O poradni

Witamy Państwa w internetowej poradni językowej Wydawnictwa Naukowego PWN.

2 listopada Poradnia wznowiła działalność pod kierunkiem dr hab. Katarzyny Kłosińskiej z Wydziału Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego. Pomagać jej będą nasi dotychczasowi eksperci – znani polscy językoznawcy, m.in. prof. Małgorzata Marcjanik, prof. Jerzy Bralczyk oraz dr Jan Grzenia.

Bardzo dziękujemy profMirosławowi Bańko, naszemu dotychczasowemu Ekspertowi, za piętnaście lat prowadzenia Poradni, ale nie żegnamy się z Nim –  mamy bowiem nadzieję, że od czasu do czasu, będzie mógł odpowiedzieć na Państwa pytanie. Nie wykluczył tego.

Poza tym nic się nie zmieniło – odpowiadamy na Państwa pytania dotyczące spraw językowych, a zwłaszcza poprawności i użycia języka. Najciekawsze pytania i odpowiedzi publikujemy.

Zachęcamy Państwa do lektury opublikowanych pytań i odpowiedzi oraz do dzielenia się z nami swoimi wątpliwościami językowymi.

Uwaga:

  • odpowiadamy tylko na jedno pytanie zadane w wiadomości, chyba że kolejne pytanie dotyczy tego samego problemu
  • nie odrabiamy lekcji, nie rozwiązujemy zadań studenckich ani szkolnych
  • nie piszemy wypracowań, prac semestralnych, rocznych itp.
  • nie sporządzamy bibliografii
  • nie odpowiadamy na pytania zadane w konkursach, teleturniejach itp. i nie oceniamy poprawności odpowiedzi na takie pytania
  • nie wypowiadamy się (na razie) na temat pochodzenia poszczególnych nazwisk

Najnowsze porady

  • problemy z Charliem
    26.07.2016
    Adam Wolański w Edycji tekstów (s. 93) podaje odmianę: Charlie, Charlie’ego, Charlie’emu, z Charlie’m. Reguła [248] Wielkiego słownika ortograficznego PWN każe jednak nazwy osobowe na -i, -ie zapisywać bez apostrofu (zob. np. hasło Chaplin: Charliego, Charliemu, z Charliem); podobnie w Wielkim słowniku poprawnej polszczyzny PWN (s.v. Charlie). Który wariant jest Państwa zdaniem lepszy?
    W sprawach pisowni najlepiej polegać na słownikach ortograficznych, zwłaszcza że wymieniony jest numerem jeden w swojej dziedzinie. Lepszy będzie więc wariant bez apostrofu.
    Jan Grzenia
    1. 21.01.2013
      Nawiązując do odpowiedzi dra Jana Grzeni, chciałem wyjaśnić powody, które skłoniły mnie do takich a nie innych zaleceń w Edycji tekstów, dotyczących zapisu odmiany imienia typu Charlie. Otóż wspomniana reguła [248] brzmi następująco: „Nazwiska kończące się w wymowie na -y lub -i po spółgłosce (pisane przez -y, -ie) odmieniają się w liczbie pojedynczej jak przymiotniki. Nazwiska na -y w dopełniaczu, celowniku i bierniku piszemy z apostrofem, gdyż głoska ta w tych przypadkach nie jest wymawiana; nazwiska zakończone na -i, -ie – bez apostrofu''. Zilustrowana jest m.in. odmianą nazwiska Christie (wym. [kristi]), a więc: Christiego, Christiemu, z Christiem, o Christiem.
      Przyznam, iż nie podzielam tej zasady. Wchodzi ona bowiem w konflikt z regułą [244], która mówi, że nazwiska zakończone na -e nieme (tzn. niewymawiane) otrzymują polskie końcówki po apostrofie. Użycie apostrofu, którego główną funkcją w polskiej pisowni jest wskazywanie, że litera (najczęściej samogłoska) występująca przed nim jest niewymawiana, daje jasny sygnał niewprawnemu odbiorcy, aby nie odczytywał tego typu nazwisk i imion błędnie. Proszę bowiem zauważyć, że w dopełniaczu i celowniku obecne w zapisie -e- jest wymawiane (należy do polskiej końcówki: -ego, -emu), podczas gdy w narzędniku i miejscowniku nie powinno być wymawiane (należy bowiem do nazwiska, lecz jest nieme). Tymczasem niewprawny odbiorca może narzędnikową i miejscownikową formę wymawiać jako: [kristiem] zamiast [kristim]. Dlatego też optowałem za klarownym zapisem, w którym apostrof sugeruje „niemość” -e, a po nim dodane są polskie końcówki. Podobna klarowna zasada została wprowadzona w odniesieniu do zapisu odmiany nazwisk typu Rabelais (wym. [rable]): Rabelais'go, Rabelais'mu, z Rabelais'm, o Rabelais'm.
      Swoje zalecenia odnosiłem m.in. do imion takich jak: Charlie (wym. [czarli], zdrobnienie męskiego imienia Charles; forma Charli jest zdrobnieniem od żeńskiego imienia Charlotte) czy Stevie (wym. [stiwi], zdrobnienie męskich imion Steven, Stephen; forma Stevi jest zdrobnieniem żeńskiego imienia Stephanie). Męskie i żeńskie formy przytaczam tu celowo, aby pokazać, że mamy ewidentnie do czynienia z niemym -e.
      Co więcej, należy stwierdzić, że reguła [248] nie obejmuje – przynajmniej wprost – innych anglosaskich imion i nazwisk, które wprawdzie w wymowie kończą się na -i, lecz nie są pisane przez -ie, por. Jesse (wym. [dżesi], imię męskie; formy Jessie i Jessy to zdrobnienia od żeńskiego imienia Jessica) czy Horacee [horasi]. Nie mam wątpliwości, że zalew anglosaskich form nazw własnych osobowych spowoduje, że konieczne stanie się opracowanie wkrótce niektórych zasad zapisu odmiany od nowa.
      Adam Wolański
    2. 26.07.2016
      Jako głos w dyskusji (sprawa ciągle wydaje się otwarta…) pragnę zaznaczyć, że anglosaskie imiona męskie z tej samej kategorii, co Charlie czy Stevie, takie jak np. Augie (deminutivum Augerius, a może też Augustus), Georgie (George) czy Tommie (Tom, Tommy) – bywają jednak zapisywane z apostrofem w formach przypadków zależnych.
      Wydana w 1990 roku przez Państwowy Instytut Wydawniczy książka Saula Bellowa w tłumaczeniu Wacława Niepokólczyckiego (personaliów redaktora i korektora/-ów nie podano) nosi tytuł Przypadki Augie’ego Marcha (ang. The Adventures of Augie March). W tekście natrafiamy również na pisownię Georgie’emu, Georgie’ego, Georgie’em, Tommie’ego (…czasem małemu, ostrzyżonemu na jeża Georgie’emu trafiał się żołądek, s. 9; …więc pozostawiwszy Georgie’ego w szkole, s. 22; …wszyscy, włącznie z Georgie’em, s. 19; …że może się znaleźć w patrolu, który przydybie Tommie’ego O’Connora, s. 119).
      Gwoli ścisłości należy jednak dodać, że niekiedy, w wypadku imienia Kotzie czy Eddie, posłużono się pisownią bez apostrofu (…i który kazał Kotziemu wydawać nam za darmo lekarstwa bez recepty, s. 12; …Eddiemu Dawsonowi szło o to, aby gromadzić proch w podziemiach, s. 392).
      Georgie’emu, ale Kotziemu, Eddiemu… Skąd się wzięła w jednym tekście owa niekonsekwencja w zapisie anglosaskich imion męskich należących do tej samej kategorii?
      Maciej Malinowski, Uniwersytet Pedagogiczny w Krakowie
  • Wielka litera jako wyraz szacunku?
    16.07.2016
    Szanowni Państwo,
    zwracam się z następującymi pytaniami:
    1. Czy nadawca piszący list gratulacyjny, życzenia itp. podpisujący się słowami: dyrektor, koleżanki i koledzy z pracy lub w imieniu społeczności powinien te słowa zapisać wielkimi literami?
    2. Czy, wypisując dyplom dla konkretnego ucznia, słowo ucznia powinno być zapisane wielką literą?

    3. Dziękuję
      Bożena K.
    Ad 1. Słowa takie należy zapisać małymi literami, ponieważ wielkie litery zarezerwowane są dla adresata. Nadawca – przez grzecznościową skromność – podpisuje się małymi literami, jeśli oczywiście nie używa swojego imienia i/lub nazwiska.

    Ad 2. Nie, małą.
    Małgorzata Marcjanik
  • Szanowny Panie Dziekanie czy Szanowny Panie Doktorze?
    16.07.2016
    Szanowni Państwo,
    czy dobrze myślę, że podanie do dziekana najlepiej zacząć słowami Szanowny Panie Doktorze, a nie np. Szanowny Panie Dziekanie? Stopień naukowy wydaje mi się bardziej prestiżowy niż funkcja dziekana. Dodam, że podanie ma formę elektroniczną, więc nie ma miejsca na wpisanie adresata i oddanie mu w tym miejscu należnego szacunku (Doktor X // Dziekan Wydziału Y itd.). Jest tylko pole „treść podania”.

    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    Niedobrze. Funkcja dziekana wydziału jest na uczelni traktowana jako znacznie bardziej prestiżowa niż stopień doktora (a nawet tytuł profesora).
    Małgorzata Marcjanik
  • Etykieta komunikacji elektronicznej
    16.07.2016
    Szanowni Państwo,
    jeszcze jedno pytanie z etykiety komunikacji elektronicznej. Chciałbym się dowiedzieć, czy przy wymianie oficjalnej korespondencji mejlowej należy każdorazowo rozpoczynać i kończyć wiadomość eleganckimi zwrotami, czy po pierwszej wiadomości można uznać, że rozpoczęliśmy pewien dialog i nieumieszczanie żadnych formuł jest w porządku?
    Z wyrazami szacunku
    Czytelnik
    To zależy od hierarchii. Jeżeli korespondujemy z kimś znacznie wyżej od nas usytuowanym, należy raczej zaczekać, aż nasz korespondent uprości formy etykietalne. Wówczas możemy poczuć się upoważnieni do analogiczych zachowań werbalnych – samemu lepiej uproszczonych form nie inicjować. Jeśli zaś to my mamy hierarchiczną przewagę, możemy po uprzejmościach w pierwszym e-mailu w następnym przejść od razu „do rzeczy”.
    Na pytanie to trudno jednak udzielić obowiązującej w każdej sytuacji komunikacyjnej odpowiedzi. Z moich obserwacji wynika, że uczestnicy korespondencji elektronicznej częściej w kolejnej wymianie listów pomijają formułę inicjującą kontakt niż formułę kończącą – to pierwsze uściślenie. Drugie zaś jest takie, że nieraz konkretny, znany nam adresat preferuje określone zachowania grzecznościowe – wtedy elegancko jest spełnić jego oczekiwania.
    Małgorzata Marcjanik
  • Czterokroć, czterykroć
    15.07.2016
    Czy poprawne jest wyrażenie po czterokroć? Słowniki notują wyłącznie formę czterykroć (choć obocznie wielekroć i wielokroć), jednak w tekstach, zwłaszcza współczesnych, wariant czterokroć występuje wcale nie tak rzadko. Co zaś do wielekroć i wielokroć, czy którejś z tych form należy dawać pierwszeństwo?
    Przysłówki i zaimki przysłowne złożone z elementu liczebnikowego i cząstki -kroć są przestarzałe, w związku z czym współcześnie takich formacji się już nie tworzy. Od dawna w polszczyźnie istnieje forma czterykroć (podobnie jak np.: wielekroć, dwakroć i trzykroć), będąca zrostem (cztery + kroć; podobnie jak: dwa + kroć, trzy + kroć, wiele + kroć), czyli wyrazem powstałym w wyniku „sklejenia” dwóch słów (tu drugim składnikiem jest dawny wyraz kroć ‘raz’).
    Tymczasem wielokroć, a także np. siedmiokroć czy pięciokroć to złożenia, czyli wyrazy powstałe z połączenia tematów dwóch wyrazów (a nie – jak w zrostach – całych słów); połączenia ich za pomocą interfiksu (zwanego czasem wrostkiem) -o-.
    Liczebniki i zaimki liczebne, które kończą się samogłoską (jak cztery, dwa czy wiele) tworzyły wraz z cząstką kroć zrosty, a te, które są zakończone spółgłoską – złożenia (gdyż potrzebna była dodatkowa samogłoska – w postaci interfiksu -o- – do połączenia obu elementów).
    Jednak inne przymiotniki złożone utworzone od liczebnika cztery (oraz powstałe od tych przymiotników przysłówki) mają już charakter złożeń, a nie zrostów, czyli zawierają interfiks -o- dodany do tematu liczebnika (a więc do cząstki czter-): czterokrotny, czterokrotnie, dawniej funkcjonujące obok zapomnianych już: czterykrotny, czterykrotnie. Nie bez znaczenia jest zapewne też to, że wszystkie inne wyrazy złożone powstałe od liczebnika cztery to właśnie złożenia, a nie zrosty – czterolecie, czteroklasowy, czteropalnikowy, czterogodzinny itp. Nic więc dziwnego, że użytkownicy języka tworzą formę czterokroć. W języku bardzo silnie działa prawo analogii, co sprawia, że powstają formy czasem nieuzasadnione historycznie, ale wpisujące się w model współczesny. Moim zdaniem czterokroć jest wyrazem poprawnym, bo mającym umocowanie w systemie języka.
    Katarzyna Kłosińska, Uniwersytet Warszawski
Przeglądaj słowniki
Przeglądaj Słownik języka polskiego
Przeglądaj Wielki słownik ortograficzny
Przeglądaj Słownik języka polskiego pod red. W. Doroszewskiego