pada, rodzaju nijakiego (mianownik liczby pojedynczej: padam), z krótkim ‘a’ w środku, które znaczy przede wszystkim ‘stopa’, ale i ‘ślad stopy’, ‘stopa’ (jako miara długości), ‘stopa’ (jako element metrum wiersza), „słowo” (w postaci z końcówkami fleksyjnymi), „strona gramatyczna” (czynna lub zwrotna); ma też pewną liczbę znaczeń wspólnych ze słowem pāda, ale ma sens bardziej aktywny – nigdy nie znaczy ‘noga’, ‘podpora’ – za to znaczy ‘krok’. Pierwszy rzeczownik związany jest z czasownikiem padati – ‘stać nieruchomo, stać pewnie’, drugi z czasownikiem padayate – ‘poruszać się, przemieszczać się’, por. polskie padać.

      Po trzecie, sanskryckie słowo vana (rodzaj nijaki, mianownik liczby pojedynczej: vanam) nie znaczy ‘dżungla’, ani tym bardziej ‘to, co nieznane’, ale raczej ‘lasek, gaj, zagajnik, park’, ew. ‘grupa drzew, zarośla’, a nawet: ‘kępa lotosów’. Ogólnie: las nadający się do zamieszkania przez ludzi – np. przez mnichów buddyjskich czy dżinijskich, albo braminów-pustelników trzeciej fazy życia, wanaprasthów (vanaprastha), dosłownie „tych, którzy mają w lesie siedzibę” (vane prastho yasya saḥ) – najczęściej zagajnik dający cień – schronienie przed słońcem (nie dający jednak dostatecznego schronienia w czasie pory deszczowej – wtedy mnisi zamieszkiwali w grotach, później klasztorach), położony w pobliżu siedzib ludzkich, bo one są źródłem jałmużny. Kto nie wierzy, niech zobaczy na zdjęciach (np. w Wikipedii, https://en.wikipedia.org/wiki/Jetavana), jak wygląda Jetavana, tj. „Park Dżety” (od imienia jego właściciela), zagajnik na przedmieściach miasta Śravasti, gdzie Budda wygłosił większość swych kazań. Las w sensie zarośniętego pustkowia, czyli ‘puszcza’, ‘dżungla’, ‘dzicz’ (miejsce niezagospodarowane przez ludzi, ani obszar orny, ani pastwisko), to w sanskrycie raczej ara&ndotbl.x;ya (ewentualnie mahāvana czyli ‘wielki gaj’).

      Po czwarte i najważniejsze – nawet gdyby wszystko skorygować według powyższych wskazówek, ze słowa padavana, jako złożenia pada + vana, nie da się uzyskać sensu ‘wykonujący [pierwszy] krok w las’. Złożenie tego typu byłoby złożeniem determinatywnym typu bahuvrīhi (zob. A. Gawroński, „Podręcznik sanskrytu”, § 243, wyd. I 1932, s. 97–98, http://www.sbc.org.pl/dlibra/doccontent?id=12646), gdzie pierwszy człon jest określeniem drugiego. Padavana znaczyłoby więc ‘stopoleśny’, niosąc sens porównawczy: ‘mający las jak stopy/kroki’ (padāni iva vanaṁ asya saḥ), lub dzierżawczy: ‘mający las stóp/kroków’ (padānām vanaṁ yasya saḥ), lub wyrażając inną relację typu: ‘mający las ze/dla stóp/kroków’ (padebhyo vanaṁ...), ‘mający las (ze) stopami / przez stopy’ (padair vanaṁ...) lub ‘mający las w/na stopach/krokach’ (pade&sdotbl.x;u vanaṁ...). To ostatnie można by pewnie zinterpretować metaforycznie jako: ‘ten, który już przemierzył cały las stopami/krokami’, ale nie jako ‘stawiający pierwsze stopy/kroki w lesie’. Aby oddać to drugie znaczenie, trzeba by użyć dokładnie odwrotnego złożenia: vanapada („leśnostopy”), tj. ‘mający stopę/krok // stopy/kroki w lesie’ (vane padaṁ // padāni yasya saḥ) – innej możliwości nie ma.

      Można się jeszcze zastanowić, czy w literaturze indyjskiej las (vana) jest symbolem „rzeczywistości duchowej”, jak pyta Czytelnik? Zapewne dla mieszczucha każdy las(ek) jest jakoś tajemniczy i nieznany, ale nie wszystko, co „nieznane”, jest automatycznie symbolem rzeczywistości duchowej. Las w Indiach to symbol pustelni, odrzucenia świata, ascezy, praktyki medytacji (czyli intensywnego poznawania własnego „ja”, ducha, Boga), co ukazuje pięknie strofka II.55 „Trzech setek” Bhartryhariego:

      Jakiż pożytek z mnogich słów jałowych?
             Tylko dwie rzeczy godne są uwagi człowieka:
      Młodość kobiet o pełnych piersiach, sposobnych do nowej rozkoszy –
             – albo las. (tłum. A. Basham / Z. Kubiak).


      Jednak w przypadku jedi z „Gwiezdnych wojen: i ich uczniów chodzi o całkiem inny rodzaj praktyki – o aktywne ćwiczenie sztuk walki, w Indiach praktycznie nieznane.

      Jeśli przyjąć za dobrą monetę tezę, że G. Lukas słowo to jakoś zapożyczył z sanskrytu, to choć wiadomo, że sanskryt uwielbia tworzenie złożeń i metaforyczną/metonimiczną ich interpretację, należy zdać sobie pytanie, dlaczego mamy przyjmować, że chodzi o złożenie pada + vana, skoro rzekome vana jest nam dane jedynie w postaci ułomnej: van? Może w ogóle nie chodzi o złożenie, tylko o jakieś inne słowo o podobnej warstwie dźwiękowej? Na przykład są do pomyślenia (hipotetyczne) słowa padavān i pādavān utworzone przy pomocy sufiksu dzierżawczego -vant , w mianowniku liczby pojedynczej rodzaju męskiego -vān; (zob. A. Gawroński, op. cit., § 59 G). Podobnie jak istnieje (potwierdzone w literaturze) słowo balavān (od bala – ‘siła, moc’), znaczące ‘siłacz, mocarz’ (tj. ‘mający siłę, moc’), częsty przydomek herosów i bogów – skąd (przez języki irańskie) polskie słowo bałwan (w jego najstarszym znaczeniu, tj. „[pogańskie] bóstwo” lub „figura takiego bóstwa”). Jestem pewien, że słowo pādavān ‘mający ćwiartkę’ mogłoby się zleksykalizować jako ‘ten, który zaliczył podstawę’ (‘ma już za sobą pierwszą ćwiartkę nauki’) – jako skrót od śāstre prathama-pādavān. I że słowo padavān mogłoby zleksykalizować się ze znaczeniem ‘stawiający (lub: mający za sobą) jeden/pierwszy krok’, jako skrót od eka-/prathama-padavān – zwłaszcza że słowo o znaczeniu ‘piechur, żołnierz piechoty’ zostało utworzone z użyciem innego sufiksu przymiotnikowego (§ 59 J), jako padavin (mian. l. poj. padavi). Mogłoby – gdyby którekolwiek z nich rzeczywiście istniało (wystąpiło choć raz w literaturze). Teoretycznie oba ww. słowa z sufiksem dzierżawczym i oba słowa złożone: pādavana i padavana są możliwe – niestety żadne z nich raczej nie wystąpiło w bardzo obszernej literaturze z ostatnich 3000 lat, bo nie jest znane słownikom sanskryckim.

      Z powyższej porady najbardziej wartościowym stwierdzeniem jest „Istnieje prawdopodobieństwo, że nazwa określająca adeptów sztuki [j]edi została wymyślona przez autora sagi Gwiezdnych wojen”. Nie ulega wątpliwości, że nawet najbardziej twardogłowy autor fantastyki, który stawia sobie za cel „wymyślenie od zera wszystkiego”, ulega jakimś inspiracjom, wpływom, bo nie jest w stanie faktycznie opróżnić swej pamięci i swego umysłu do czysta i absolutnie wszystko stworzyć od nowa. Więc można próbować szukać tych inspiracji. Oczywiste jest dla mnie, że jedyną osoba, która może dać wiarygodną odpowiedź na temat, skąd wziął się pomysł na takie słowo, jest sam jego autor (o ile w ogóle to wie). Poza tym mnie się wydaje, że przy analizie w ramach uniwersum terminy padawan i Obi-Wan, jeżeli się je poprawnie wymawia (tj. tak, jak w oryginale, a nie rozbieżnie, jak to jest rozpowszechnione w Polsce), powinny być ze sobą jakoś spokrewnione. Rozważania na ten temat są niewątpliwie bardzo ciekawe, nazywanie jednak ich (podobnie zresztą jak i całych powyższych moich analiz) „etymologią” byłoby wielką przesadą. Wprowadzanie stopy do lasu za bardzo przypomina znaną powszechnie „etymologię” Częstochowy, zatem (zacytuję klasyka mojej młodości) „nie nadaje się do badań naukowych, a jedynie do śmiechu” (Papcio Chmiel, Tytus, Romek i A’Tomek. Księga III). Próba wywodzenia współczesnego terminu, który pojawia się w dziele literackim (wytworze fikcji) powstałym poza danym kręgiem lingwistyczno-kulturowym, ze słowa co prawda możliwego, ale faktycznie nigdy wcześniej nie użytego przez nikogo, to nie etymologia a akt twórczy (neologizm).

      Faktem jest, że sanskryt (jak każdy żywy język) posiada nadal żywotną możliwość tworzenia nowych słów z funkcjonalnych cząstek morfologicznych, w tym tworzenia nowych słów złożonych. Nie jestem jednak skłonny podejrzewać G. Lucasa, który (o ile wiadomo) nie znał sanskrytu, o umiejętność tworzenia gramatycznie poprawnych neologizmów sanskryckich. Gdyby hipoteza indyjskiej genezy była prawdziwa, prędzej podejrzewałbym, że jest to hybryda sanskrycko-angielska: „Pada wan” = „Step one!” (Słowo pada/pāda mogło być mu dobrze znane choćby z tytułu tekstu takiego jak Dhammapāda, czy z przybranego imienia/tytułu twórcy kultu Hare Kryszna: Swami Prabhupāda).

      Nie zapominajmy jednak, że (co wiadomo z życiorysów Lucasa), G. Lucas czerpał swe natchnienie dla „Gwiezdnych wojen” z kultury japońskiej a nie z indyjskiej, bo mieszkał w Japonii i oglądał liczne seriale o samurajach (skąd nawet miał zaczerpnąć samo słowo „jedi”). Nie jestem japonistą i nie czuję się kompetentny do kontynuowania analiz w tym (być może jedynym właściwym) kierunku. Jednak tylko wtedy, gdy wierzy się (całkiem bezpodstawnie), że istnieje coś takiego jak „filozofia Wschodu”, można wrzucać do jednego worka rozliczne i niemające ze sobą nic wspólnego koncepcje, fakty kulturowe i językowe indyjskie i japońskie (a może jeszcze chińskie, tybetańskie, arabskie i inne?) – i liczyć na to, że cokolwiek zeń się wyciągnie, będzie trafne. Metafora o stawianiu pierwszego kroku i wkraczaniu w nieznane na określenie nowego etapu życia jest jednak tak ogólnoludzka, że przypisywanie jej jakiejś szczególnej (ale jednocześnie bardzo niekonkretnej) „wschodniości” (Bo i cóż by to miało być? Polecam artykuł prof. R. Huszczy pt. Orientalistyka... w „Przeglądzie Orientalistycznym” nr 3–4/2006), czy inspiracji bliżej nieokreśloną „filozofią Wschodu”, nie może być usprawiedliwione, nawet tą nieokreślonością. Ekspert Poradni powinien prostować, a nie powielać mity.

      Czytelnik zadający pytanie ma prawo nie wiedzieć także, że Indie to nie Daleki Wschód, ale do eksperta udzielającego porady należy wyprowadzenie go z błędu. Indie to jednak spory subkontynent – więc co miałoby znaczyć, że coś „pobrzmiewa gdzieś jakby z hinduska”? – dalibóg nie wiem (zupełnie inaczej brzmi język pendżabski, a inaczej bengalski, zgoła jeszcze inaczej tamilski – można posłuchać na YouTubie). Dla mnie to słowo brzmi raczej „z malajsko-indonezyjska” – i to nie tylko dlatego, że na Filipinach jest wyspa Palawan a w Malezji jest miasto Padawan (sic!, https://en.wikipedia.org/wiki/Padawan_municipality) (notabene z ciekawą legendą zawierającą wyjaśnienie pochodzenia tej nazwy, choć utrzymane w stylu zakopiańsko-częstochowskim).

      Szkoda tylko, że Autor porady nie sprawdził do końca, skąd się ta interpretacja wzięła na „zagranicznych fanpage’ach”, z których ją zaczerpnął. Ja jednak, dzięki szokowi, jaki przeżyłem przeczytawszy powyższą poradę, znalazłem w Internecie jej faktyczne źródło – jest nim artykuł „More Hindu Themes in the «Star Wars» Saga, by Cie Sharp” na nieistniejącej już witrynie The Borrowed Ones: A Star Wars fan site (ponieważ w Internecie rzadko kiedy coś ginie bezpowrotnie, zachowała się jego kopia w Archiwum Internetu: https://web.archive.org/web/20031005035927/http://www.hrafn.btinternet.co.uk/StolenOnes/essays/hindujedi.html). Ironią losu jest to, że autor wspomnianego artykułu, Marnie J. Goodbody, twórca koncepcji: „pada-van” = „stawiający pierwszy krok w lesie”, od razu na początku wspomina, że nie czuje się kompetentny do dokonywania podobnych interpretacji, jednak zainspirowany esejem Rajana Rajbhandariego „Star Wars and Hinduism” z 1994 r., uznaje kwestię indyjskich inspiracji w „Wojnach gwiezdnych” za bardzo istotną (co skądinąd zrozumiałe, bo przedstawia się jako wyznawca kultu Hare Kryszna, który źródeł wszelkiej ludzkiej kultury i cywilizacji upatruje w tzw. kulturze wedyjskiej i w sanskrycie, niejednokrotnie przeprowadzając argumentację „na siłę”, jak tu). Więc choć przyznaje, że nie zna dobrze sanskrytu, M.J. Goodbody stwierdza, że kierując się „czystym entuzjazmem” poczuł się wewnętrznie przymuszony do napisania swoich analiz (przedstawia tam więcej podobnych „rewelacji”) i wierzy, że będą one trafne i wierne (sic!).

      Takie błędy raz zamieszczone w Internecie mają tendencję do rozpoczynania własnego życia: „Raz wypowiedziane słowo trwa wiecznie” (Aldous Huxley) – są powielane setki i tysiące razy i tysiące ludzi się potem na nie powołują, a na sprostowanie (na ogół zamieszczone w jakimś innym miejscu) – jakimś dziwnym trafem, nie. Na szczęście pierwotne źródło informacji już wypadło z głównego nurtu Internetu, a to, które od kilku lat ją najbardziej rozpowszechniało (artykuł „Jedi” w angielskojęzycznej Wikipedii) zostało przeze mnie skorygowane (mam nadzieję, że w sposób skuteczny, bo sprostowania w Wikipedii są dość trwałe). W ten sposób „wspólnym” wysiłkiem zmniejszyliśmy nieco sferę postprawdy i „miejskich legend” zachwaszczającą Internet.
      Maciej St. Zięba
  • Premium
    15.05.2017
    Chciałbym wyjaśnić i sprecyzować znaczenie terminu premium, ale to, w jakim używamy go współcześnie. Słowniki definiują premium jako ‘dodatek do wynagrodzenia’, ‘bonus’, czy ‘nagrodę’ (np. wyznaczono premium za moją głowę), dzisiaj jednak nikt nie używa premium w tym znaczeniu. Jak zdefiniować współczesne znaczenie terminu premium?
    Szanowny Panie,
    rzeczywiście trudno dziś spotkać się z użyciem premium w rozumieniu, które Pan przytacza. Wielki słownik wyrazów obcych PWN notuje, że jest to forma przestarzała i odsyła nas do hasła premia w znaczeniu 2. ‘nagroda za coś, zwłaszcza mająca zachęcić nagrodzoną osobę do czegoś’. Podobną informację znaleźć można w Słowniku języka polskiego pod redakcją Witolda Doroszewskiego, w którym – poza wymienioną już eksplikacją – czytamy, że forma premium została zastąpiona w języku przez wyraz premia (uznawany w tamtym czasie za mniej poprawny).
    Słowo, o które Pan pyta, zyskało nowe znaczenie (a tym samym nowe życie) pod wpływem języka angielskiego, w którym może pełnić funkcję przydawki i wskazywać na wyjątkową jakość lub większą wartość przedmiotu, o którym mowa, w stosunku do innych rzeczy z tej samej kategorii. W języku polskim obrazują to połączenia typu: jakość premium (z ang. premium quality) czy wersja premium (z ang. premium version). Sformułowanie konto oszczędnościowe premium na przykład oznaczałoby, że ten rodzaj konta odznacza się wyjątkową jakością (np. wyższym oprocentowaniem) na tle innych rachunków bankowych tego typu.
    Mateusz Adamczyk, Uniwersytet Warszawski
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego