dolce vita wśród włoskich potraw

 
dolce vita wśród włoskich potraw
9.03.2013
Po wydaniu książki Marty Grycan Moja Dolce Vita internauci zaczęli się spierać, czy w tytule jest błąd, czy nie powinien brzmieć Moje Dolce Vita, tak jak Rzymskie dolce vita. Który zapis jest poprawny? A przy okazji – czy nazwy potraw w obcych językach należy zapisywać kursywą? Pizza, ravioli czy risotto zadomowiły się już w naszym języku, ale co np. z włoskimi tagliolini, garganelli, grissini, cappelletti? Co z biancomangiare z migdałami, malinowym coulis czy zupą julienne?
Wyrażenie dolce vita ma w języku włoskim rodzaj żeński: rzeczownik vita ‘życie’, z charakterystyczną dla form żeńskich końcówką -a, połączony został z przymiotnikiem dolce ‘słodki’. Używane jest przede wszystkim na określenie ‘błogiego, luksusowego życia sybaryty’. Od czasów filmu Federica Felliniego La dolce vita (1959) stosowane jest również w innym znaczeniu – dolcevita lub dolce vita, rzeczownik rodzaju męskiego, oznacza obcisły sweter z golfem, podobny do tego, który nosił Marcello Rubini, bohater filmu Felliniego. Mamy zatem opozycję: la dolce vita (ż) – błogie życie i il dolce vita / il dolcevita (m) – strój.
W polszczyźnie dolce vita występuje tylko w pierwszym znaczeniu, wyrażenie często stosowane jest sarkastycznie – w nawiązaniu do rzymskiego życia Rubiniego. Kwalifikatorem ironiczne oznacza je Władysław Kopaliński w Słowniku wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych. W Narodowym Korpusie Języka Polskiego dominują użycia w rodzaju nijakim: to dolce vita, prawdziwe dolce vita, pozorne dolce vita, żużlowe dolce vita. Tak też – zgodnie z rodzajem polskiego rzeczownika życie – klasyfikuje wyrażenie Wielki słownik wyrazów obcych PWN.
Rozwiązanie przyjęte w tytule książki Marty Grycan da się jednak obronić. O ile włoski rodzaj rzeczownika nie jest mocnym argumentem w polskiej sprawie, o tyle końcówka -a w wyrazie vita jest charakterystyczna nie tylko dla włoskiego, lecz także dla polskiego rodzaju żeńskiego. Formę żeńską uznać by zatem należało za dopuszczalną i oboczną wobec usankcjonowanego przez słowniki rodzaju nijakiego. Tym bardziej że obok dolce vita w polszczyźnie spotyka się również wyrażenie la dolce vita, poszerzone o rodzajnik określony żeński. W takiej postaci zasadne wydaje się uwzględnienie rodzaju formy źródłowej.
Moje zastanowienie wzbudza jednak nie tyle rodzaj gramatyczny słodkiego życia autorki przywołanej książki, ile konieczność zapisania wszystkich wyrazów w tytule od wielkich liter. Rozwiązanie nie jest normatywne, można je więc chyba tłumaczyć jedynie ilością słodyczy.
Odpowiedź na drugie pytanie, dotyczące wyróżniania obcych nazw potraw, wymaga oceny w konkretnym tekście. Oznaczamy kursywą wyrazy obcego pochodzenia, żeby zasygnalizować brak ich przyswojenia w polszczyźnie. Trudno wyznaczyć kryteria tej obcości, a jeszcze trudniej wskazać moment, w którym wyraz uznać możemy za już zadomowiony. Dobrym wskaźnikiem jest z pewnością to, czy zapożyczone słowo dostosowujemy do polskich wymogów gramatycznych – czy jak wyrazy rodzime podlega ono fleksji. Kolejnym etapem zadomowienia jest tworzenie wyrazów pochodnych – jeśli takie powstają, słowo uznać możemy za przyswojone. Bez zastanowienia odmieniamy przez przypadki pizzę, ale nie mamy takiego odruchu przy rzadziej używanej nazwie sycylijskiego smakołyku z mleka – biancomangiare (dosł. ‘białe jedzenie’). Stosowanie kursywy uzależniałabym jednak nie tyle od sztywnych ustaleń (pizza – nigdy, biancomangiare – zawsze), ile od kontekstu i od chęci zaznaczenia obcego pochodzenia wyrazu. W tekście o nieznanych w Polsce włoskich potrawach wyodrębniłabym zapożyczone nazwy, w przepisie na konkretne danie – już nie.
Katarzyna Foremniak, Katedra Italianistyki, Uniwersytet Warszawski
zgłoś uwagę
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego